Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Licho:
- Akt dobrej woli? No nie mów... Więc nie chcesz poznać tajemnicy wnętrza medalionu?- tu chwyciła się za piersi, gdyż to właśnie między nimi tkwił drobny kluczyk. - Ha! Cóżeś taki ciekawski się nagle zrobił? I nie drwij ze mnie. Nie wszystkich bozie obdarzyły taką siłą przebicia do wyższych sfer. Twój świat jest inny i mój też, choć pewnie rządzą się tymi samymi prawami. Tu się kradnie, tam się kradnie... cóż to za różnica? ÂŁotry z was większe niż ze mnie, po stokroć! Ja kradnę, by jeść, by w hemis móc się ogrzać, czasem zabawić. A wam zbytków nigdy za wiele...- obraziła się bardzo. Nie lubiła, gdy drwiono z niej. Szczególnie, że znała własną wartość i nie była ona mierzona skradzionym jedzeniem i przedmiotami. - I nie mydl mi tu oczy tanimi banałami! Czyli chcesz wiedzieć jak ukradłam medalion... No dobrze... Zatem odwiedził mnie, w pewnym wynajętym pokoju z grubymi zasłonami, w kamienicy na Mostowej pewien mężczyzna. Młody był, myślę, że niewiele starszy ode mnie. Jego sakiewka była pełna grzywien. Przyszykowałam wino, tak dla atmosfery. Zapaliłam świecie i kadzidełka o zapachu opium. Chyba domyślasz się, co było potem?- spojrzała na niego złowrogo. - Mówił coś o magi i podziemiach, lecz ja miałam to w nosie. Bardziej obchodziła mnie kasa. Już po wszystkim, nad ranem, gdy jeszcze spał, wyjęłam mu z sakiewki o kilka grzywien więcej. Dostrzegłam też medalion, a jak wiesz, staram się nie marnować okazji na zarobek. Wyszłam z pokoju po ciuchu, grzywny miło brzęczały i medalion też... Jednak za cholerę nie wiedziałam co to za szatańska błyskotka, to teraz łaziłam i szukałam głupca, któremu by to opchnąć jak najdrożej. I trafiłeś się ty!- zaśmiała się krótko.
Funeris Venatio:
- No cóż, co do kradzieży, to staram się unikać, ale nigdy nie twierdziłem, że "u nas" się tego nie robi. Po prostu jak kraść, to miliony - powiedział na docinek o tak zwanych wyższych sferach. Już nawet nie wdawał się w dyskusje i komentowanie tego, ile pieniędzy zdążył przeznaczyć na cele charytatywne i tym podobne. Następnie odpowiedział kobiecie na temat tego, co mówiła o historii medalionu.
- Idealny głupiec w idealnym miejscu i czasie. To ja - uśmiechnął się i naprawdę szczerze zaśmiał. Krótko, bo krótko, ale się liczy. Dojadł szybko trochę jajecznicy, zagryzł chlebem, który był naprawdę wcale znośny i odstawił łyżkę trochę zbyt niedbale na stół. Spojrzał w oczy świeżo co poznanej kobiety, wiercił mocno, lecz krótko. Następnie znowu się uśmiechnął. Również ciepło i wcale przyjemnie.
- Otwierałaś go już? Co ujrzałaś w środku, Liszko?
Licho:
- Phi!- prychnęła pod nosem. Mniej więcej właśnie to oddawało co myśli o "tych bogatych". Kurczak znikał z jej talerza dość szybko. Zostały tylko dobrze obgryzione gnaty.
- W środku ujrzałam mapę- odparła zdawkowo.
Funeris Venatio:
- Jaka jest cena ujrzenia owej mapy?
Licho:
- Już mówiłam. Kilka twoich piór.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej