Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Lazurowy płomień

<< < (2/37) > >>

Evening Antarii:
Elf nie był żadnym biedakiem czyhającym na złapanie gadającej ary. Trzymał się na dystans i był bogaty o czym świadczył jego ubiór. Wziął swoją laseczkę i podążał za Eve... To było co najmniej podejrzane.
Anielica oglądała się za siebie i wreszcie, chcąc przekonać się jak nieznajomy zareaguje, wysłała telekinetyczny impuls,uprzednio koncentrując się, i wyrwała mu nim laseczkę z ręki. Zachichotała rozbawiona i ruszyła dziarsko do przodu.

Canis:
Mary usiadła na barku przysiadując na ramieniu. Wskazywała skrzydełkami kolejne kierunki spaceru by wymknąć się w dzielnic i trafić już do bram, jako ze dzielnice mieszkalne były ze sobą połączone wiodły na główny trakt, by w końcu móc opuścić bezpiecznie stolicę w południowa stronę.

***
Salazar niewzruszenie niczym menhir oparty o barierkę wybudzany z "gadziego" letargu z którego słynęło jego plemię był jedynie przez kolejne hałasy. Spojrzał ponownie w niebo szukając odpowiedzi na własne pytania... nagle usłyszał hałas. zerwany z letargu tym razem nie przez hałasujące dzieci!

Narrator:
Wszyscy przechodnie zatrzymali się patrząc na dziwne zachowanie mężczyzny. wylatująca mu z rąk laska była czymś nienaturalnym i niecodziennym.
- Oj moja niezdarność... - powiedział i przyspieszył kroku a jego twarz wykrzywiła się we wrednym uśmiechu, że wreszcie pokazano to czego potrzebował, coś co potwierdziło jego domniemywania. Nie dbał już o laskę.
- Proszę pana! Pana laska... - zawołał jeden z żebraków podgrodzia podnosząc laskę z ziemi.
- Nie potrzebuję, weź sobie. - odparł beznamiętnie...

Znacząco przyspieszył kroku powoli zmniejszając dystans od anielicy. Nagle Rozbawiona Evening poczuła że jej myśli spowalniają a jej świadomość doznaje delikatnych zakłóceń chodź nie była to szkodliwość istotna... po prostu zakłócenia w percepcji świata. - Panno Evening, w obliczu takiego strachu w pospołu społeczności bawić się magią po mieście... oj nieładnie! - usłyszała w głowie dzięki telepatycznemu przekazowi, by wszystko nagle wróciło do normy z jednym mały wyjątkiem - poczuła delikatny ból na ciele! Ktoś wyrwał jej piórko z lewego skrzydełka za pomocą magii!

Evening, Mary oraz nieznajomy byli już na szlaku prowadzącym bezpośrednio do bramy wyjazdowej z miasta, gdzie stało czterech strażników pilnujących porządku publicznego i troszczących się o bezpieczeństwo w każdej sferze życia ludności Efehidonu. Mary wskazała skrzydełkiem na bramę, która dalej mknęła już jako szlak przez gminę Tykon.



Mężczyzna przywdziany w błękit i kapelusz z wielkim rondem opatrzony czerwonym piórkiem podszedł do Salazara i zdejmując kapelusz ukłonił się w pół. Hałasem tym było stukanie obcasów od wysokich jakże męskich butów!

- Witaj panie hrabio! Przybyliśmy tutaj z ciekawości z panem porozmawiać! Miałby pan czas zamienić z nami kilka słów? - Zapytał wskazując na drugi koniec pomostu na którym się znajdowali. na piasku plaży, na tle zajazdu pod rozdygotanym starcem stało jeszcze dwóch bandytów podżegaczy oraz szlachcic podżegacz.

Evening Antarii:
Eve myślała, że pozbyła się natręta. Nagle jednak jej myśli zmieniły bieg, świat wokół przyspieszył, a myśli stały się powolne. Do jej umysłu dotarła wiadomość. Oczywiście nie było wątpliwości kto był jej nadawcą. Gdy zakłócenia minęły, Eve rozmasowała skronie by pozbyć się nieprzyjemnego uczucia. Wyrwane pióro rozzłościło ją ostatecznie.
Zatrzymała się znienacka i podeszła do bladego, wysokiego elfa. -A ładnie to tak panienki na ulicy zaczepiać?- między jej brwiami pojawiła się zmarszczka spowodowana złością i zniecierpliwieniem. Co to za maniery!?... -Proszę sobie nie pozwalać! - dodała obrażona. -Phi! I jaka magia... Sam pan laseczkę niezdarnie opuścił. Nie moja wina, nikt mi tego nie udowodni. A poza tym... czymże jest telekinetyczny impuls w porównaniu do meteoru spadającego na miasto?

Canis:
Przyjrzał się uważnie rozmówcy i spojrzał na odległy kraniec pomostu. Razem 4 osoby... z bronią palną... Czy ja zawsze muszę trafiać nie w porę... o zgrozo...
- My się chyba nie znamy prawda? Jestem Salazar Trevant. Miło mi pana... panów, poznać jednak jestem umówiony i wolał bym w spokoju poczekać na osobę na którą tutaj czekam. Czy w czymś państwu tutaj przeszkadzam, jakiś problem co do mojej osoby tutaj? - zapytał unosząc brew z pytającym spojrzeniem i malująca się miną na twarzy ze z niezrozumienia, jak to jest, ze w tak znamienitym miejscu ktoś mu przeszkadza bez powodu!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej