Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Próba Siły #13 - Marduke

<< < (9/13) > >>

Funeris Venatio:
Z bliska kotara okazała się wieloma paskami ciemnego, prawie czarnego materiału. Uwieszona u sufitu, gęsto spleciona. Każdy z pasków, a były one nieregularne, miał od dziesięciu, do około dwudziestu pięciu centymetrów. Miecz nie przebił więc zasłony, gdyż najzwyczajniej w świecie ustąpiła ona przed ostrzem. Marduke podszedł do tego miejsca z alejek znajdujących się na prawo, więc w stronę swojej lewej rozciągała się cała szerokość piwniczki, niecałe czterdzieści metrów. Beczki z piwem miał za sobą. Gdzieś tam na końcu, po drugiej stronie, paski zaczęły falować. Delikatnie, ale ewidentnie nie swobodnie. Wyglądało to tak, jakby coś znajdowało się po drugiej stronie i powodowało owe wybrzuszenie. To coś powoli lecz sukcesywnie zbliżało się w stronę początkującego wojownika. Mniej więcej co sekundę przybliżało się o metr. Marduke słyszał ciche pomrukiwanie z drugiej strony, ale echo niosące się po sali nie pozwalało ze stuprocentową pewnością stwierdzić, czy to na pewno dochodziło z tamtego miejsca.

Marduk Draven:
Odszedł na kilka metrów od kotary. Stanął pewnie na nogach, a miecz chwycił oburącz, trzymając go przed sobą, czubkiem ostrza w stronę sufitu. Był zwarty i gotowy. Szybko się rozglądnął po sali by wiedzieć na czym dokładnie stoi.

Funeris Venatio:
Stał na kamiennej posadzce. Nie była śliska, raczej chropowata, więc dawała pewne oparcie i buty nie ślizgały się po niej. Marduke odszedł... gdzieś. Na kilka metrów. Widział jak wygląda piwniczka, mógł wykonać każdą akcję, ale zrobił coś niesprecyzowanego. Narrator musiał domyślać się, gdzie stoi Marduke. Założył więc, że człowiek stoi trzy metry od ściany, którą ma po prawej stronie. Stoi również trzy metry od kotary z pasków materiału, którą ma naprzeciw siebie. Do tego z lewej, również trzy metry dalej, ma rząd beczek. Za sobą, ciągnącą się przez niecałe pięćdziesiąt metrów, aplikujący rekrut miał alejkę. Falowanie materiału oddzielającego dwie części piwnicy ustało mniej więcej w połowie. Wybrzuszenie się wygładziło, nie było już widać wyraźnego śladu. Pomruk ucichł również, roznosił się tylko nieznacznie jakby zewsząd, jakby spod wody.

Marduk Draven:
Czarnowłosy przymrużył oczy. Chwycił miecz jednorącz, trzymając go przy udzie, pod kątem prostym. Ponownie uspokoił oddech. Ugiął kolana, po nich plecy. Powoli podszedł do kotary. Złapał ją pewnie i odciągnął. Zaczął się rozglądać.

Funeris Venatio:
Był nieuważny. Był nieostrożny, nieuważny, naiwny i pełen jakiejś dziwnej nadziei, że jego bierność nie doprowadzi do niczego złego. Nie zobaczył nawet skaczącego kreshara, gdyż za kotarą nie było światła. Nie paliły tam się żadne lampki ani pochodnie, panował mrok i jedynie przez zrobioną właśnie wyrwę w zasłonie Marduke oświetlił kawałek terenu. Jednak nie pomogło mu to nic a nic, wręcz przeciwnie - skazało i wystawiło na atak. Bestia runęła na niego szybko i zwinnie, przygniatając i obalając na ziemię. Marduke wyrżnął o posadzkę, miecza jednak nie upuścił, za to zbił sobie boleśnie prawy bark i biodro. Zwierzę przeskoczyło nad nim, gdyż na szczęście nowicjusza nie był to idealny i czysty skok. Owa kotara uniemożliwiła wykorzystanie w pełni ciała bestii, która mogłaby z łatwością dostać się do gardła człowieka. Teraz zaś znajdowała się tuż przy ścianie, między paskami materiału, odwracając się i szykując do poziomego ciosu łapą w oczy i krtań leżącego człowieka.



//1x Kreshar, trzy metry po twojej prawej, odwraca się i atakuje. Ty leżysz na ziemi, miecz trzymasz w ręku, nie masz widocznych obrażeń.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej