Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Licho:
Licho stała blada jak ściana. Przylgnęła do drzwi i wpatrywała się w tą scenę. Myślała głównie nad tym, jak okrutny jest anioł! Może nie robi nikomu krzywdy, ale jego zachowanie sprawiało, że Licho bała się odezwać. Spokorniała jak szczenię, bo chyba nigdy w życiu nie bała się tak niczego. Nawet gdy mieszkała u ÂŚpiącego Króla.
Czarne oczy dziewczyny iskrzyły się z pomieszania strachu ze zdziwieniem i pewnie jeszcze dziesiątki innych, nienazwanych uczuć się w niej kłębiło, czego oznaką było szybko bijące serce.
Apolinary oddychał ciężko, wycierał rękawem pot z czoła a jego wzrok to był wzrok ofiary. Nic mu teraz nie pomoże, bo czymże są setki tysięcy grzywien w porównaniu do boskich mocy Funerisa? W świecie zwykłych istot, niemagicznych, swoim majątkiem załatwiłby wszystko, ale jak widać nawet nie przyniósł mu miłości i wierności tych czterech kobiet.
- Tak tak... już... chodźmy... tylko nie rób mi krzywdy, proszę! Zapłacę ci!- bronił się jak dziecko.
Pospieszył do piwnicy. Musieli znów minąć przepiękny korytarz. Weszli w jakieś boczne drzwi. Było to pomieszczenie gospodarcze. W podłodze były drewniane drzwiczki. Apolinary nie musiał spoglądać na anioła by wiedzieć, że ma je szybko otworzyć. Uchylił je, a w dole malowała się tylko ciemność i powiało zatęchłym, wilgotnym powietrzem.
- Ja... ja nie wchodzę...- wyjęczał zestrachany.
Funeris Venatio:
Gdy znaleźli się przy wejściu do piwnicy, Funeris rzucił okiem na dół. Nieprzenikniona ciemność, nie potrafił dostrzec nic, co znajdowało się kilkanaście, może kilkadziesiąt centymetrów poza blaskiem rzucanym przez świece i oliwne lampy zawieszone w tym pomieszczeniu. Długo nie zwlekając, zebrał w prawej dłoni odrobinę magicznej energii, instynktownie, nie myśląc o tym. W głowie sama ułożyła mu się matryca zaklęcia, czar uformował się odpowiednio, przeniknął jego ciało i czekał na słowa inkantacji, by wreszcie wyrwać się na zewnątrz. Anioł wypowiedział pojedyncze słowo Elisash, a z pomiędzy jego palców wystrzeliła kula światła. Nieco pulsująca, pchnięta telekinezą znalazła się momentalnie przy klapie w podłodze. Funeris skierował ją głębiej, by oświetlić sobie wszystko to, co kryło się na dole.
Licho:
Na dół prowadziły schodki. Bardzo strome, przegniłe, spleśniałe, całe w pajęczynach. Aż z ust Licho wyrwał się krótki krzyk. Nie było stamtąd słychać żadnych odgłosów bestii. Nie, to była "zwykła" piwnica, pomijając fakt zamurowania czterech kobiet.
- Po co tam idziecie? Mi już nic nie pomoże... Nie chce ich znowu widzieć, niech one mnie zabiją, albo wy. Co to mi za różnica...- mówił załamany bogacz. Podłamał się bardzo, chyba stracił wiarę w pieniądze, które nie rozwiążą, o dziwo, wszystkich problemów. - Sami sobie tam idźcie.
- Funerisie, schodzisz?- zagadnęła Licho zza jego pleców. - Mogę zostać i go popilnować, jeśli chcesz coś z nim później zrobić- zaproponowała.
Funeris Venatio:
- Raczej schodzimy... Aploinary, żeby przegnać duchy, wypędzić je z tego świata, trzeba im dać spoczynek. Często trzeba spalić ciało, czasem coś zrobić. Jak je tak zostawisz, to będą Cię dręczyły wiecznie. I pewnie nie zabiją od razu...
Licho:
Licho może i miała ciągoty do jakichś takich niebezpiecznych miejsc i sytuacji. Miała też wielkie szczęście w wyplątywaniu się z tych kłopotów. Głupi ma zawsze szczęście! jak to mówią. Dlatego nie bała się wejść w tą ciemną piwnicę, szczególnie, że anioł bez problemów "zapalił światło".
Funeris ubrudził trochę skrzydła od kurzu i pajęczyn, a także odlepiających się kawałków cegieł, które kruszały nieodnawiane. ÂŚmierdziało tu paskudnie głównie też przez to, że na podłodze były szczury odchodów, a i gdzieniegdzie zdarzył się też martwy, zasuszony gryzoń. Wszystko to było widać bardzo dokładnie dzięki zaklęciu światła. Na początku Licho chciało się wymiotować i nawet chciała zmykać na górę, ale odkrycie tajemnicy było dla niej zbyt nęcącą propozycją.
Miejsce zamurowania było dość oczywiste. Cegły mocniej sklejone były jakimś tynkiem czy zaprawą. W jednym miejscu ślady były stosunkowo świeże...
- Czym zburzymy te cegły?- spytała kaszląc Licho. Zakryła nos i usta ręką, by choć przez chwilę nie wdychać odoru. - Co za mężuś. Takie mieszkanko po śmierci żonom sprawić...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej