Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (25/37) > >>

Canis:
Więc Sal zastanawiając się co zrobić odprowadzał wzrokiem Evening patrząc jak znika mu z widoku w gąszczu drzew. westchnął ociężale i delikatnie się uśmiechnął... o czym teraz pomyślał wiedział tylko on tak... postanowił skorzystać z łódeczki na brzegu, gdzie rozłożył koce usadowił się na nich, trochę powiercił się w kocach i zrobił sobie ładne legowisko. skryty w kocykach przykrył się kolejnym kamuflując jednocześnie swoją obecnosć, a wilgotne ubrania osłaniając od oziębienia.

Narrator:
Zagajnik rozciągał się na kilka set metrów zakłócając możliwość odbioru i widoku na przestrzał tego co się dzieje za nim. To też Evening musiała się przedzierać wzdłuż gąszczy krzewów i drzew by dotrzeć na skraj zagajnika.

Wydawało jej się bardzo spokojnie gdy coś przykuło jej uwagę... były to drzewa ich konary, a dokładniej wyryte na jednym z nich... wyryty w drzewie symbol.

Evening Antarii:
Spacer przez ten las nie należał do przyjemności, gdyż przedzieranie się przez krzewy nie było czymś łatwym do anielicy. Co chwila jakieś gałęzie zaczepiały jej się o skrzydła i Eve musiała bardzo niezdarnie wyglądać w tym roślinnym gąszczu. Mimo to szła na przód nie wiedząc dokładnie gdzie jest. Jednak natrafiła na coś w rodzaju wskazówki albo kolejnej zagadki do rozwiązania.
Jej uwagę przykuło pewne drzewo, na którym dostrzegła wyryte symbole. Z daleka nie miała pojęcia co one oznaczają. Gdy podeszła bliżej dostrzegła jedynie więcej szczegółów, ale wciąż nie znała znaczenia tego znaku. Była to korona, a więc pewnie symbol władzy, przywództwa, rządów, kontroli nad czymś... Tylko czego to się tyczyło? Czyżby zamieszkujących w pobliżu magów? Skrzyżowane miecze... kara, sprawiedliwość, siła, zwycięstwo. Takie skojarzenia przychodziły jej na myśl. Na temat trzeciego znaku miała pewne domysły. Może to lazurowy płomień rozpadający się na kawałki? Nie mogła być tego jednak stuprocentowo pewna...
Wszystko zamknięte w sercu.
Cofnęła się o dwa kroki od drzewa, by spojrzeć na to bardziej ogólnie. W pewien sposób łączyło się to z sytuacją złych magów, pragnących władzy, silnych, gotowych na walkę. Albo tak jej się tylko zdawało i była to jedynie siła sugestii. Podumała jeszcze chwilę, rozejrzała się po lesie. Wszędzie tylko te zarośla. I na dodatek nie przychodziły jej pomysły na odczytanie tego symbolu, na pewno ważnego, bo znajdującego się na terenie Annara.
Drzewo obejrzała z każdej strony i sprawdziła, czy w pobliżu nie ma innych znaków wyrytych na pniach, by niczego ważnego nie przeoczyć.

Narrator:
Niestety drzewa wokół, ani nic w pobliżu, nie wskazywało na żadną odmienność od normy, nigdzie nie było innych rytów na drzewach, inskrypcji ani deformacji... Jednak Evening poczuła pewien charakterystyczny zapach... intensywny, przyjemny - charakterystyczny i kojarzący się z roślinnością łąk i traw (taki ten... wiesiołkowaty o!).

Evening zaalarmowana spojrzała pod nogi i zauważyła charakterystyczne dziwne stworzenia...


//Przy najdrobniejszym ruchu Evening, zwierzęta te się rozpierzchną i uciekną...

Evening czuła, ze ten zapach to od tych właśnie zwierzątek roślinopodobnych. Anielica zaczęła czuć, że zaczyna powoli tracić świadomość... Jakby zasypiać i nie jest w stanie tego uniknąć.

//Proszę o dokładny opis myśli przed utratą świadomości, zapadnięciem w sen...

Evening Antarii:
W pobliżu niestety nie znalazła więcej znaków na drzewach. Trochę szkoda. Jeden punkt zaczepienia to za mało, na dodatek niejasny. Bo któż by zgadł co twórca tych symboli miał na myśli?
Nie było jednak dane Eve zastanawiać się nad tą kwestią długo. Poczuła w nozdrzach znajomy zapach. Na myśl przyszły jej wiesiołki, które rosły za domem. Wyrosłe na nieużytku, pod próchniejącym płotem, wśród ruin starej spiżarni. Zapach ten nierzadko wędrował przez otwarte okno do jej pokoju i wypełniał go. Mnóstwo pszczół przylatywało w to miejsce i od wschodu do zachodu słońca towarzyszyło Eve charakterystyczne owadzie brzęczenie. Praca w dzień nie miała końca, a tylko w nocy następował odpoczynek.
Liście i kwiaty wiesiołka ukrywały cegły i stare żelastwo nieprzydatne już ojcu. Wśród tych śmieci były też porwane sieci, które leżąc za domem tyle czasu, niszczały i przykrywały się ziemią, a wokół nich plątały się korzenie i łodygi. Były tam mrowiska czerwonych mrówek, a bezpieczne miejsca pod cegłami szczególnie upodobały sobie czarne żuki, szybko przemykające między źdźbłami traw. Koty tam kryły się przed wiatrem wiejącym znad morza.
Pewnego dnia Eve poszła za dom by wygrzać się w promieniach zachodzącego letniego słońca. Przez swoją nieuwagę potknęła się o wystający element sieci rybackiej i przewróciła się, raniąc nogę o zardzewiałe ostrze sierpa, używanego przez parobków na polu. Rana na łydce zaczęła krwawić, brudząc żółte płatki wiesiołków purpurową barwą...
O tym właśnie myślała anielica, gdy poczuła niemoc i zaczynała opadać w dół. Chyba nawet widok tych dziwnych zwierząt nie zdziwił jej tak bardzo, gdyż wspomnienie zapachu kwiatów i tamtego wieczoru tak mocno zaprzątnęło jej myśli. Dojrzała te zwierzęta-rośliny, ale nie była w stanie już nic zrobić.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej