Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znaleziątko

<< < (15/23) > >>

Funeris Venatio:
- Kilof, oskard, młot... Musisz mieć coś w pobliżu, mężu tysiąclecia - powiedział Funeris. W jego głosie nie było słychać żadnej ironii, sarkazmu ani innych tego typu emocji i uczuć. Jego głos był zimny niczym chłodzona w śniegu stal. Przeszywał dreszczem, a Apolinary wiedział, że jeżeli nie zjawy, to anioł zajmie się jego skórą. I sam zapewne nie wiedział, co byłoby dla niego gorsze. Bał się swoich byłych kobiet unoszących się jeszcze niedawno tuż nad jego głową, ale jednocześnie ewidentnie czuł wielki strach wobec skrzydlatego. Jego dusza rozdzierała się na dwoje, a pewnie i na troje i czworo. Grzesznik musi jednak odbyć swoją pokutę...

Licho:
Na "męża tysiąclecia" Licho prychnęła śmiechem.
- Kilof?- rozejrzał się zdenerwowany. - Młotek większy, coś takiego tylko...- wygrzebał z różnych rupieci młot, nie jakiś pokaźny, po prostu większy i cięższy od zwykłego, małego młotka. Spojrzał pytająco i błagalnie na anioła. Ale i tak nic lepszego by się nie znalazło.
Podał mu narzędzie, a sam odsunął się gdzieś w kąt...

Funeris Venatio:
Funeris polecił Liszce, żeby nie patrzała w stronę ściany, gdyż coś może odprysnąć jej w oko. Sam pochwycił młot, zważył go w dłoni, ocenił. Uznał, że z małą pomocą powinien się przebić przez ścianę, a przynajmniej spróbuje. Nic innego w tej chwili mu nie pozostawało. Sztylet wsunął za pas, do prostej, skórzanej pochwy ze stalową skuwką na samym końcu. Zebrał troszkę ze swojej magicznej energii, odpowiednio ją przekierował i wysłał impulsem do wszystkich zakątków swojego ciała. W głowie tworzył matrycę zaklęcia, instynktownie, raczej o tym nie myśląc, po prostu to robiąc.
- Grashiz - rozległo się cicho po pomieszczeniu, a anioła przeszyły lekkie ciarki. Poruszył barkami, rozgrzewając stawy. Zamierzył się młotem w jakiś element muru, raczej jeszcze w jego górnej części, by nie musieć przedzierać się przez całą konstrukcję. Chwycił młot oburącz, cios wyprowadził kierując go od skrętu bioder, następnie przekazując energię przez barki, w ostatniej fazie prostując łokcie i nadgarstki. Starał się nadać uderzeniu jak największej energii kinetycznej, dodatkowo w ostatniej fazie popychając metalową głowicę silnym telekinetycznym impulsem. Miał zamiar rozwiązać sprawę szybko i sprawnie.

Licho:
Licho, wedle polecenia, odwróciła się tyłem. I słusznie, gdyż chwilę później piwnica wypełniła się kurzem, drobinami cegieł i zaprawy. Wszyscy zaczęli kaszleć.
To, co okazało się później, to dwa zasuszone ciała, powyginane w nienaturalne kształty. Po długich włosach, paznokciach i resztkach tkanin sukien, można było poznać, że to z pewnością kobiety. I pewnie żony bogacza, który wcale nie był takim prawym mężczyzną. Choć on wymagał tylko jednego - wierności. Morał jest jeden: mogły go nie wkurzać.
Jedna mumia straciła właśnie pół ręki, która odczepiła się od reszty szkieletu i wylądowała przed nogami anioła. Druga kobieta miała wykrzywiony wyraz twarzy, jeśli tak to można nazwać. Na resztkach skóry można było dostrzec malujące się cierpienie, które utrwaliło się do tej chwili.
Z ust Apolinarego wydobył się jęk. Czy to ze strachu, czy tęsknoty... albo zawiedzionych nadziei, które wiązał z każdą z tych kobiet. Pociekły mu łzy, ale tego nikt nie dojrzał.
- O fuj...- wyszeptała Licho, która podeszła bliżej i gdzieś zza skrzydła anioła, jakby lekko nieśmiało ale z dziecięcą ciekawością, przyglądała się dwóm trupom.

Funeris Venatio:
Pamiętał wyraźnie tę scenę. Widział ją już. Nie uczestniczył jednak bezpośrednio, obserwował jakby z daleka, ucząc się historii pradawnych i starożytnych. W czasach przed wszystkim i wszystkimi, a jednocześnie tu i teraz. W tym miejscu, w karczmie za rogiem, w każdym jednym zakątku tego świata i wszystkich jego wymiarów. Uwięzieni Pradawni starający się złamać pieczęcie Adanosa, tłukąc bezsilnie wrota, atakując bez pardonu i wytchnienia. Miejsce, w którym nie ma czasu, w którym nie ma początku i końca, jest tylko niekończąca się agonia i rozpacz. I plan wydostania się na zewnątrz. Anioł wiedział jak wygląda to miejsce, chociaż nigdy tam nie był. Miejsce demonów, smoków i ich władców. Więzienie.
I w ten właśnie sposób, z uporem i konsekwencją, działał Funeris. Mimo wszystko on jednak osiągnął sukces, przebił się przez ścianę raczej z łatwością. Ujrzał dwa zasuszone ciała. Tylko dwa.
- Zjawy były cztery... - powiedział, patrząc się na Apolinarego.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej