Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znaleziątko

<< < (13/23) > >>

Funeris Venatio:
- Ducha nie da się zabić- powiedział Funeris, kierując swoje słowa za siebie. Cały czas jednak patrzył się w stronę zjaw, mając je na oku i pilnując, by nikomu nic się złego w tej chwili nie stało.
- Zjawy są związane z tym miejscem, zapewne ktoś zamurował te kobiety w piwnicy, skoro mowa o cegłach i ciemności - powiedział nieco rozzłoszczony, mając świadomość tego, że to może być sprawka bogacza. - Albo zaczniesz się tłumaczyć, albo zabieram się stąd na moich skrzydłach i pozwolę drogim paniom z zaświatów zrobić z Tobą kilka nieciekawych rzeczy... - powiedział. Jego głos, niski teraz i grzmiący niczym błyskawice za oknem, nie pozostawiał wątpliwości - anioł aniołem, Funeris to zrobi.

Licho:
- Apolinary.... Apolinary...- niosło się złowrogo po salonie.
Mężczyzna gdy usłyszał słowa anioła, spanikował. - Niee, panie, panie! Nie zostawiajcie mnie tu błagam!- i padł na klęczki i chował się za barierą z własnych rąk przed zjawami. - Tak to moje żony....- przyznał się niemrawo i ze strachem w głosie. Doprowadzony był do ostateczności.
- Co za psychol, psia mać!- fuknęła Licho spod stołu i podbiegła do drzwi. Otworzyła je szeroko. - Funerisie, ja nie mam zamiaru paść ich ofiarą przez niego! Przecież to nawet ciała nie ma, jak to zabić?!- oznajmiła szybko zdenerwowanym tonem głosu. - Nie chcę mieć z tym do czynienia!- być może dziewczyna stchórzyła po prostu, ale pomysł z zamknięciem tutaj Apolinarego bardzo jej przypadł do gustu.

Funeris Venatio:
Funeris uśmiechnął się tak gorzko, że kwiaty mogłyby zwiędnąć. Jego szybkie przypuszczenia, nie poparte niczym konkretnym, właśnie zaczynały się ziszczać. Biegły krętymi drogami losu, lawirowały między różnymi zdarzeniami, ale zmierzały nieuchronnie do tego, że to Apolinary ma coś na sumienie.
- Co im się stało? - zapytał już naprawdę chłodno, a jego majestatyczna postać z szeroko rozpostartymi, mokrymi jeszcze skrzydłami dodawała mu powagi i surowości.

Licho:
Wręcz przeciwnie, domysły były oparte, bardzo celnie z resztą, na tym co mówiły zjawy i na zachowaniu samego Apolinarego.
- Tak-k. Są w te-ej piwni- nicy...- wyjąkał oblany potem. - Przekonywałem się, że wszystkie one... były ze mną dla pieniędzy. Musiały tak skończyć!- wrzasnął głosem obłąkanego. - Tylko Emma mi została... Jako moja córka musiała pozostać przy życiu. Odziedziczyć to, co mam... Zabij je! Na co czekasz?

Funeris Venatio:
Funeris nie bacząc na zjawy, odwrócił się w stronę Apolinarego. Jego skrzydła poroztrącały resztę tego, czego nie roztrąciły wcześniej, zarówno na komodach, jak i stole. Błyskawice biły na zewnątrz, niebo grzmiało i rozdzierało się w przeraźliwych jękach. Wiatr wiał z południa, gnając chmury w stronę gór, gdzie odbiją się, zalewając górskie potoki masą wody. Tymczasem jednak ulewa nie opuszczała Efehidonu, a nawet zdawało się, że dopiero zaczynała rozkręcać swoje straszliwe zwoje. Deszcz szumiał i hukał, walił kanonadą o dachy i bruki. A oni w środku zmagali się z podłym szczurem i tym, do czego doprowadził. Anioł pochwycił Apolinarego za kubrak, skrzydłami nieco owinął się wokół niego, tworząc niezbyt szczelny kokon. Nie podnosił go do góry, nie próbował dusić czy się nad nim znęcać. Po prostu trzymał go za ubranie, wpatrywał mu się głęboko w oczy. Miecz spoczął na razie na stole, sztylet trzymał w drugiej dłoni. Nisko, groźnie, z zapowiedzią. Nie miał zamiaru go używać, ale Apolinary o tym nie wiedział. Nie musiał.
- Prowadź do piwnicy...- powiedział chłodno.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej