Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Funeris Venatio:
Nazwa wyprawy: Znaleziątko
Prowadzący wyprawę: Licho
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: zgoda prowadzącej
Uczestnicy wyprawy: Funeris Venatio
Słoneczne, parne popołudnie. Ulice miasta przepełnione przechodniami huczały od gwaru i ścisku. Ostatnie dni astas raczyły królestwo naprawdę zacną, gorącą pogodą. Od kilku dni nie padało, w powietrzu wisiała zapowiedź nadchodzącej wielkimi krokami burzy. Jednej z ostatnich tak charakterystycznych i gwałtownych o tej porze roku. Przechodnie, mimo iż czujący co się święci, zdawali się nie zwracać na nic uwagi. Przemykali zamyśleni, rozmawiający, próbujący kogoś dogonić, czy też złapać. Ludzie i nieludzie gwarnie wyszli na deptaki i skwerki, a Funeris Venatio przemykał między nimi. Skończył właśnie jedno ze spotkań konsultacyjnych z cechu rzemieślniczym, gdzie doglądał wraz z kilkoma personami rozbudowy warsztatów kowalskich. Teraz, nie mając ochoty na lot w tym gęstym i lepkim powietrzu, przemierzał spokojnie ulice.
Szedł właśnie browarniczą w stronę najbliższego posterunku rycerzy zakonnych, gdzie miał zamiar zostawić pewną informację. Nic istotnego, raczej zwykłe przemyślenia...
Licho:
Było naprawdę gorąco. Cały dzień nad miastem gromadziły się chmury, teraz przybierając coraz ciemniejszy kolor i pęczniejąc od deszczu. W dali słychać było pierwsze pomruki, lecz burza nie dotarła nad Efehidon i przemieszczała się raczej powoli, gdyż nie wiało prawie wcale. Funerisowi po karku spływały krople potu, gdyż panujący zaduch uniemożliwiał chłodzenie ciała. W podobnej sytuacji byli wszyscy, których anioł mijał. Niektóre kobiety odziane w obszerne suknie z trudem wytrzymywały ten ukrop, lecz nie dawały nic po sobie poznać, by wyglądać pięknie. Kupcy w swych straganach siedzieli zmęczeni, spoceni, oddychali z trudnością, lecz handel nie mógł się zatrzymać, toteż Funeris mógł usłyszeć brzęk monet dochodzący zewsząd.
W jednym miejscu sprzedawali nawet świeżą źródlaną wodę z listkiem mięty i cytryną! Jedyne dwie grzywny za kufelek.
W sklepach zaś ludzie przynajmniej doświadczali cienia, ale ciepło i tak wdzierało się do wnętrz przez otwarte na oścież drzwi. Dawało się wyczuć, że atmosfera jest pełna napięcia, a nawet strachu, gdyż szykowała się naprawdę gwałtowna burza, która szła prosto na stolicę. Każdy chciał jednak zdążyć przed największą ulewą.
Anioł szedł raczej pogrążony w świecie własnych myśli, gdyż centrum znał dobrze i ten gwar także był znajomy- nic nowego. Dostrzegł jednak dziewczynę w czarnej szacie z kapturem, z rękoma w kieszeniach, chłopczycę raczej z nieuczesanymi włosami. Nieuważny przechodzień zderzył się z nią przypadkowo, lecz przez szturchnięcie wypadł jej na ziemię naszyjnik. Dziewczyna nie zauważyła tego wcale, skręciła tylko w bok w mniej uczęszczaną uliczkę.
Funeris Venatio:
Z zamyślenia i układania sobie w głowie kolejny raz tych samych kwestii wyrwało go zderzenie. Uznałby, że to kolejne takie samo zderzenie dwóch przechodniów, jakie powtarzało się na tej i na każdej ulicy tego i każdego miasta. Mimo wszystko kolizja zdała się być na tyle znamienna, że otrząsnęła anioła z zadumy i sprowadziła go twardo na ziemię. Teraz znajdował się na niej zarówno ciałem, jak i duchem. Funeris już miał mimowolnie przeprosić, gdy zdał sobie sprawę, że kobieta odchodzi. Nie uznał za celowe wykrzykiwanie za nią odpowiednich grzecznościowych formułek wyrażających jego żal i skruchę. Postać w kapturze, co wydało się nagle dziwne w tym całym zaduchu ostatnich astatowych dni, kroczyła podłóg ulicy Browarniczej i skręcała wyraźnie między ÂŚwidnicką i Ekanta Tieru. Anioł tuż przy swoim bucie spostrzegł jej naszyjnik, który musiał wypaść jej może z kieszeni, gdy się zderzyli. Nie czekając długo pochwycił go w dłoń i ruszył za nieznaną mu kobietą. Ciągle ją widział, chociaż musiał się jeszcze przecisnąć przez zgromadzony na obrzeżach, w błogim cieniu, tłum.
Licho:
Dziewczyna, niezrażona tym zderzeniem, raczej niechętna bliższym konszachtom z winowajcą zajścia, pospieszyła w swoją stronę, nie mając zamiaru przepraszać, albo tych przeprosin przyjmować. Nienauczona raczej dobrego wychowania fuknęła tylko przekleństwo pod nosem i nie oglądając się, ruszyła dalej załatwiać swoje sprawy. Najmniejszego wrażenia nie robiło na niej to, że Funeris jest aniołem, a może nie zauważyła białych skrzydeł, które przysłaniali ludzie. Różni pajace po ulicach chodzą, nie? Dla niej to kolejny taki. Szkoda jej czasu na rozmyślanie nad tym. Dawno już przemierzała wąską uliczkę, bo to był jej skrót do pewnego sklepiku. Wśród tego narastającego przed burzą gwaru, Funeris stracił czarnowłosą chłopczycę z oka. Wmieszała się gdzieś w tłum...
Za to naszyjnik okazał się być cennym przedmiotem. Wykonany ze srebra, miał kształt gwiazdy ośmioramiennej, niesymetrycznej. Anioł zauważył mały zamek, do którego pasował równie mały kluczyk, który w tej sytuacji zdawał się być cenniejszy od samego znaleziska, bo wnętrze prawdopodobnie kryło pewną zawartość. Na wierzchu zamknięcia narysowane były znaki:
//Znajdujesz przedmiot fabularny: (brakuje kluczyka do jego otworzenia)
Nazwa: Srebrny naszyjnik w kształcie niesymetrycznej ośmioramiennej gwiazdy.
Opis: Naszyjnik wykonany jest ze srebra. Można go otworzyć przy pomocy małego kluczyka. Na wierzchu narysowane są pewne znaki.
Funeris Venatio:
Funeris przyglądał się z zaciekawieniem tajemniczemu przedmiotowi. Kobieta zniknęła mu z oczu; co prawda wiedział mniej więcej w którym kierunku poszła, jednak prawdopodobnie nie będzie w stanie jej odnaleźć. Mimo wszystko ruszył gdzieś tam za nią, próbując utrzymać jako taki azymut wędrówki za nieznajomą. Nie przypominał sobie ani trochę, by kiedykolwiek wcześniej ją gdzieś widział. Trudno więc byłoby teraz spróbować ją odszukać w takim wielkim mieście, jakim mienił się Efehidon. Duże miasto stwarzało jednak dużo możliwości dowiedzenia się czym jest ów przedmiot, który anioł trzymał w ręku.
Te symbole skądś zdecydowanie kojarzył. Mogły mieć coś wspólnego z okultyzmem, jakimiś czarami, ewentualnie wróżbami typu karty tarota czy numerologia. Funerisowi wydawało się, że widział je gdzieś w parze z jeszcze dwoma innymi, nie mógł sobie jednak niczego konkretnego teraz przypomnieć. Wspomnienie to było ulotne i schowane gdzieś naprawdę, naprawdę głęboko. W stolicy musiał jednak być ktoś, kto się zajmował tego typu świecidełkami. Anioł starał się jednocześnie przypomnieć sobie kogoś, kto mógłby coś o tym wiedzieć. Może podczas przemierzania ulic widział gdzieś jakiś lokal, może jakiegoś sprzedawcę, który mógłby coś wiedzieć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej