Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Lazurowy płomień
Narrator:
- Nie wiem o co boskiej panience chodzi, ja mam rąsie tutaj. Ma pani dowód, że ja coś zrobiłem?- powiedział i pytał podnosząc dłonie do góry pokazując jak gdyby się poddawał, jednak na jego twarzy dalej widniał zabójczy przebiegły uśmiech. - Widzi pani, w tym momencie wyznała pani wszystkim wszem i wobec, że posługuje się pani magią... no nikt nie wątpi, że pani posługa jest szlachetna i wdzięczne sprawiedliwa chociażby świadczą o tym majestatyczne skrzydła o piękności tego świata. - powiedział kłaniając się w pół przed obliczem swojej rozmówczyni, anielicy Evening. - Po co coś komuś udowadniać... Wystarczą niedbałe słowa by posądzić i skazać w dzisiejszych czasach na śmierć osobę, wobec której jedynie istnieje podejrzenie i jeden świadek możliwego takiego zajścia... I dlatego też chciałem z panią porozmawiać. - Powiedział unosząc ramię i zginając je w łokciu dając możliwość wsparcia się na jego ramieniu i wspólnej bliskiej niczym dla pary przechadzki. - - Może zechce się pani ze mną przejść? chętnie pani coś pokażę.
Mężczyzna skinął głową i czekał na reakcję. Zaś Mary... zaś Mary z zaciekawieniem próbowała zrozumieć co się dzieje, wszakże zatrzymały się, ba nawet cofnęły, co nie było zgodne z jej machaniem skrzydełek.
- Oj panie Trevant, jest pan obiektem wielu plotek, nieścisłości tym samym pomówień... Zwłaszcza przez ostatnie 3 lata pana osoba stała się obiektem wielu plotek, chętnie byśmy z panem o tym porozmawiali... no niechętnie przyjmiemy odmowę, wręcz uznamy to za akt złej woli i wręcz przyznanie się do zarzucanych panu win i pomówień co do intencji nawet w dzisiejszym dniu... co było by no jakby nie patrzeć... gorszące dla pana opinii, więcej, może zaowocuje szubienicą... - Mówił ściszając głos by ostatnie słowa wypowiedzieć cichutkim szeptem.
Evening Antarii:
-Moje sumienie jest czyste i nie sądzę, by ktokolwiek zarzucał członkini Bractwa jakieś pomówienia i używanie magii w "zły" sposób. Dotąd służyłam ludziom, nawet walczyłam podczas wojny, dlatego nie mam sobie nic do zarzucenia- wyjaśniała dalej, tłumacząc się z tej niewinnej sztuczki. -Jestem umówiona na spotkanie, raczej nie mam czasu na przechadzki z nieznajomymi...- dodała. -Idę nad rzekę, może to głupio brzmi ale Mary, papuga, prowadzi mnie na miejsce spotkania. Jeśli to po drodze to ewentualnie moglibyśmy się przejść... ale... może on już długo czeka?- zaczęła myśleć na głos. -Jednak widzę, że i pan włada magią. I nie rzuca się to w oczy. To jeszcze bardziej niebezpieczne... Skąd właściwie pan mnie zna i cóż takiego chce mi pan pokazać?- dopytywała się i mówiła szybko, gdyż chciała skończyć tą pogawędkę i spotkać się z Salazarem. Nie wiedziała bowiem jeszcze co nieznajomy chce pokazać, gdzie zaprowadzić. I czy ona będzie w stanie obronić się przed nim, skoro elf też włada magią, na dodatek tą najgroźniejszą - magią wpływającą na umysł.
Pogłaskała Mary po piórkach, żeby się nie niecierpliwiła.
Canis:
- Nie zwykłem słuchać gróźb. Może wyjaśni pan jaśniej o co chodzi, zanim zmuszony będę szukać straży by was zamknęła za nękanie mnie, lub też jeżeli taka będzie wasza próba rozprawić się z wami tak jak tylko potrafię? - Kontrował wypowiedź wiedząc do czego to wszystko dąży i czego bandyterka będzie pd niego oczekiwała w dalszych etapach rozmowy, która już przybierała formę schematycznej wymiany zdań, gdzie obje strony wiedziały o co się rozchodzi :( .
Narrator:
- Nie, on nie czeka długo, nawet więcej w tym czasie ma swoje problemy. Mogę uspokoić Mary, jeżeli pani sama nie chce tego zrobić... - dopowiedział elf wzruszając ramionami. - niech mi panienka wybaczy moje maniery, mam zaledwie 337 lat i nie zdążyłem się nauczyć niektórych zachowań... Nazywam się Annar. - Mówił kłaniając się uniżenie przed anielicą. - Zatem przejdziemy się? Nie mam żadnego konkretnego miejsca, raczej chciałem pani wyjawić kilka rzeczy i ostrzec nim popełni pani straszliwe błędy, a wszystko przez tą magię... - Wskazał dłonią przeciwny kierunek, w kierunku dzielnic, z których Evening i Mary właśnie przyszły, w kierunku dzielnic mieszkalnych chodź kierunek dłoni wskazywał jakże jasno, że chodzi mu o podgrodzie...
- Typowe... kończą się argumenty merytoryczne i zaczyna pan nam grozić, jaki pan przewidywalny... - westchnął przewracając oczami. - Pójdzie pan z nami i porozmawia, czy to coś strasznego? zresztą jak pan chce to koledzy dojdą do nas tutaj, nie ma to najmniejszego problemu. Chociaż przyjemniej było by zjeść coś, wypić i porozmawiać. No chyba ze woli pan rozmowę w zaciszu to możemy pójść do zagajnika za Zajazdem. naprawdę jesteśmy otwarci na wszelkie warunki rozmowy, jesteśmy bardzo tolerancyjni i wyrozumiali, zwłaszcza, ze zależy nam na informacjach które pan posiada.
Evening Antarii:
-Ma problemy?- zmarszczyła brwi. Jednak elf mówił dalej i jej pytanie zginęło w potoku jego słów. -Nie, dziękuję. To tylko ptak, choć rozumny- podziękowała za propozycję uspokojenia ary. - Ja jestem Evening Antarii, ale pewnie pan to wie, skoro tak bezpretensjonalnie wlepiał pan we mnie wzrok podczas spaceru, co uchodzi za niegrzeczne. Widocznie ma pan do mnie bardzo ważne sprawy. Hm, magia to ważna sprawa, fakt. A Sal?- westchnęła. Nagle wpadła na pomysł. -Mary! Może ty polecisz i powiesz mu, że prawdopodobnie się spóźnię, albo w ogóle nie przyjdę, zajęta rozmową z obcym elfem, który zaczepił mnie na ulicy, hm?- mówiła to drwiącym tonem by nieco zdenerwować Annara. Ale prośba do papugi była całkiem serio. Eve nie lubiła się spóźniać, a odwoływać spotkań to już w ogóle. Spotkanie Annara mocno pokrzyżowało jej plany.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej