Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Znaleziątko

<< < (12/23) > >>

Licho:
- Hm!? Co?- ocknęła się Licho. Nie słuchała uważnie toteż bez pytania zrobiła, co kazał anioł. Wyjęła z kieszeni medalion, na którym były znaki. Nie pokazywała na razie kluczyka.
- O, to, to!- przytakiwał mężczyzna. - Takie same! Te samiuteńkie!- zapewniał. - Czy to jakiś talizman tych porywaczy?- pytał zatroskany.
- Talizman? Nie, chyba nie...- mruknęła Licho.
- Więc do kogo należał?- dopytywał tamten.
- Cóż...- zmieszała się czarnowłosa. Wymierzyła w Funerisa błagalne spojrzenie pełne zawstydzenia. - Znalazłam go! Tak... znalazłam go. Wiem do kogo należał, ale znalezione - niekradzione- jak głosiła stara zasada, której wyznawczynią z pewnością była Licho.
- To zaszczyt dla mnie, że odwiedził mnie Wielki Kanclerz Bractwa ÂŚwitu i jego...- Apolinary zawahał się. - ...pomocnica. Jednakże martwię się o moją biedną córeczkę Emmę. Macie znajomości, powinno wam się udać ich znaleźć! A to nie jacyś magowie? Pewnie tak! Tych szarlatanów coraz więcej na ulicach- znowu się denerwował. - Macie jakiś trop oprócz tego wisiorka?- podjął znowu. - Jeśli to jakaś grupa, pewnie widać ślady ich obecności w całym mieście. Jestem pewien, że nie tylko ja padłem ich ofiarą! Mamy trzecią erę, a tu ciągle jakby w świecie przed draconami!- skarżył się.

Funeris Venatio:
- Apolinary, zajmę się tą sprawą. Postaram się wyśledzić tych, którzy porwali twoją córkę. Mam już nawet pierwszy trop i chyba wiem, gdzie zacznę poszukiwania. Pozwól, że nie zdradzę Ci niczego, gdyż jeszcze sam byłbyś gotów ruszyć na to miejsce, albo kogoś wynająć. Nie chcę niepotrzebnych ofiar, w razie czego oczywiście. Liszko, pójdziesz ze mną? Przydasz mi się - powiedział Funeris.

Licho:
Apolinary docenił logiczną myśl Funerisa. - Ooo, tak tak... Za wszelką cenę chciałbym ją znaleźć Przecież to jedyna bliska mi istota na tym świecie!- załamywał ręce, a głos miał coraz bardziej smutny. Jednak odżyła w nim nadzieja, że przynajmniej trop jest.
- Jeszcze się pytasz? Pewnie, że tak!- zawołała wesoło Licho bez zawahania. A nuż to kolejna okazja do zdobycia dobrej sumki?
Jednakże burza nie ustępowała. Lało mocniej, błyski i grzmoty nasiliły się. Było popołudnie, a jakby środek nocy. Burza niemal wdzierała się do pałacu. Wielkie okna w pełnej okazałości pozwoliły obserwować niespokojne i gniewne niebo.
Wtem wszystkie świece zgasły, gdyż po pokoju przebiegł zimny powiew powietrza. Drzwi drewniane i ciężkie zamknęły się z hukiem wywołując na twarzach ludzi strach. Sama Licho, na co dzień wcale nie lękliwa dziewczyna, założyła ręce na głowę i czmychnęła pod stół.
- Duchy! Boję się duchów! Weźcie je!- krzyczała stamtąd.
Apolinary wstał wystraszony, na jego twarzy pojawiły się wypieki. Serce znacznie mu przyspieszyło i wstał z krzesła, zdezorientowany.

Przy suficie pojawiły się cztery zjawy. Duchy lewitowały tam kilka chwil przyglądając się zebranym (także pod stołem). Wszystkie miały kobiece sylwetki, jedna była grubsza, inne trochę mniej. Ale wszystkie tak samo przerażały Licho i Apolinarego. Duchy ruszyły na biednego mężczyznę, który stał się teraz ich ofiarą... Biedak jednak nie umiał się bronić i bliski był chyba zawału!
 

//
4x Zjawa. Atakują Apolinarego, który nie umie się bronić.

Funeris Venatio:
Funeris nie krył zaskoczenia. Nie przeraził się, nie uciekł pod stół, ale był wyraźnie zaskoczony i mocno zaniepokojony. Odsunął szybko swój fotel na bok, gdy zjawy zaczęły krążyć pod sufitem. Rozłożył szeroko ręce jakby próbując nimi kogoś zasłonić, nie wiedział wszak jeszcze co się zaraz stanie. Wiedział dokładnie, że pojawienie się zjawy nie jest przypadkowe i raczej nie zaglądają do cudzych domów w ramach niespodziewanej wizyty z zaświatów. Coś je musiało trzymać z tym miejscem, jakaś siła musiała pętać te kobiece postaci z z tym domem i tym człowiekiem, który właśnie umierał ze strachu. Funerisowi nawet szybko przebiegło przez myśl, że może tak naprawdę nie jest taki święty, że jego córka nie została porwana, tylko on jej coś zrobił, a Bractwo chciał wykorzystać do wyrównania swoich porachunków z jakąś wrogą grupą. Ułożenie dobrej historii nie wzbudzałoby podejrzeń i pomogłoby wykorzystać siłę Bractwa do swoich celów. Myśl ta jednak szybko uleciała z głowy anioła, zaszyła się głębiej w jego umyśle, czekając na wyciągnięcie w spokojniejszych okolicznościach.
Wtedy mniej więcej cztery kobiety ruszyły spod sufitu na Apolinarego. Poeta stał co prawda ledwie kilka metrów od człowieka, ale musiałby się przeciskać przez stół i odgarniać krzesła. Przemieścił się więc momentalnie przed bogacza, niemalże każąc mu wąchać jego nie do końca suche pióra. Rozpostarł szeroko skrzydła, roztrącając niektóre rzeczy ze stołu i z pobliskiej komódki, która znalazła się w zasięgu. Wyglądał majestatycznie, ale też i groźnie. Zza pasa dobył swój żelazny sztylet, broń wykonaną z idealnego materiału do walki z wszelakimi zjawami, duchami i projekcjami astralnymi. Krótkie ostrze znalazła się w jego lewej dłoni, wyciągniętej przed anioła. W prawej momentalnie znalazł się jego wierny Neltharion, który rozbłysł niebieskawym światłem, gdy tylko Kanclerz Bractwa wypowiedział na głos słowo Ilumine. Błogosławiona przez Zartata broń uniemożliwiała obronę zjawom, w razie konieczności mogła przechylić szalę zwycięstwa na korzyść broniącego się anioła, który wtedy mógł zadawać niszczycielskie, dezintegrujące ciosy żelaznym ostrzem trzymanym w lewej dłoni.
- Stać! - ryknął jeszcze władczo, chociaż raczej niezamierzenie tak modulując głos. Zjawy były duchami, ale to nie znaczy, że nie dało się z nimi porozumieć, czy przekazać im jakichś komunikatów. Możliwe, że nawet same będą skore do rozmowy.

Licho:
Rzeczywiście, nie pojawiły się tu bez powodu. Gdy Funeris krzyknął, wszystkie podleciały pod sam sufit i zaczęły krążyć wśród żyrandoli. - Apolinary.... Apolinary!...- dało się słyszeć złowrogie szepty z góry.
- Czego chcecie ode mnie! Zostawcie mnie potwory jedne!- łkał mężczyzna schroniony za Funerisem. Chyba poczuł się bezpiecznie, bo zaczął mówić - Po cóż mnie dręczycie! Zamiast zniknąć z tego świata, straszycie mnie!
- Apolinary... Apolinary...- rozlegały się jęki kobiet.
- Wynocha! Wynocha, mówię wam!- i wygrażał im pięściom zza skrzydeł.
- Kim one są?- krzyknęła Licho spod stołu.
- Aa...- zmieszał się nagle mężczyzna. Zaczął się jąkać i pocić. Miał nerwowe ruchy. - A-a boo-o ja wiem!? Zja-wy jakieś przeklęte! Od zawsze mnie tu straszyły!
- Znają cię i nie mogą stąd odejść. Co to za kobiety?- pytała dalej czarnowłosa.
- Dajcie wy mi wszyscy spokój! Zabijcie je i już! Niech nie straszą już w moim domu!-tłumaczył się, ale właściwie nie wiadomo było o co mu chodzi. Zachowywał się jak podejrzany... Na pewno wiedział kim są te duchy, ale nie chciał powiedzieć.
Tymczasem one wciąż krążyły, w kółko, jak w jakimś transie.
- Apolinary... Apolinary... cegły... cegły... Apolinary... cieeeemnooość....

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej