Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znaleziątko

<< < (18/23) > >>

Licho:
- Serio!?- wykrzyknęła zdziwiona Licho. Nie podejrzewała aniołów o takie zbrodnicze czyny. - Może i się nie ruszy ale umrze na zawał!...- mówiła niezbyt dosadnie. Poszła po ten sznur, bo nie chciała żeby i ją taki los spotkał. - Psiamać z tymi szlachciurami wszystkimi...- fukała pod nosem szukając w domu sznura. Trzydzieści sypialni, pięć kuchni, sześć salonów, oranżeria, dziesiątki skrytek, pokoje do zabawy, pokoje dzienne, spiżarnie, łazienki, toaletki, biblioteczki i weź tu kawałek sznura znajdź.
No więc Licho błądziła w tym dymie po domu. Poszła do tego pomieszczenia, gdzie było zejście do piwnicy i stamtąd wytrzasnęła, jakimś cudem, sznurek. Dość gruby.
Kilkanaście minut później, kaszląc i łzawiąc, zaciągając się parnym powietrzem, wróciła do Funerisa przy wejściu. Apolinary zdawał się spać, ale pewnie cierpiał jak nigdy. - Mam. Nada się? Musi się nadać bo ja tam już nie wracam!- zaklinała podając gruby sznur jakby do wiązania jakichś worków czy coś.
Wieżę miał sam pałacyk. Z takim szpiczastym dachem.

Funeris Venatio:
//Czy ta wieża to jest taka wieża, że tam mogę podlecieć, zostawić go pod daszkiem i ruszyć na ratunek córce? Czy to jest taka wieża, że jest zabudowana?

Licho:
//Taka wieża, że na samej górze są okna bez szyb. Tam często ptaki przylatują np. i takie tam. Można na nią wejść schodami normalnie, ale właśnie wychodzi się do takiego pomieszczenia na samej górze, w którym nic nie ma. Taka jakby wieża na dzwon ale bez dzwona, pusta w środku :)

Funeris Venatio:
//Wieża na dzwon bez dzwona to jet to, czego potrzebuję. Dziękuję, Marysiu. ;)

Funeris odebrał od Liszki sznur, serdecznie podziękował, związał Apolinaremu z tyłu ręce. Sprawdził dwukrotnie węzeł, czy przypadkiem bogacz się szybko nie uwolni i chwycił go pod pachy. Był w miarę ciężki, ale powinien go bez większych problemów dostarczyć na górę. Ułożył się więc odpowiednio, ugiął nieco kolana i zaczął machać skrzydłami, wybijając się w górę. Pierwsze metry, gdy pokonywał siłę grawitacji, były naprawdę trudne i wyczerpujące, ale szybko wzbił się wyżej. Już kiedyś zauważył, że podczas przenoszenia ciężkich przedmiotów drogą powietrzną dobrze jest sobie pomóc telekinezą. Co prawda ona sama była za słabą mocą, by móc sobie poradzić z takim ciałem, ale zawsze odciążała anioła. Odpowiednie skierowanie impulsu dawało wrażenie, jakby mężczyzna był o kilka kilogramów lżejszy.
Gdy doleciał na górę i niemalże wrzucił Apolinarego przez okno, zawisł na chwilę w powietrzu. Po chwili sam znalazł się w środku. Bogacz na pewno przeżywał teraz trudne chwile, nie wiedząc co się z nim dzieje i co się będzie działo w najbliższej przyszłości. Funeris szedł o zakład, że właśnie nie czuje się z byt komfortowo. Anioł przywiązał jego sznur owiązany na rękach do jakiegoś wystającego kawałka pręta, framugi, klamki, słupa, kółka wystającego ze ściany, czy czegokolwiek innego, co tam akurat zobaczył. Szepnął Apolinaremu do ucha, żeby czekał cierpliwie, to nic mu się nie stanie.
Funeris zleciał następnie na dół, do Liszki.
- Zaklęcie ma to do siebie, że jak się oddalę od tego miejsca - tutaj wskazał na wieżyczkę - na więcej niż jakieś pięćdziesiąt metrów, to jego działanie zostanie automatycznie przerwane. Nie chcę zrobić mu krzywdy, nie mi go teraz sądzić w marantowym prawie, na to przyjdzie jeszcze czas. Ale może sobie coś przemyśli przez te najbliższe kilka minut, kiedy nie będzie nic widział.
Funeris zapytał się jeszcze Liszki czy ma tę mapę i czy jest gotowa, by pójść w to miejsce. Do tego sprawdził, czy wziął miecz, czy ma sztylety i całą resztę.

Licho:
Ciężko było unieść aniołowi bezwładne ciało mężczyzny, ważące pewnie około 80 kilo. Ale nie po to były te wszystkie trening i nauka pomocy sobie umiejętnościami. Chwilę potem Apolinary był już na górze bezradny jak niemowlak. Najgorsze było to, że choć ciało pozostawało zniewolone, to umysł wciąż sprawnie działał, przez co w głowie bogacza musiał odbywać się jakiś psychiczny horror. Jednak to nic w porównaniu z tym jaki los zgotował swoim byłym żonom.

Licho śledziła Funerisa wzrokiem. Jakaś była nieswoja... Zwykle wygadana jak mało kto i cwana jak lis, a dzisiaj te wszystkie wydarzenia mocno nią zachwiały, a jej poczucie wartości nieco spadło. Obcując na co dzień z ulicznymi bandziorami nie przywykła do towarzystwa kogoś, kto mimo wszystko, blisko był jakiegokolwiek boga.
- A, tak...- głos anioła wyrwał ją z zamyślenia. Otworzyła kluczykiem medalion. Pokazała mu mapę. - Tak jak mówiłam w karczmie. To są okolice tego cmentarza dla biedaków na obrzeżach. Chociaż stąd nie za bardzo wiem jak tam dotrzeć. Hmm... Po prostu trzeba iść pod mury miasta- tłumaczyła.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej