Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #13 - Marduke
Marduk Draven:
Choć bolał go bark i udo to był zdeterminowany. Zdeterminowany i zły na siebie. Walka się jeszcze nie skończyła. Przeturlał się w swoją lewą stronę, unikając ciosu łapy. Następnie podniósł się na klęczki, rąbiąc przy tym mieczem, próbując trafić łapę bestii którą ta przed chwilą atakowała.
Funeris Venatio:
Kreshar nie dawał jednak wytchnienia. Wcale się nie wycofał po pierwszym ciosie, nie zawrócił, nie uciekł. Natarł szybko ponownie, lecz natrafił na miecz. Ostrze nie ucięło łapy, zadało jednak bolesne obrażenie i na zbroczu człowiek ujrzał nieco krwi zwierzęcia. Ciemnej, pełnej życia i woli walki. Kreshar stanął pewnie na drugą łapę i ruszył ponownie.
Marduk Draven:
Człowiek wykonał przewrót na skos po swojej lewej stronie. Znalazł się tuż pod kotarą. Szybko się podniósł na nogi, i sam nie dając wytchnienia wybiegł ku bestii trzymając miecz w stronę sufitu, z rękojeścią przy twarzy. Minęło sekund kilka i znalazł się odpowiedniej odległości. Machnął mieczem od prawego boku do lewego, schodząc lekko na lewy skos, na tyle silnie by cios zadał poważne obrażenia w razie trafienia, lecz nie na tyle by się zachwiać w przypadku pudła. Celował w pysk kreshara.
Funeris Venatio:
Kreshar nie czekał kilku sekund na odpowiednie ustawienie się i zareagowanie Marduka. Był głodny, zdezorientowany, ale jednocześnie zdesperowany i gotowy na wszystko. Jak każde duże zwierzę, nie zapuszczał się w pobliże tak dużych ludzkich siedzib sam z siebie, zgubił się podczas niewielkiego pożaru zagajnika, w którym miał swoje leże. Uciekał późnym wieczorem, przypadkiem trafił na odcinek muru, gdzie strażnicy reperowali furtkę, wślizgnął się niepostrzeżenie do środka i zaszył w tej piwnicy. Dla niego nie było już odwrotu, nie było spokojnego wyjścia z miasta, musiał zostać usunięty. Sam nie chciałby również wyjść, gdyż nie wiedział, że jest to coś właściwego i pożądanego przez społeczność miejską. Dlatego teraz walczył o życie z tym człowiekiem, który zszedł tutaj na dół w poszukiwaniu swojego przeznaczenia. Naparł więc na niego, gdy ten wykonywał swój niezdarny przewrót po skosie. Marduke niestety nie posiadał umiejętności akrobatycznych, więc łapa z ostrymi pazurami zdołała zahaczyć wojownika po plecach. Gdy aplikujący rekrut znalazł się między fałdami materiału, bestia odskoczyła do tyłu i stanęła pewnie na czterech łapach. Widać było, że zostawia czerwone plamy na posadzce, lecz nie uniemożliwia to jej jeszcze skutecznego bronienia się. Adrenalina krążyła w krwi obydwu stworzeń w tym pomieszczeniu. Między beczkami i unoszącym się w powietrzu duszącym zapachem leżakującego trunku.
//Jesteś między fałdami materiału, kreshar jest sześć metrów przed Tobą. Czeka na twój ruch.
Marduk Draven:
Zignorował ból. Zorientował się o odległości dzielącej go od potwora. Wybiegł do bestii na lekko ugiętych nogach, trzymając miecz oburącz, czubkiem w stronę sufitu. Przebiegł szybko pięć metrów, przy piątym właśnie, wyskoczył unosząc miecz i tnąc od góry ze wszystkich sił, celując w głowę potwora, wydając z siebie agresywny, bojowy wrzask.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej