Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #13 - Marduke
Marduk Draven:
Nazwa wyprawy: Próba Siły #13 - Marduke
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Zasady do uczestnictwa w wyprawie: zgłoszenie się w punkcie rekrutacyjnym Bractwa ÂŚwitu
Uczestnicy wyprawy: Marduke
-Ruszajmy więc.
Funeris Venatio:
- Ruszajmy? O nie, nie - odpowiedział Antoine Bennet. Wygrzebał ze stosu papierków odpowiednią zapisaną stronę i przemierzył ją szybko wzrokiem. Odszukał odpowiednie zgłoszenie, przypomniał sobie sytuację i osobę, która zawiadomiła rycerstwo Bractwa ÂŚwitu.
- W okolicy browarów na zachodzie miasta słyszano pogłoski o jakiejś dzikiej bestii, która ukrywa się między budynkami. Zniszczyła trochę towarów z magazynów, poturbowała dwóch parobków jednego z największych browarników. Narobiła szkód i zagraża bezpieczeństwu miasta. Najprawdopodobniej to coś pokroju kreshara, ale niestety jeszcze nikt nie zdążył się tym zająć, nie miałem okazji nikogo tam wysłać. Zgłoś się, proszę, do browaru świdnickiego w zachodniej części stolicy, tam zostaniesz dalej pokierowany. Wróć, gdy załatwisz sprawę, udowadniając, że nadajesz się na rycerza Bractwa ÂŚwitu.
Marduk Draven:
-Ruszam.-oznajmił Marduke chyląc lekko głowę, po chwili znikając za budynkami. Powiedział że na zachód. Hmmm.- spojrzał na niebo i zlokalizował słońce, po czym ruszył w jego kierunku. Szedł tak około dziesięć minut gdy nagle poczuł intensywny zapach piwa z bocznej uliczki. Przeszedł przez nią. Ujrzał duży plac, było na nim na oko dwudziestu browarów. Zbyt dużo do przeszukiwania. Na placu było na szczęście trochę ludzi. Podszedł do najbliższej osoby. Był nim bogato ubrany mężczyzna w wieku około czterdziestu lat.
-Przepraszam, mości panie. Wiecie coś o...
-Trącisz biedaku. Odejdź- przerwał mężczyzna.
Marduke zacisnął pięść, stłumił pragnienie uderzenia bogacza i odszedł.
Podszedł do kogoś kto wyglądał ździebka biedniej. Odzianego w biały fartuch, z gęstym wąsem nad ustami.
-Drogi panie, wiecie może coś o jakowejś bestii która tu narozrabiała?- zapytał
-Oj wiem. Wiem bo to mój browar zdemolowała, i moje parobki poraniła i spierdzieliła w boczne uliczki. O tam!- browarnik wskazał palcem wąską uliczkę oddaloną od nich o około dwadzieścia metrów.-Posłałem za nim mojego innego parobka, krzepkiego i górzystego. Marlin się zwie.
-Dziękuję.
-A czemuż Cię to interesuje?- spytał browarnik
-Wysłało mnie Bractwo ÂŚwitu.
-Boska pomoc, niczym z nieba!
Marduke skinął głową i odszedł w kierunku uliczki. Wyciszał się i uspokajał. Opracowywał możliwości. Patrzył na wady i zalety miejsca. Wąska ta uliczka. Nie będzie łatwo. Wszedł w uliczkę. ÂŚciągnął kuszę z pleców i załadował ją bełtem. Nagle coś spostrzegł. Był to człowiek. Siedział, oparty o ścianę, głowę miał spuszczoną. Miał masywną budowę i łysą głowę, cały był ubrodzony we krwi.
Marduke zbliżył się szybko i sprawdził tętno. Nie żyje. Jestem za późno.. Usłyszał nagle warkot. Zieleń oczu błysnęła w cieniu. Wyłonił się z niego kształt o długości około półtora metra, z wyszczerzonymi kłami i futrzanym grzebieniem na grzbiecie. Nie wyglądał na zadowolonego.Kreshar. Coś w stylu dużego mruczka. Tak jakby... Marduke strzelił. Bełt zatopił się w prawej łapie. Stwór warknął gniewnie, złapał owy bełt i wyszarpał go z łapy, po czym złamał go zaciskając szczęki.
Wystrzelił jak z łuku, w biegu skoczył otwierając paszczę i wyciągając pazurzaste łapy przed siebie. Marduke instynktownie odskoczył w bok. Uderzył mocno o ścianę. Kresher znów wybiegł. Nie zdążył skoczyć. Czarnowłosy zdzielił go po pysku kuszą. Otumaniło go to. Marduke schował kuszę i dobył szybko miecza, zaatakował z góry. Bestia wykonała unik, machnęła łapą. Kruczowłosy syknął z bólu i zdzielił zwierzę butem oraz wykręcił się w szybkim piruecie. Miecz zarył o ścianę. Potwór wykorzystał to. Skoczył. Powalił wojownika. Miecz wypadł mu z dłoni. Dłonie zaś zajęte były trzymaniem łap kreshera. Marduke podźwignął bestię, ta zaś szczękała kłami na około dziesięć centymetrów od jego twarzy.
Zartacie, jeśli tam jesteś i istniejesz... przydałaby mi się jakaś pomoc. I pomoc przyszła. W jego głowie narodził się plan. Krótki i nieskomplikowany. Trochę ryzykowny, ale ryzyko trzeba podjąć.
Uderzył kolanem bestię w brzuch trzykrotnie. Straciła na chwilę oddech. ÂŁupnął ją głową w szyję i z całej siły pchnął. Bestia upadła. Podniosła łeb warcząc. Czarnowłosy chwycił szybko bełt z kołczana i zatopił go w oku bestii. Zawyła strasznie, przeszywając wym rykiem na pewno nie tylko tę uliczkę. Marduke zlokalizował miecz, podniósł go, uniósł się na klęczki i trzymając oręż w obu rękach uniósł go i rąbnął w szyję stwora. Krew bryzgnęła mu na twarz i ubranie. ÂŁeb bestii upadł kilka centymetrów od reszty ciała. Wiedział że kreshary żyją w stadach, oczekiwał więc posiłków. Nie przyszły. Wyciągnął szmatę którą dostał od Raspeva i wytarł nią klingę, którą to schował do pochwy. Podszedł do ciała parobka i zamknął mu powieki. Ruszył w drogę powrotną, podnosząc łeb stwora i niosąc go w prawej ręce.Chyba nie było tak źle.- pomyślał. ÂŚciemniało się.
Marduk Draven:
-Panie Antoine, o to jestem.- rzekł Marduke rzucając rycerzowi łeb kreshera pod nogi. Zabił jednego parobka, za co sam zginął. Zartat zwyciężył.
Funeris Venatio:
//Drogi przyjacielu... Popełniłeś kilka niewielkich błędów w swoim poście, na które będę musiał zwrócić uwagę, niestety.
Po pierwsze i najważniejsze, rozwiązałeś całe zadanie w jednym poście. Przepraszam, w dwóch, gdyż w osobnym napisałeś, jak idziesz do Antoine'a. Od tego została utworzona funkcja Prowadzącego Wyprawę, żeby to on opisywał otoczenie, prowadził i kreował akcję, wstawiał do świata postacie niezależne i przeciwników. Prowadzący wykonuje kwestie NPCów, kieruje ich zachowaniem, opisuje ruchy i reakcje. To samo tyczy się przeciwników. Nie możesz powiedzieć, że nagle z lasu wybiegł niebieski jednorożec, którego zabiłeś i z jego krwi zrobiłeś czarninę. Nie możesz, gdyż nie leży to w twojej kwestii. Te zasady opisane są pokrótce tutaj: http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Zasady_uczestnictwa_w_wyprawie#Posty_gracza
Tak ja pisałem Ci w PW, nie wiesz dokładnie gdzie znajduje się browar, nie wiesz który to, jak on wygląda. Dlatego poleciłem Ci skierowanie się na zachód, szukanie, opisywanie tego, co wykonujesz, żeby dostać się na miejsce. Możesz spróbować spytać się kogoś o drogę, jakoś sobie poradzić, ale nie możesz opisać, że dotarłeś na miejsce, które wygląda tak a nie inaczej, gdyż to ja, jako Prowadzący Wyprawę, o tym decyduję. Nie wiesz co się może zdarzyć po drodze, może scenariusz zadania polegał na tym, byś na to miejsce nie doszedł, tylko znalazł coś po drodze. Kto wie?
Większość błędów tego posta wynika właśnie z tego, że opisałeś wszystko. Począwszy więc od opisania miejsca, napotkanych postaci, ich zachowań, poprzez dodanie przeciwników, opisanie ich ruchów, na samoistnym zakończeniu zadania kończąc. Dlatego poprosiłbym Cię, byś spróbował jeszcze raz, od momentu w którym pojawił się mój ostatni fabularny post z wypowiedzią paladyna.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej