Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Funeris Venatio:
- Pragnę serdecznie powitać drogiego gospodarza i od razu zaręczam, że mam prawdopodobnie dwie wiadomości. Jedna jest jeszcze niezidentyfikowana, zależy od odpowiedzi na drugą. Druga wiadomość jest za to na pewno zła, tragiczna i stwarza wiele potencjalnych komplikacji, a na pewno kilka nieporozumień... - zaczął Funeris, nie chcąc wypalić z niczym w stylu: "nie wiem, zabili posłańca". Sam rozglądał się po wnętrzu i z uśmiechem stwierdził, że jest tutaj o wiele bardziej pysznie i strojnie niż u niego w domu. Mimo iż sam miał dwór, sporą rezydencję, to jednak nie dekorował go brylantowymi żyrandolami.
- Mówiąc wprost... - podjął po chwili[/i] - posłaniec, który niósł jakiś list do mojego Bractwa, dostał dwie strzały w plecy i skonał mi na rękach nim cokolwiek zdążyłem zrobić. Udało mu się powiedzieć, że szedł stąd do Zakonu ÂŚwitu.[/i] - Anioł schylił nieco głowę jakby chciał wyrazić smutek i ubolewanie.
//Nie podpuszczaj mnie...
Licho:
- Trup na miejscu, krew sikała jak z fontanny!-wypaliła Licho a potem szybko zasłoniła usta ręką orientując się, że to było nie na miejscu.
- Posłaniec... Pół biedy! Ale dałem mu 50 grzywien, pewnie ma gdzieś w kieszeni jeszcze...- tutaj Licho zrobiła wielkie oczy, ale równocześnie zacisnęła mocno wargi. Jednak mogła go przeszukać... - Ale co z Emmą!? Co o niej wiecie? Ale... ale chwila... Czyli list nie dotarł na posterunek? Tam były poufne informacje! Co za niedorajda z tego posłańca!- gorączkował się. - No nieważne, nieważne! Co z moja córką, co pan wie o niej? Wpadliście na ich trop!?- wypytywał nerwowo.
Funeris Venatio:
- Nie otrzymaliśmy żadnego listu, przed godziną byłem na posterunku zakonnym i nic do nas nie dotarło. Jestem Funeris Venatio, Wielki Kanclerz, wiedziałbym. Skoro posłaniec szedł właśnie tam i dostał dwie strzały w plecy, to domniemywam, że listu nie ma tam również i teraz. Mógłbyś mi dobry panie opowiedzieć wszystko od początku? Nie znam Ciebie, nie znam Twojej córki, nie wiem o jakich "ich" mowa... Może gdzieś spoczniemy i dowiemy się wszystkiego? - powiedział, wiedząc, że ostatnie pytanie mogło wyrwać wrażenie, jakby to on chciał rozkazywać w domu tego mielmoży.
Licho:
Mężczyzna, rażony tą wiadomością, doznał uczucia wielkiego bólu i straty. Zakuło go w sercu... Postarał się jednak szybko otrząsnąć i chociażby przedstawić.
- Mam na imię Apolinary. Tak, bez nazwiska rodowego, gdyż nigdy szlachcicem nie zostałem, ale jak widzicie, trochę się dorobiłem- zaś kwestię na czym zrobił ten majątek wolał pominąć. Zaprosił ich gestem do salonu, bardziej wykwintnego nawet niż hall. Przestronny pokój, z sufitem kilka metrów nad głowami (Funeris z pewnością mógłby urządzać tu krótkie przeloty) i wielkimi oknami na ogród przytłaczał biedną Licho swym przepychem. ÂŚcianę po lewo od wejścia zdobił piec z szylkretowymi płytami i stalowymi zdobieniami. Na środku leżał dywan z czerwonymi frędzlami, wzorami i nićmi tak starannie dobranymi, że aż żal było po nim chodzić. Kozetki i fotele obite były czerwonym, królewskim materiałem. Uchwyty komód zaś były pozłacane.
- Usiądźcie, tak, tak- przytakiwał głową. - Och, w tym liście jest tylko zawiadomienie o porwaniu!...- wymówił to z wielką trudnością. - ...mojej córki Emmy. Ma piętnaście lat, włosy czarne jak węgiel, oczy brązowe jak najsłodsza czekolada! Skóra zdrowa, wcale nie taka blada. Porywacze następnego dnia zażądali ode mnie okupu! 1000 grzywien w przeciągu dwóch dni. Każdy dzień zwłoki to kolejne 500 grzywien do okupu. Nie wiem jakim cudem dowiedzieli się co było napisane w środku... Przeczuwam, że wciąż mnie obserwują, ale nie mogą zabić, ze względu na okup właśnie!- mówił biedaczysko, a pocił się przy tym i denerwował.
Licho zaś wcale nie słuchała, lecz syciła swoje oczy widokiem tych mnogich ozdób, słoników porcelanowych, szklanych buteleczek z muszelkami, tac srebrnych z owocami. A jednocześnie przybiła ją myśl, jak samotni są ci, którzy tu mieszkają.
Usta miała otwarte z podziwu i zachwytu. Chciała zapamiętać każdy szczegół tego domu, a myśl o kradzieży gdzieś uleciała, gdyż czarnowłose dziewczę nie chciało nic zabrać z tego domu, gdyż żal by jej było naruszać tę boską wspaniałość wszystkich artykułów tu zgromadzonych.
- Już nieważne moje życie, ale ją!... Kto ją uratuje? Ja sam niewiele umiem. Zawsze posługiwałem się myślą, moją głową, proszę pana. I tak zdobyłem to, co mam. Zaś "oni!" Też chciałbym wiedzieć kto to... Jednak posługiwali się pewnymi znakami, takie trzy kółka na siebie nachodzące i listki. Wyrysowali i te znaki na murze, przed bramą. Też w pokoju Emmy, skąd ją porwali, zostawili list z żądaniem okupu i tymi symbolami... To jakieś pomioty piekielne pewnie!
Funeris Venatio:
- Rozumiem, rozumiem... Liszko, pokaż panu medalion - powiedział Funeris, cały czas kiwając głową podczas monologu Apolinarego. Wolał mu nie przeszkadzać, dopóki ten mówił składnie i przytaczał wiele szczegółów. Później, gdyby emocje wzięły górę, mogliby się dowiedzieć coraz mniej i mniej, a to mogło znacząco utrudnić jakąkolwiek próbę pomocy. Funeris więc spokojnie wysłuchał bogacza, nie zmieniając wyrazu twarzy, cały czas maskując wszelkie emocje. Gdy usłyszał o znakach, nawet nie mrugnął. Powieka mu nie drgnęła, a wargi pozostały tak samo zamknięte jak jeszcze przed chwilą. Spojrzał się na towarzyszkę, o równie czarnych włosach i hipnotyzujących oczach tak te opisane przez mężczyznę.
- Liszko... - lekko dotknął ją w ramię, chcąc przywrócić do świata i odciągnąć jej zainteresowanie od tych wszystkich świecidełek i dekoracji.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej