Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znaleziątko

<< < (19/23) > >>

Funeris Venatio:
- W takim razie ruszajmy... - powiedział Funeris. Zrobił ruch prawą ręką, jakby wskazywał kierunek wymarszu, w stronę wyjścia z posesji. Z jednej strony mogło to być odebrane jako zwykły gest, z drugiej delikatna zachęta do wzięcia anioła pod rękę. Ciekawy to byłby spacer, anioł z miejską rozbójniczką.

Licho:
Licho zdawała się nie zauważyć tego gestu. Wytarła za to nos rękawem i splunęła na ziemię. Potem coś pod nosem przeklęła, jak to miała w zwyczaju. Zachowanie godne najgorszego zabijaki w zatęchłej karczmie pełnej śmierdzących marynarzy, którzy dopiero co zeszli na ląd. Licho nie przejęła się jednak, tylko dziarsko ruszyła do przodu. W jej kręgach to było coś normalnego. A mężczyźni brali kobietę za rękę tylko po to, by zaciągnąć ją do łóżka. Niezbyt czystego najczęściej. Kto wie, nosicielką jakich chorób była Licho? Oczywiście starała się dbać o higienę najczęściej, jak to tylko możliwe. Znaleziony medalion na przykład mógłby jej w tym pomóc. Ale cóż, teraz, z Funerisem, była w drodze pod miejskie mury. W głowie rozmyślała nad układem tamtejszych ulic, gdyż tamta okolica była naprawdę parszywa i pełna syfu. Szczury jadły zdechłe koty i na odwrót. Wszy i inne robactwo miało tam istny raj, żyjąc spokojnie w pościelach tamtejszych biedaków, nie martwiąc się wcale o to, kiedy nastąpi wielkie pranie. Domy zdawały się stać na słowo honoru, a byle mocniejszy podmuch wiatru mógłby je wyrwać z posad. Lecz i taki świat istniał i nikt nie mógł się go wyprzeć. W prawdzie ta dzielnica biedoty, marności i rozpusty, nie stała zaraz za płotem wielkich szlachciców, ale raz po raz dochodziły stamtąd upiorne wieści. A to noga znaleziona w rynsztoku, a to paczka z 1000 grzywien schowana w drzewie, a to morderstwo bestialskie i tak niemoralne jak trwanie tej dziury, gdzie pies z kulawą nogą nie zajrzy. No, chyba że ma ochotę nasikać na któryś z obłożonych słomą przybytków, których tam jakże pełno. Jedna iskra i wszystko poszłoby z dymem! Nie raz już tak było.

Zapadał zmrok a upadł nie ustawał. Chmury odeszły całkowicie, jednak mokra ziemia parowała. Ludzie snuli się powoli, ociężale. Fun i Licho błądzili już jakiś czas w poszukiwaniu cmentarza...
Właśnie przechodzili obok jakichś sklepów, gdy Licho powiedziała - Ekhem. Zajrzę tu na chwilę do sklepu. Zaraz wracam- i zniknęła za drewnianymi zbutwiałymi drzwiami tajemniczego domku. Oczywiście nie pytała anioła o pozwolenie. Po prostu poinformowała go o tym fakcie i obiecała, że za chwilę wróci, bo to jakaś błaha sprawa.

Funeris Venatio:
Funeris nie zapomniał ani trochę takiego widoku. Sam się w podobnym wychowywał, mieszkał, dorastał obok niego, a chwilami żył w centrum. Jego historia nie zawsze obfitowała w szlacheckie dwory, wytrawne stroje i potrawy; zdarzały się tygodnie i miesiące, kiedy musiał żyć na granicy ubóstwa, robiąc cokolwiek, by zarobić na chleb i piwo w karczmie. Teraz jest dobrze. Teraz ma wielką posiadłość, ziemię, z której czerpie tantiemy i stanowisko. Nie wspominając już nawet, że jest aniołem i nie musi się przejmować doczesnym życiem, gdyż całkowicie i bez opamiętania może poświęcić się służeniu Zartatowi w Niebiańskiej przystani i całym Marancie.
Dlatego też nie wzdrygał się na nic. Ale również wiedział, że musi być czujny i ostrożny, gdyż potencjalny cios mógł nadejść z każdej strony. Nie chciał wchodzić za Liszką do sklepu, czekał przed wejściem, rozglądając się spokojnie i ostrożnie na boki. Jedną dłoń trzymał na rękojeści miecza, drugą wetknął kciukiem za pas, tuż obok srebrnego sztyletu.

Licho:
W czasie gdy zza drzwi dobiegały stłumione odgłosy rozmów trójki ludzi, Licho i jakichś dwóch mężczyzn, Funeris podziwiał tą niezbyt urokliwą okolicę i było to niczym podróż do czasów dawniejszych.
Smród nie dawał się we znaki aż tak bardzo, gdyż ulewa zmyła nieczystości z rynsztoków.
Funeris stał już tak dziesięć minut. Wyróżniał się bardzo postawą, wyglądem, widocznym majątkiem od szarego, biednego tła. ÂŻebracy snuli się bez życia to w jedną, to w drugą stronę, a niektórzy prosili go o jakiś grosz, który dla nich byłby majątkiem.
Naprzeciwko siebie, po drugiej stronie ulicy, anioł dostrzegł kobiecą postać, niezbyt schludną, okrytą długim do ziemi suknem albo czymś w rodzaju koca. Rude włosy miała splątane w kołtunach, świeciły się- takie były tłuste. Usta kobiety były czerwone jak krew a oczy zaznaczone czarną kredką. Lat miała najwyżej 26, lecz skóra jej była zniszczona i pomarszczona dość mocno. Postać ta zauważyła anioła i krokiem niby nieśmiałym jednak skoncentrowanym na celu, zbliżyła się do anioła i wyszczerzyła szeroko, niby uroczo, gdyby nie ubytki w żółtych i zniszczonych zębach. Bez pytania kobieta zaczęła się o niego ocierać, przymilać, trzepotać rzęsami.
- A na co taki dostojny jegomość czeka?- zagadnęła nico sepleniąc przez brak górnej jedynki. - Coś mi się wydaje, że przydałoby się panu miłe kobiece towarzystwo... Ja jestem tania... ale zrobię wszystko, dosłownie wszystko- zapewniała kontynuując swe "zachęty". - To dokąd pójdziemy, kochaniutki? Znam uroczy pokoik.... Hmm... przejdziemy się? 80 grzywien...- uchyliła poły długiego płaszcza by ukazać dwie, całkiem niczego sobie, piersi opasane w ciasny gorset. Nie był on pierwszej jakości, ale koronki i czerwone kokardki miały mu nadać charakteru zachęcającego do igraszek.

Funeris Venatio:
- Osiemdziesiąt grzywien?! - parsknął niby rozbawiony. Delikatnie starał się odtrącić nachalną prostytutkę, chociaż do tej kobiety jak do mało której pasowało określenie zwykłej i pospolitej kurwy. - Wybacz kochana, ale właśnie wyszedłem z burdelu i spłukałem się do cna. I płaciłem tylko pięćdziesiąt pięć... - odpowiedział.
Był świadom, że albo sobie nie odpuści, ale go zwyzywa na cały głos i napluje mu w twarz. Jak to dziwka. Albo zawoła kogoś, albo zrobi coś jeszcze innego... Opcji było sporo, a wyobraźnia tejże kobiety zapewne szeroka niczym kilka otworów w jej ciele. Stojąc przy drzwiach do owego sklepiku, Funeris dłonią zapukał w drzwi. Na wypadek, gdyby Liszka o nim zapomniała.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej