Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znaleziątko

<< < (20/23) > >>

Licho:
- Gdzie ty takie ceny znalazłeś... Chyba że to były krasnoludzice- wysepleniła zła i oburzona. Przecież z jej usług korzystali tu niemal wszyscy i nigdy nikt nie narzekał! No chyba, że na późniejszą wszawicę łonową.
- Daj się namówić... hm... opierzonego mężczyzny jeszcze w sobie nie miałam...- uśmiechała się dalej, jednak jedyne uczucie jakie towarzyszyło oglądającemu te zęby to współczucie i strach. - ...i udało im się ciebie zaspokoić!? Nie wierzę... wyglądasz na mocno... - i w tym momencie wypowiedź kobiety urwała się gdyż miał miejsce dość tragiczny ciąg niefortunnych zdarzeń.
W momencie gdy Funeris zapukał, zszarzałe szyby, przez które nic nie było widać, rozprysły się a spory kawałek szkła wbił się w i tak niezbyt urodziwą twarz prostytutki. Sekundę wcześniej rozległ się bowiem huk, a zbłądzony  pocisk, któremu udało się wybić tę szybę, trafił rudowłosą w bok i utkwił może niezbyt głęboko, ale bardzo boleśnie w jej ciele i tkwił tak, otoczony przez tętnice i narządy wewnętrzne, które uszkodzone krwawiły.
Gdy drzwi otworzyły się szeroko w Funerisa już ktoś celował. Był to jakiś bandyta za to wyposażony w broń palną i kilkanaście nabojów. Drugi z mężczyzn trzymał Licho za gardło od tyłu, obezwładniając ją, a lufę przyłożył do jej głowy.
Rudowłosa dziwka upadła na ziemię i trzęsła się cała - to z powodu utraty krwi. Zsiniała, krztusiła się, brudziła w kałuży własnej krwi. Jakiś wychudły pies dopadł do niej jakby tylko czekał na to, aż skona.
- Co to kurwa!?!?- rzucił zdziwiony mężczyzna, który przywitał Funerisa wymierzoną w niego bronią. Zdezorientowany zwrócił się do swojego kolegi, który trzymał dziewczynę. - Co to kurwa za przebieraniec!? Ja pierdole, co z tym zrobić!?!?!?
- Zabij, a nie się kurwa patrzysz!- wrzasnął tamten zdenerwowany mocno i przycisnął Licho do siebie, by nie mogła się ruszyć.
Tamten zaś miał już palec na cynglu...

// 2x Bandyta podżegacz. Masz bardzo mało czasu żeby zareagować, bo mężczyzna zaraz do ciebie strzeli. Tobie się nic nie stało, bo ta kobieta stała raczej w niefortunnym miejscu, blisko okna.

Funeris Venatio:
//Urodziwa pani mi wybaczy, ale mam mniej czasu na życie niż się spodziewałem...


Powiększająca się plama czerwieni na ciele kobiety zdradzała, że cokolwiek Funeris by teraz zrobił, było za późno. Za późno o kilka sekund. Za późno o jeden wystrzał. I jeden zbłądzony pocisk przemierzający ciepłe powietrze wypełnione świeżym i rześkim ozonem. Anioł nie miał wiele czasu na zorientowanie się w sytuacji. Spojrzał przez rozwarte właśnie drzwi i ujrzał tego mężczyznę, który podnosił w jego stronę broń. Broń palną, która podczas bezpośredniego trafienie w nieosłonięte części ciała mogła wyrządzić znaczące obrażenia. Tego Funeris wolałby uniknąć. Również dla Liszki, którą dostrzegł niemalże w tym samym momencie. Mężczyzna, który trzymał ją za gardło i przystawiał jej do skroni pistolet, właśnie się darł, żeby zastrzelić zakonnika.
Instynktownie więc, nie myśląc nawet nad swoimi ruchami i poczynaniami, zniknął. Zniknął na chwilę krótszą niż mrugnięcie okiem, za chwilę pojawiając się za plecami dwójki kobieta-mężczyzna. Mniej więcej w tym momencie rozległ się strzał w miejsce, w którym anioła już nie było. Konsternacja musiała zapanować w szeregach bandytów, gdy nagle stracili z pola widzenia swój cel. Musiało to być niespodziewane zarówno dla strzelającego, jak i dla tego, który trzymał w uścisku Liszkę. Dlatego Funeris obrócił się momentalnie na pięcie za jego plecami, wykorzystując tę króciutką chwilę, gdy zapanowało poruszenie i huk pocisku opuszczającego lufę wypełnił uszy wszystkich obecnych. Stojąc już twarzą w tą samą stronę co reszta, anioł skupił się na pistolecie przystawionym do głowy kobiety. Szybkim, gwałtownym i niepozostawiającym czasu na reakcję impulsem uderzył mniej więcej w środek broni palnej trzymanej w jednej z dłoni. Chciał spowodować to, żeby jak najbardziej oddaliła się ona od kobiety. Podczas gdy on będzie wykańczał dzieło zniszczenia.
Szybkim ruchem wyszarpnął zza pasa sztylet i wbił go w bok szyi mężczyzny, przerywając zapewne jeden z kręgów, a już na pewno po prostu rozrywając tętnice, żyły, krtań i całą resztę znajdującą się po drodze. Fontanna krwi zalała pobliską ścianę i po część ubranie Funerisa i Liszki. Anioł nawet nie wyciągał srebrnego ostrza z rany, zostawił go tak jak się wbił, gdyż potrzebował tej wolnej ręki. Wyciągnął ją w stronę tego drugiego, który właśnie zdał sobie całkowicie sprawę, że coś poszło bardzo nie tak. Do jego uszu po chwili dotarło jedno krótkie słowo.
- Izeshar! - krzyknął niemalże wojownik Bractwa ÂŚwitu. W jego duszy skumulowała się część jego magicznej energii, która przepływała w jego ciele wespół z pozytywnymi emocjami i wspomnieniami, które zawsze trzymał na wierzchu. Przemieszał je, przesłał w matrycę zaklęcia i wtopił w sam czar, formując pocisk magicznej esencji, który grzmotnął bandziora z taką siłą, że ten aż poleciał nieco do przodu i spoczął na kolanach. Jego tors zamieniał się błyskawicznie w zwęgloną masę, a on jeszcze przez kilka sekund widział to swoimi oczami, zanim i mózg nie zakończył kompletnie swojego żywota.

Licho:
//Na życie, czyli maranty? :)


Niespodziewane strzały wzruszyły całą dzielnicę biedoty, toteż wokół budynku zgromadziła się okoliczna ludność, nieśmiało wyglądając przez okna i zza rogu. Wszak ktoś z gapiów mógł zostać ranny, ale to wydarzenie było zbyt pociągające, by nie zwrócić na nie uwagi. Strzelanina z udziałem anioła, trup tutejszej dziwki u jego stóp i zabójstwo dwóch handlarzy... Z którymi nikt nie śmiał zadzierać.
Wystraszona Licho, odzyskawszy wolność, upadła wystraszona na kolana. Oddychała szybko i nerwowo, haustami łykała powietrze. Po prostu jeszcze nigdy nie była tak bezbronna, nigdy tak zależna od czyjegoś ruchu palca na broni. Powoli wróciła do niej świadomość, że wszystko jest już dobrze, gdy ujrzała spopielony tors mężczyzny. Jej ubranie było całe brudne od krwi, na szczęście to nie ona krwawiła, tylko jej przeciwnik leżał z poprzerywanymi tętnicami.
Pozbierała się z ziemi ze smutkiem oglądając swój czarny płaszcz mokry od posoki. - No niee... On był taki drogi!...- jęknęła smutno. Dodała potem jeszcze do Funa: - Dzięki, ale nie z takich opresji wychodziłam- choć w środku była mu pewnie dozgonnie wdzięczna, jednak nie chciała tego okazywać.

Funeris Venatio:
//Na życie, które jest nowelą...

Funeris wytarł sztylet o płaszcz człowieka leżącego na ziemi. Krew źle działała na każde ostrze, które mogło zacząć korodować od wszystkich składników posoki, o których anioł nie bardzo wiedział. Zdawał sobie jednak sprawę, że o broń trzeba dbać i pielęgnować ją należycie. By w takich sytuacjach, jakie się teraz zdarzyły, mieć ją dostępną w pełnym zakresie możliwości.
- Może przynajmniej kilka słów wyjaśnienia? Nie drążyłbym tematu gdyby nie to, że nazwano mnie przebierańcem. No litości... - tutaj zrobił pauzę, wymowną, teatralną - ten kubrak przecież nie jest aż taki straszny.

Licho:
- Hahaha. Chyba chodziło im o skrzydła. A kubrak... ujdzie w tłumie- zaśmiała się i była zupełnie wesoła, jakby przed chwilą wcale nikt jej nie chciał zabić! Podeszła do drewnianych półek które znajdowały się na ścianie naprzeciwko wejścia. Otwierała po kolei szufladki i szafki. Czegoś szukała.
- To nic takiego. Nie chcieli mi sprzedać fajek bo nie mam grzywien, a jak powiedziałam, że jestem z obstawą, to zrobili cały ten cyrk. Echh. Są!- Licho wyciągnęła kilka papierosów i wsadziła je sobie wszystkie do kiszeni.- Chcesz jednego? Tutejsi ludzie... hm... nie lubią takich "odmieńców" jak ty- tłumaczyła ze spokojem. Potem wyszła na zewnątrz, gdzie leżało ciało rudowłosej dziewczyny.
- Kto to?- zapytała, ale nie było w niej współczucia, raczej ciekawość, kto stał się bezcelową ofiarą tego zajścia, które trochę jakby sama sprowokowała. - To trzeba mieć pecha jednak...- dodała cicho.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej