Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Znaleziątko
Licho:
- A że srają na ludzi z góry- odparła ukrywając uśmieszek. Licho to taka chłopczyca, co na co dzień przebywa w najgorszym towarzystwie. Sprośne żarty, zakłady o złote zęby i pończochy matki są na porządku dziennym. Dziewczyna z najgorszych tarapatów umie się wywinąć jeśli chce, a szczęście do tego ma niebywałe. Grzywny zarabia w sposób honorowy bądź trochę mniej honorowy, lecz nigdy nie przymiera głodem, gdyż jej smukłe rączki zawsze coś zwędzą ze stoiska albo cukierni. Znana tu i ówdzie, przez towarzystwa gorsze i lepsze, jako awanturniczka, co pół świata zwiedziła, a kolejne pół zapewne zwiedzi niedługo.
- Liszko... ÂŚmiesznie brzmi! To tu- stanęła przed drzwiami karczmy czekając, aż anioł raczy jej otworzyć drzwi. Przed nikim się nie kłaniała, a jak już jej się trafiła jakaś "lepsza partia" niż obdartus z rynsztoka jako towarzysz, to choć przez chwilę chciała zasmakować tego innego dla niej życia. Gdy choć raz ktoś coś zrobi za nią. Na przykład drzwi otworzy.
Przybytek ten mieścił się w piwnicy jednej z kamienic. Nie był jakiś specjalnie wykwintny, ale szczochami nie śmierdziało tak bardzo jak w innych, gorszych karczmach. Wino też podawali niczego sobie. A przy świętach nawet grajków zapraszali.
Funeris Venatio:
Funeris uśmiechnął się, ukłonił delikatnie, lecz dworsko i gestem otworzył drzwi. Użył do tego telekinezy, popychając drewniane skrzydło wejścia. Zawieszone na zawiasach poruszyły się i ukazały wnętrze karczmy. Anioł zgrabnym ruchem ręki wskazał kobiecie wejście do środka, zapraszając ją do lokalu.
Licho:
Wnętrze było ciemne, rozświetlane tylko świeczkami i ogniem nad którym piekły się kurczaki. Woń mięsa, gotowanych warzyw i alkoholu unosiła się pobudzając kubki smakowe. Licho zaburczało w brzuchu. Rzuciła miłe powitanie do karczmarza i wybrała stolik w najciemniejszym zakątku pomieszczenia.
Nie obyło się bez wścibskich spojrzeń okolicznych pijaczków na anioła. Niektórzy nie wiedzieli czy jeszcze żyją, czy już umarli, skoro widzą takie cuda. Ale wieści po mieście chodziły i każdy wiedział, że coraz częściej można spotkać skrzydlatą istotę. Chyba tylko na Licho nie robiło to większego wrażenia.
- Dla mnie ziemniaki i kurczak, a do tego dobrze nabitą fajkę, a dla pana Funerisa co tam będzie chciał!- zawołała wesoło do znajomego gospodarza. - Oczywiście nie na mój koszt- zwróciła się do Funerisa, spoglądając mu w oczy i nie kryjąc szerokiego uśmiechu. Szybko rozluźniła się i oparła wygodnie o krzesło, wyprostowała nogi i rzekła lekko przyciszonym głosem.
- Więc ty masz sprawę do mnie, a ja do ciebie...
Funeris Venatio:
- Jajecznicę na kiełbasie i cebuli, ze dwie porządne pajdy ciemnego chleba, kufel jakiegoś znośnego piwa, tylko nie pszenicznego!, i... to by było na tyle. Na mój koszt, ma się rozumieć - powiedział anioł, zwracając się do karczmarza. Na wszelki wypadek uprzedził próby podania mu pszeniczniaków, których nie cierpiał gorzej niż demonów. Z demonami można było wygrać, dało się je zabić, pokonać - pszeniczne piwo pokonywało Ciebie. Koniec.
- Jakąż to sprawę mam ja do Ciebie, Liszko? - spytał, kręcąc się na krześle i próbując znaleźć sobie jakąś wygodną pozycję.
Licho:
- Się robi- odparł karczmarz i zagonił młodego kucharza do roboty.
- A więc tak to się jada w tych wszystkich dworach?- rzuciła od niechcenia. Szybko jednak powróciła do tematu. - Ty potrzebujesz tego...- Licho z kieszeni spodni wyjęła mały szary kluczyk, pobawiła się nim w palcach i schowała sobie w biust. - ...by dowiedzieć się co jest w środku medalionu. Mówiłeś, że te znaki mają jakieś znaczenie. Dla mnie prawdopodobnie niewielkie, a nie ukrywając, też chciałabym zarobić na tej błyskotce. Jednakże znalazła się ona, przypadkowo zupełnie i przez moje niedopatrzenie, w twej wielce szlachetnej kieszeni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej