Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Funeris Venatio:
- Wyjęłaś mapę, czy znajduje się nadal w medalionie?
Licho:
- Jest w środku. To mały kawałek papieru. Gdy się jej przyglądałam, nawet nie wiedziałam co to za miejsce- odparła. - Były na niej te same znaki, to pamiętam... I duży X. Pewnie to ustrojstwo ma jakiś związek z magią, a raczej na sto procent. Niebezpiecznie się bawić takimi rzeczami w dzisiejszych czasach. Zobaczyłam, że nie rozumiem mapy, to zamknęłam medalion i postanowiłam go zwyczajnie sprzedać.
Funeris Venatio:
Funeris dokończył spokojnie jajecznicę. Przedłużająca się cisza stawała się nieco ciężka, tylko grube krople deszczu spadające na dach przypominały, że świat jeszcze istnieje. Okruszki chleba w nieładzie zdobiły stół wykonany z grubej olchowej deski. Jasne w barwie i dźwięku drewno nie licowało z ciemnymi krzesłami, przy których siedzieli. Długie ławy znajdujące się na drugim końcu sali również zdawały się być wykonane z innego materiału, przez innego rzemieślnika i najpewniej w innej epoce. Nic tutaj do siebie nie pasowało, gdy patrzyło się na każdy element z osobna. Gdy jednak Poeta zaczął przyglądać się wszystkiemu nieco szerszym okiem, nie zwracając uwagi na szczegóły, tylko starając się objąć całość, widział w tym szaleństwie może jeszcze nie metodę, ale zalążek jakiejś idei. I ta właśnie idea, nieuchwytna i odległa niczym najbliższe zawieszone na nieboskłonie gwiazdy, dodawała otuchy i napawała optymizmem. Dlatego też, siedząc w tym przybytku ze świeżo poznaną i wciąż mocno tajemniczą Liszką, Funeris czuł, że musi się temu przyjrzeć. Zajrzeć do wewnątrz i ruszyć tropem.
- Za ile chciałaś sprzedać medalion? - zapytał wreszcie. Odsunął na bok talerz, przesuwając go na lewy róg stołu. Poruszył barkami, sięgnął dłonią i przeczesał pióra palcami. Odnalazł szybko luźną lotkę, chwycił pewnie i bez większych problemów wydobył ją zza siebie. Jakby dopiero sobie coś przypominając, spojrzał nagle w oczy kobiety.
- Zapakować Ci je w coś, czy poniesiesz?
Licho:
Licho, gdy anioł jadł, a ona już swoją porcję skończyła, przysłuchiwała się szumowi deszczu. Nie miała zamiaru wychodzić w taką pogodę na zewnątrz, lecz przesiedzieć tu cały wieczór. Ziewnęła nie zasłaniając w ogóle ust. Potem beknęło się jej ale tym razem uprzejmie przeprosiła, a potem zaśmiała się jak gdyby nigdy nic.
- Chciałam wziąć tyle, ile by mi dali najwięcej. Pewien jubiler oferował 200 grzywien. Niektórzy dawali tylko 50, gdyż mówili, że nikt tego nie kupi przez te "złe znaki". A ci, co dawali najwięcej, twierdzili że to przyciągnie pasjonatów, a historia medalionu jest zapewne bardzo ciekawa i tajemnicza. 200 grzywien piechotą nie chodzi... - mruknęła.
- Poradzę sobie, dzięki!- wzięła lotki zadowolona z siebie i schowała do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Jakaś wesoła iskierka pojawiła się w jej spojrzeniu. - Hm, wiesz co? Daj ten medalion, zobaczymy co jest w środku. Jeszcze raz zobaczę mapę, przecież Efehidon znam jak własną kieszeń- problem w tym, że w jej kieszeni można znaleźć wszystko. Od starego jedzenia, po naboje do pistoletu. Włożyła dłoń między piersi i wyciągnęła mały, ozdobny kluczyk. - W końcu co dwie głowy to nie jedna, nie? Jedna święta, druga trochę mniej...- uśmiechnęła się zadziornie.
Funeris Venatio:
Funeris spokojnie i bez lęku przekazał medalion kobiecie. W końcu to ona go zgubiła na ulicy, należał do niej. Co tam że dopiero od niedawna, bo został skradziony, ale na pewno nie był jego i nie miał z nim wiele wspólnego. Dlatego stwierdził, że nawet jeżeli Liszka rozpłynie się nagle w powietrzu w kłębie dymu nic złego się nie stanie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej