Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Funeris Venatio:
- Na tych wszystkich dworach się jada tak, jak zarządzi gospodarz - powiedział z uśmiechem Funeris. Nie wszystkie "wyższe sfery" lubiły wykwintne dania, niesamowicie wymyślne potrawy i drogie jak cholera rarytasy, które często nie miały aż takich wartości smakowych, jak ich tańsze, bardziej dostępne i pospolitsze odpowiedniki.
- To ty bardziej potrzebujesz medalionu niż ja kluczyka. Pamiętaj, że to ty go miałaś pierwsza, ty pozwoliłaś go sobie odebrać i ty potrzebujesz pieniędzy z jego sprzedaży. Ja postaram się jakoś przewegetować do następnej wypłaty środków, może mi się uda, dużo nie jadam. A co z Tobą, Liszko? Potrafisz obejść się smakiem i pozwolić, by medalion został w moim posiadaniu?
Licho:
- Nie zapytałeś nawet skąd go mam, ech. Może znasz się na telekinetycznych sztuczkach, ale nie na wyciąganiu potrzebnych informacji. W jednym masz jednak rację... Potrzebuję pieniędzy. Dlatego zastanawiałam się... po ile idą anielskie pióra?
W międzyczasie do stolika podszedł karczmarz. Postawił przed rozmawiającą dwójką ich posiłki. Kurczak pachniał pysznie, tak samo jak jajecznica. - Proszę bardzo, smacznego- rzekł, spojrzał na Licho i zrobił wielkie oczy jakby pytał "kim jest ten anioł!? I jak go tu zaciągnęłaś". - Mój kucharz bardzo się postarał, nieczęsto miewamy tu takich gości- zwrócił się już do Funerisa. - Ale nie będę państwu przeszkadzać, widzę, że rozmawiacie o ważnych rzeczach- i już szedł w stronę szynkwasu, gdy wtem zawrócił na jednej nodze. Coś sobie przypomniał! - Ach, zapomniałbym.... Należy się 40 grzywien- próbował uśmiechać się bardzo uprzejmie, mimo jego braków w uzębieniu.
- Dzięki Waldek!- odezwała się Licho.
Funeris Venatio:
Niecierpliwa, uśmiechnął się w duchu anioł. Nie pytał się skąd go kobieta ma, bo jeszcze nie przyszedł na to czas. Nie zada przecież sześciu pytań na raz i nie będzie liczył, że kobieta odpowie na wszystkie jednocześnie.
Funeris na widok jajecznicy uśmiechnął się szeroko, po prawdzie to już nieco burczało mu w brzuchu, a lubił sobie podjeść coś takiego na kolację. Powąchał z przyjemnością jadło, uśmiechnął się jeszcze raz i wysupłał z kieszeni jakieś drobne. Podał karczmarzowi, podziękował serdecznie, kazał pochwalić kucharza. Wrócił następnie do Liszki.
- Z anielskimi piórami jest taki problem, że można je znaleźć po mieście, nie trzeba się zbytnio starać w ich zdobywaniu. Od czasu kiedy w Efehidon rezydują na stałe trzy anioły, a dwa pojawiają się okazyjnie, takie niegdyś rarytasy straciły mocno na cenie i znaczeniu. Już nie są towarem luksusowym... Niestety, jak mam rozumieć - odpowiedział łagodnie, biorąc łyżką pierwszą porcję jajecznicy, starając się na początek zgarnąć możliwie jak najwięcej kawałków mięsiwa. Zagryzł to wszystko pajdką chleba, przeżuł i pozwolił zniknąć w żołądku. Podniebienie przyjemnie odezwało się znakiem, że zaaprobowało wcale smaczną potrawę.
- A wracając do medalionu, to skoro Ci tak spieszno zdradzić mi sekret, to słucham. Skąd masz ten medalion? Jaka jest jego historia?
9 275 - 40 = 9 235 grzywien majątku mego
Licho:
- Trzy anioły, każdy to wie. Ale skoro mówisz, że towar tanieje, to potrzebuję go zwyczajnie więcej. Poza tym anioły nie rozdają swoich skrzydeł na prawo i lewo. Jak już to je zgubią i wpadnie takie do rynsztoka to ciężej komuś opchnąć, co nie? Insza sprawa, jak jest takie prosto wyrwane ze skrzydła! - zaśmiała się nagle głośno. - Do tego jakaś ckliwa historyjka jak to pan...ee... kim ty tam jesteś, no wiesz, te wszystkie tytuły się poda, dał nam pióro jako wyraz wdzięczności - powąchała swojego kurczaka i wbiła w niego widelec. - A jak ich będzie pięć, siedem albo więcej... To nie zaszkodzi- zaczęła kroić mięso i wzięła się za jedzenie. Pusty brzuch wypełniał się ciepłym i przyzwoitym jadłem. - Nie myśl sobie, że ja się nie znam na tych wszystkich sztuczkach kupców- ostrzegła anioła machając przed nim złowrogo widelcem wydobytym z piersi kurczaka. - Dorabiam jak mogę, dlatego pytam- wzruszyła ramionami. - To ile chcesz za jedno?
Tymczasem do wnętrza dotarł odgłos potężnego huku. Burza rozszalała się na dobre, a deszcz bił w dachy i bruk, spływał rynnami i ulicami. Na zewnątrz zapanował szum, a miasto opustoszało zupełnie.
- Haha! Teraz sekret tak? Hmm... jeśli chcesz wiedzieć - ukradłam go! - zakończyła zadziornym uśmieszkiem, jednak widać było, że coś ją jeszcze dusi od środka. Nie powiedziała wszystkiego. Być może nie było to ważne, albo się wstydziła.
Funeris Venatio:
- Kilka mogę dać bez większych nakładów finansowych oddać. Powiedzmy, że jako akt dobrej woli. Ale tego samego bym również oczekiwał - aktu dobrej woli. Nie będę pozbywał się piór bez dobrego powodu takiej akcji. Porozmawiamy sobie, wyjaśnimy kilka spraw w sprawie tego cudeńka - tutaj poklepał się po kieszeni, w której nadal spokojnie leżał sobie medalion. Szybko pochwycił kęs jajecznicy, która powoli zaczęła stygnąć, więc nie należało tracić zbytnio czasu.
Mniej więcej w tym czasie rozległ się huk, pierwsze grzmoty dotarły nad stolicę, a przez niewielkie szpary w okiennicach dochodziły rozbłyski błyskawic. Runęło i lunęło, powietrze momentalnie stało się lżejsze, wypełniło się ozonem i wilgocią. Nastąpiło długo oczekiwane odprężenie. Wtedy też Liszka powiedziała, że medalion został skradziony.
- Czemu mnie to nie... Znaczy, chciałem powiedzieć, naprawdę? - udał zdziwienie i teatralnie zakrztusił się naprędce nabraną na drewnianą łyżkę porcją jajecznicy, w której znajdowało się mnóstwo krążków cebuli. - Taka porządna dziewczyna, piękna, o uroczym uśmiechu i głębokim spojrzeniu... No żeby aż kraść? Komuś konkretnemu, jeżeli mogę wiedzieć? - dopytał jeszcze.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej