Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (24/37) > >>

Evening Antarii:
Mimo, że nadchodził dzień i zapowiadał się naprawdę ładnie, Eve musiała się zdrzemnąć choć przez chwilę! Powieki zrobiły się ciężkie, głowa opadała w dół. Dodatkowo ciche i przyjemne odgłosy natury, jak śpiew ptaków i plusk wody, uspokajały anielicę i sprzyjały szybkiemu zapadnięciu w sen. Zwierzęta budziły się po nocy równo ze wstającym słońcem. ÂŚpiewy ptaków niosły się nad taflą wody tak samo jak niebo zapełniło się od wróbli, sikorek, mew i innych ptaków poszukujących jedzenia. Na rzece tworzyły się dziesiątki mniejszych i większych kółek - to ryby zaczerpywały ciepłego, letniego powietrza. Ważki zainteresowane łódką przylatywały, wisiały chwilę nad podróżnymi, obserwowały ich, a potem znów leciały gdzieś w trzcinę i bliżej lądu.
-Jak chcesz, to mogę cię później zmienić- zaproponowała, w czasie gdy ona usadowiła się na dnie łódki, by oprzeć się o burtę. Eve była przecież wysportowana, poza tym od czasu do czasu mogłaby sobie pomóc telekinezą. Treningi przygotowały ją na nawet najdłuższe i najtrudniejsze walki, więc wiosłowanie byłoby dla niej pestką. Ale nie teraz... gdy dopadało ją coraz większe zmęczenie... -Ale to jak się wyśpię- dodała jeszcze. I podłożyła sobie tylko skrzydło, by było jej wygodniej, i zasnęła.
Zasnęła szybko, nawet twarde dno w tym jej nie przeszkodziło. Cóż się dziwić? Nawet boskie byty zasługują na drzemkę. Szczególnie, gdy czeka je tak wymagające zadanie. Eve nie wiedziała dokładnie na czym będzie to polegać i czego można spodziewać się na drugim brzegu. Jednak czuła, że to nie będzie żadna łatwizna.

Narrator:
Sen Evening był jej prywatną rzeczą, którą znała tylko ona i tylko jej umysł, jej świadomość była w stanie ocenić co szczególnie określiło jej wnętrze w tym miejscu, na tej łodzi w tym czasie, gdy zmęczenie tak ją ogarnęło, a może nawet nie śniło się nic? Tak też bywa... ten sen tak potrzebny trwał niespełna trzy godziny i Evening otworzyła swoje piękne oczy, którymi jest zdolna zniewolić nie jedno mężne serce.

Otworzyła je i ujrzała, w oddali na horyzoncie rzeczne rośliny wyrastające ponad taflę wody. A były to takie twory jak turzyce, kaczeńce, czermienie, kruszczyki czy moczarki... szczególnie wyróżniały się bogate w obecność hiacynty wodne, których zapach dominował nad roślinnością nadbrzeżną, szczególnie racząc was swoim charakterem.

Powoli dobijaliście do brzegu, doglądaliście roślinności przybrzeżnej zaś już na ladzie rozpościerał się zagajnik, gdzie co rusz występujące drzewa pozwalały się skryć...

Evening Antarii:
Niestety nic się Eve nie śniło. A przynajmniej tego nie pamiętała. Zbyt była zmęczona, musiała się zregenerować. Ta krótka drzemka pozwoliła jej na to...
Gdy się przebudziła byli już na przy brzegu. Nie przy samym pomoście, ale gdzieś blisko nadwodnych zarośli, gdzie mogli się jako tako ukryć w razie potrzeby. Na lądzie rosły też drzewa.
-Salcia, nie obudziłeś mnie na zmianę. Mówiłam, że mogę powiosłować- zauważyła. I trochę zła była na niego, że sam nie odpoczął. Nieprzespana noc bardzo utrudnia walkę i logiczne myślenie. Z drugiej strony jednak była zadowolona, że wreszcie dotarli do tego tajemniczego miejsca, gdzie pojawiał się lazurowy płomień, czymkolwiek był.
-To jaki mamy plan?- zagadnęła, gdy wpływali niemal w trzcinę.

Canis:
- Wiem Eve, wybacz, ale z korzyścią dla nas obu jest byś ty była tutaj bardziej wypoczęta... Bądź co bądź w sytuacji zagrożenia, kryzysowej masz większe.... pole manewru ;) .- Zauważył wiedząc, że jej wyszkolenie i wiedza w gruncie rzeczy znacznie przewyższają jego obecne na każdej płaszczyźnie...

- Ja bym się chętnie przespał... - mówił lekko zmęczony odkładając wiosła do łódeczki i rozciągając się w niej. Ziewał nieprzerwanie i niemal bezustannie a oczy jego niczym wąskie szparki niewiele świata doglądały.

- I tak chyba zrobię... wyjdziemy na la, to odpocznę sobie... jeżeli masz chęć również możesz odpocząć albo... iść i sprawdzić co nas czeka poza zagajnikiem, wyszpiegować z zarośli co tam się dzieje... w tym miejscu co mówił karcmarz. Jakiś pałacyk czy coś... coś tam muszą robić ten Annar magowie i bandyci... można by się wówczas przygotować i zajść ich nocą. - mówił zmęczony dobijając łódką do brzegu. wyszedł z niej zatapiając nogi po kolana w wodzie wypychając na brzeg łódź i wyciągając jeden kocyk... dla siebie, żeby się zdrzemnąć!

Evening Antarii:
-Mogłabym zbadać teren z góry, tylko nie wiem czy to nie zdradzi naszej obecności. Jeśli magowie dojrzą anioła na ich terenie to zorientują się co zamierzamy. Nieważne czy polecę, czy pójdę... Choć chyba na lądzie lepiej jest się skryć- myślała na głos, jakby to rozwiązać. -To ty się prześpij. Zasługujesz na ndrzemkę- rzekła po chwili zastanowienia. -Ja pójdę rozejrzeć się po okolicy. Tak będzie najlepiej- i Eve z łódki na ląd przedostała się przy pomocy przemieszczenia, żeby tak jak Sal się nie pomoczyć.
A potem poszła w głąb zagajnika, by zbadać to miejsce, które z drugiego brzegu rzeki było tak tajemnicze. Teraz zdaje się być zwykłymi zamieszkiwanymi przez ludzi terenami, które wybrali magowie na swą siedzibę... Ciekawa była tego pałacyku Annara.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej