Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Zemsta Motłochu

<< < (4/11) > >>

Beatrice:
Gdy Ukah wszedł do kuchni ujrzał Beatrice, która już trzymała za uszka dwa kubki napełnione kawą. Napój lekko parował, wydawał się bardzo ciepły.

- Mówiłam, żebyś się rozgościł - powiedziała uśmiechając się - A powiesz coś więcej poza tym co ciągle powtarzasz, czy uparcie nie będziesz chciał mi o sobie opowiedzieć? Przecież cię nie pogryzę... -  mówiła wychodząc z kuchni i powoli kierując się w stronę stołu, kręcąc zgrabnie tyłeczkiem, co nie mogło ujść uwadze Ukaha. Robiła to mechanicznie, z przyzwyczajenia, widać było w jej ruchach zwykłą naturalność.

Postawiła kubki na stole, przy którym za chwilę usiadła. Założyła nogę na nogę i spojrzała na swojego tajemniczego gościa, który wciąż bez powodu nie chce nic o sobie opowiedzieć.

Ukah:
Ukahowi w istocie nie umknely walory Beatrice. Można powiedzieć że odruchowo spojrzał, no ale powiedzmy sobie szczerze każdy by sie obejrzał nawet żonaty. Gdy Beatrice położyła kawę na stole, Ukah natychmiast zrobił "klasyczny unik"(spojrzał w jakiś martwy punkt w okolicach sufitu). Zbliżył się do stolika wziął kubek a następnie usiadł obok Beatrice. Oczywiście nie za blisko aby nie wyszło na jakieś amatorskie zaloty. Zbliżył kubek do swych ust a przez jego nos przeleciała woń kawy i wrzatku. Zanurzył lekko usta w napoju, biorąc lekki łyk. W buzi poczuł gorąc, ale to był przyjemny gorąc do którego zdążył się już przyzwyczaić. W końcu nie po raz pierwszy pił kawę. Po jeszcze jednym lekkim łyku położył kubek na stole i wreszcie odpowiedział kobiecie na pytanie: - Jestem myśliwym, choć traktuje to jako bardziej hobby tak jak i spacery. po czym wziął jeszcze jednego łyka. - ÂŚwietna ta kawa. pomyślał Ukah

Wysłane z mojego LG-P710 przy użyciu Tapatalka

Beatrice:
- Myśliwy? Tutaj? Najbliższy las jest daleko stąd. Coś kręcisz…Poza tym nie często spotyka się dżentelmenów wśród tych dzikusów z lasu. Zakładałam bardziej, żeś kimś z dworu, wysoko postawioną personą. Albo jakimś urzędnikiem państwowym. Albo… archontem, który przypadkiem nazywa się dokładnie jak ty. Hmmm? – czekała na odpowiedź.

Ukah:
Ukah nieco zaskoczony był słowami dziewczyny. Nie spodziewał się że jego "sława" dojdzie aż tutaj. Na spacery zwykle chodził aby choć na chwilę zapomnieć o dworze i tych wszystkich arystokratach. Niestety nie potrzebnie zdradził swe imię no cóż nie widział innego wyjścia, wziął jeszcze łyk kawki. Oczywiście nieco większy niż przedtem bo kawa trochę ostygła. Po łyknieciu położył kubek na stole i powiedział lekko żartobliwie do Beatrice: - Skoro panienka mnie zna to czego pyta?   następnie wziął jeszcze jeden łyk kawy tak że już mało co zostało w kubku. - Naprawdę świetna kawa. pomyślał Ukah i starał sie spojrzeć w jej oczy.

Wysłane z mojego LG-P710 przy użyciu Tapatalka

Beatrice:
Spojrzenie Ukaha dotarło w oczy Beatrice, która robiła dokładnie to samo. Przeszywała go na wskroś swoimi ciekawskimi oczętami, które jakby chciały wypatrzeć i pożreć jego dusze. Jej śmiały wzrok mógł bez trudu wywołać lęk, drżenie rąk, czy też suchość w ustach. Jej piękna, miła twarz nagle zmieniła oblicze, tak iż przyrównać można byłoby ją teraz do wiedźmy. Brakowało tylko szaleńczego śmiechu, a zamiast niego Ukah usłyszał tylko cichy, słodki chichot.

- Nie znam pana, panie Ukah. To były jedynie tylko domysły, bo jednak imiona członków rady królewskiej wypadałoby znać, czyż nie? Czemu pan jest taki podejrzliwy? Czy taki właśnie powinien być nasz kochany przez prosty lud Archont? – rzuciła ciekawskie spojrzenie na kubek, który w błyskawicznym tempie był opróżniany przez Ukaha, a temperatura bliska wrzątku chyba mu zbytnio nie przeszkadzała. Nawet nie chciało jej się komentować, a jedynie w nadziei przybliżyła kraniec swojego kubka do ust i spróbowała napić się tego rozbudzającego napoju. Jednak napój okazał się zbyt ciepły, a jej udało się jedynie zwilżyć lekko usta, gdyż niestety nie była ona tak dobrze zaprawiona jak Ukah.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej