Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Licho:
- Te młodsze są w drugiej ścianie- odparł, dziwiąc się brzmieniu swojego głosu i stylu tej wypowiedzi. Była lekko przerażająca. Wskazał miejsce, takie samo jak poprzednie, tylko że cegły były bardziej świeże i czerwone. - Tam już nie było miejsca bo jakiś grubszy fundament szedł- próbował się tłumaczyć. I rzeczywiście dostrzec można było drugi prostokąt z cegieł wyróżniający się od poszarzałych już kamieni po bokach.
Funeris Venatio:
Funeris nie czekał wcale długo. Pochwycił młot, wykonał niemalże identyczne czynności, próbując szybko uporać się ze świeższą, nowszą ścianą. Powinno chyba nawet pójść nieco szybciej...
Licho:
Poszło sprawniej niż za pierwszym razem. Widok też był podobny. Dwa zasuszone ciała z tym, że jedno było dość świeże w porównaniu z poprzednimi. Kobieta, blondynka o długich włosach jeszcze utrzymujących normalny wygląd. Policzki miała zapadłe a skórę nienawilżoną, ale jej ciało nie rozpadało się jeszcze na kawałki, gdyż ścięgna trzymały kości na swoich miejscach.
Drugi trup jednak zwalił się jak długi i nieco... porozwalał... Czaszka drugiej kobiety potoczyła się do Apolinarego. Mężczyzna zaś nie mógł wykrztusić ani słowa. Wiedział, że cokolwiek powie, będzie zbędne i bez sensu w tej sytuacji.
- No ładnie- skomentowała blada Licho. - Potrzebujemy soli i ognia, tak? Mogę szybko pobiec do kuchni czy spiżarni - zaproponowała.
Funeris Venatio:
Funeris przyjrzał się dokładnie ciałom. Ewidentnie należały kiedyś do tych czterech duchów, które nawiedziły ich w salonie przed ledwie kilkoma minutami. Co by nie mówić o Apolinarym, jakby nie patrzeć na jego ewidentną winę, należało dać zaznać spokoju czterem niewiastom. Ich duchy powinny ulecieć w zaświaty, odpłynąć, złączyć się z innymi po drugiej stronie rzeki, którą każdy kiedyś będzie musiał przekroczyć. Poza tym przemawiały za tym względy czysto praktyczne. W domu, jeżeli nic by się nie zrobiło, zapewne by straszyło. Straszyło długo i zajadle, dopóki ktoś nie odnalazłby jakimś cudem ciał w piwnicy i nie zajął się nimi należycie.
Na pytanie Liszki Funeris odpowiedział twierdząco. Miał jednak przy sobie niewielki woreczek z solą, w którym mieścił się jakiś kilogram, tak ostrożnie licząc. Był stałym elementem jego pasa rycerskiego, także nie rozstawał się z nim nigdy, gdy miał przy sobie broń. A z bronią nie rozstawał się już naprawdę nigdy.
- Jeżeli chcesz, to możesz wziąć trochę drewien z kominka czy paleniska w kuchni, do tego jedną z lamp ze ścian. Oliwa posłuży nam za podpałkę, chociaż te ciuchy, wysuszone i pozbawione wilgoci, powinny zająć się raz-dwa. Jak już uporamy się z należytym pochówkiem tych dam, zajmiemy się resztą zmartwień... - powiedział Funeris, patrząc bardzo wymownie na bogacza. Nie czekając długo, zebrał te świeższe ciała, próbując nie pogubić żadnych części. Umieścił je w komorze z tymi pierwszymi dwoma. Usypał również na około krąg soli, cały czas bacząc na Apolinarego, czy nic głupiego nie strzeli mu do głowy.
//Powiedz ile soli mi na to zeszło. :)
Licho:
- Się robi!- zameldowała Licho o pobiegła po schodach żwawo na górę. Nie był jej jakiś czas, ale to przez ilość pokoi, które ją przytłoczyły, gdyż w pewnym momencie nawet się zgubiła. Na szczęście spotkała jakąś służkę siedzącą w swoim pokoju, a ta, zaskoczona i wystraszona, wskazała jej drogę. Dziewczyna zgarnęła drwa z największego kominka, a lampę wzięła byle jaką, po drodze, za to pełną oliwy i rzadko używaną. Znalazła nawet krzemień!
Lekko zasapana wróciła na dół kładąc zdobyte drewno obok ciał, a krzesiwo dała do ręki aniołowi. Sama zaś rzuciła te drewna w jamę po ciałach, starając się nie dotykać zasuszonych trupów.
Potem przyglądała się rytuałom czynionym przez Funerisa.
Apolinary na słowa Funerisa głośno przełknął ślinę.
//Soli niewiele... 5 gramów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej