Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znaleziątko

<< < (21/23) > >>

Funeris Venatio:
- No cóż, dziwka. Chciała osiemdziesiąt grzywien, trochę sporo jak na trzy choroby weneryczne i wszawicę. Odmówiłem, ale zanim zaczęła namawiać bardziej, dostała odłamkiem... No cóż, ciężkie jest życie kurwy na przedmieściach - skwitował całe zajście niezbyt wybrednie. Przestąpił przez ciało, dając szerokiego kroka. Chwycił ciało delikatnie pod pachy i przyciągnął bliżej domku, by nie sterczało tak na środku ulicy. Zanotował w pamięci, by po wszystkim zgłosić się do posterunku straży i złożyć wyjaśnienia. Pominąć kilka faktów, jak na ten przykład obecność Liszki, dodać kilka istotnych szczegółów, coś tam zmyślić. No w każdym razie żeby nie było, że następna niewyjaśniona sprawa.
- Chodźmy dalej, nie ma co tracić czasu...

Licho:
//Fun jaki troskliwy  ;[


- Przecież cały  czas idziemy. To był tylko nic nieznaczący incydent trudny do przewidzenia. Chociaż... Nie miałam grzywien, to fakt. Ale żeby zaraz się tak denerwować? Pies ich...-  splunęła Licho nie kończąc.
Robiło się ciemno, jednak temperatura wciąż była powyżej 20 stopni. Dla wielu był to miły letni wieczór, niekoniecznie jednak dla Funerisa. Pewnie mógłby go spędzić w bardziej przyjemny sposób. Na przykład popijając wino na tarasie swego dworu, wygrzewać się w ostatnich promieniach zachodzącego słońca w towarzystwie jakiejś damy. Może nawet tańszej, a z pewnością czystszej, niż ta rudowłosa, która tak przedmiotowo została przez niego potraktowana. Przecież liczy się też wnętrze! Nie tylko liczba wszy we włosach różnych części ciała. Biedna... Jak żyła tak umarła. Nędznie. I nie obeszło to nikogo. Tylko te biedne robaczki co na niej mieszkały, bo będą musiały znaleźć sobie inną ofiarę.
Tymczasem ta dziwna parka awanturniczka-anioł przemierzała kolejne śmierdzące uliczki. Ich oczom wreszcie ukazał się cmentarz. Ogrodzony był zniszczonym płotem, jego teren porastały bujne krzewy i drzewa. Wszystko przez dużą ilość składników odżywczych w glebie.
Licho i Fun ujrzeli też mężczyznę wałęsającego się bez celu wokół studni i zejścia do kanałów. Nie był nawet uzbrojony, ale widać było, że czegoś pilnuje.
Dziewczyna wyjęła medalion, otworzyła go kluczykiem i sprawdziła mapę.
- Ten iks to na pewno tu. To ta studnia - kiwnęła na nią głową. - Lepiej się trochę ukryjmy, żeby tamten czegoś nie podejrzewał. Zaraz zacznie się pewnie czepiać, ale wygląda niegroźnie- mówiła szeptem. Schowała się też za róg jednego z domów.

Funeris Venatio:
Funeris zrobił coś, czego sam po sobie się nie spodziewał. Podniósł do góry palec wskazujący, jakby chciał powiedzieć Liszce, żeby na moment zaczekała. Sam poprawił kubrak, ale jednocześnie roztrzepał włosy, ruszając energicznie głową i używając palców jak grzebienia. Narobił trochę hałasu, kopiąc jakiś niewielki kamień, który poszybował w stronę okolicznych zaniedbanych grobów. Człek kręcący się przy studni na pewno go ujrzał, nie było mowy, żeby przeszedł obok tego nieruszony.
- Gdzie ten grób... Gdzie ten grób... - mamrotał sam do siebie, idąc cały czas w stronę człowieka i studni. Nie szedł jednak prosto, zbaczał wyraźnie na prawo, jakby pokazując, że wcale nie zmierza w kierunku zejścia do kanału. Wzrokiem taksował wszystkie groby, te porządniejsze oraz całkowicie zrujnowane i zarośnięte. Przyglądał się niezbyt dobrze wygrawerowanym napisom, jakby szukając czegoś konkretnego. Rozpostarł szerzej skrzydła, o wiele powiększając swoją posturę. W niedoborze światła mógł wyglądać jak anioł zagłady, śmierć idąca w parze z nieuniknionym przeznaczeniem.
- No gdzie on się podział... - mówił dalej, wyraźnie i wcale głośno, chociaż sprawiając wrażenie, że mówi tylko do siebie i nie zauważa nikogo wokół. - Jak nie znajdę tego umarlaka, to mnie drogi Zartat zmasakruje...

Licho:
- Hej, ptaszyno, dokąd to!?-spytała wystraszona Licho. Bała się, że cała akcja pójdzie na marne, bo koleś chyba nie jest AÂŻ tak głupi by nabierać się na jakieś sztuczki. Przecież trzeba było być ostrożnym, uważać na przechodniów! A anioł sobie poszedł, jeszcze coś tam wygadywał i zrujnował cały misterny Lichowy plan.
Nie wiedziała do końca o co mu chodzi, ale wyprostowała się i szybkim kroczkiem dobiegła do Funerisa i podążała za nim, raz patrząc na minę tego mężczyzny, by domyślić się co on o tym sądzi, drugi raz na cmentarz i nagrobki które były zwykłymi kamieniami z wyrytymi literami.
- I tak nie znajdziesz, mówię ci. Te nagrobki to dla zachowania pozorów, myślisz że tu ktoś dba o to do którego dołu wrzucić trupa? O, nie nie. To nie ta dzielnica proszę pana- mówiła nerwowo dziewczyna choć bardzo się starała, by brzmiało to naturalnie, że przyszła tu z aniołem we wspólnym interesie odnalezienia pewnego nieboszczka.
Mężczyzna zaś stanął sobie gdzieś na uboczu, z daleka obserwując nieznajomych. Palił fajkę i w gruncie rzeczy nie przejmował się aniołem i dziewczyną. Na widok skrzydeł itp tylko pomyślał o tym, że chyba nie jest aż tak pijany i to musi być prawda. Słuchał o czym tam gadają na tym cmentarzu, ale co go to obchodziło, dopóki nie interesowali się studnią? Stał, nie zwracał na siebie uwagi w gruncie rzeczy, ale gdy jakieś dzieci podbiegły do studni, zaraz je odgonił i uprzejmie kazał "spierdalać, bo rodzona mamusia ich nie pozna". Na tym polegała jego praca, za którą pewnie sowicie mu płacono. Z drugiej strony, kto interesowałby się wyschniętą studnią?
Zakłopotana czarnowłosa ruszała się dość nerwowo, a przez to niezdarnie wśród poukładanych kamyków symbolizujących groby. - Wiesz, on nie wygląda na wyszkolonego wojownika. Co robimy?- spytała, chcąc zrozumieć postępowanie anioła. Okej, to był pierwszy raz kiedy zdarzyło się mieć Licho w ogóle jakiś plan i Fun tak od razu go zniszczył. - Nie wystarczy czary-mary?- szeptała dalej posłusznie krocząc za aniołem .

Funeris Venatio:
- Jak miałaś jakiś konkretny plan, to trzeba było go przedstawić na początku, a nie się teraz mnie czepiać... Poza tym pokazałem Ci, żebyś poczekała - powiedział cicho Funeris przez zaciśnięte zęby, żeby broń Zartacie nikt inny go nie usłyszał.
Cały czas przeglądał groby, niby oddalając się od studni, ale mimo wszystko trzymając się wcale blisko i w dobrym kontakcie wzrokowym. Powiedział Liszcze, już teraz głośniej i wyraźniej, że on musi tutaj być, że on pamięta, jak go tutaj wrzucali. Szukał tylko odpowiedniego nagrobka, na którym było odpowiednie imię. Dodał coś również w stylu, że i tak nie zrozumie, aniołowe sprawy nie takich jak ona przerastały. Zdawał sobie sprawę, że kobieta mogłaby nagle wybuchnąć kakofonią przekleństw i złorzeczeń. Miał jednak szczerą nadzieję, że awanturniczka zrozumie zamysł i będzie się na razie trzymać cicho, a raczej pójdzie za tą całą szopką.
- Czekaj, zobaczę to z góry - powiedział wreszcie do niej, podniesionym głosem, jakby będąc zirytowanym. Wzbił się momentalnie w powietrze, będąc jednak odwróconym plecami do człowieka przy studni. Uniósł się kilka metrów ponad cmentarz, przyświecił sobie kulą światła wypowiadając inkantację elisash. Powoli oglądał całą okolicę, obracając się na różne kierunki. Jego wzrok wędrował jednak wcale często na studnię i człowieka przy niej.

//Mogę prosić o dokładniejszy opis okolicy, ilość osób (ktoś oprócz nas i tego gościa?), godzinę i takie tam? Byłbym zobowiązany.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej