Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pewnej mroźnej nocy

<< < (20/25) > >>

Funeris Venatio:
W kącie pomieszczenia, na drewnianym zydlu, siedziała postać. Młoda kobieta, ubrana w zwiewną, błękitną sukienkę sięgającą do kolan. Wydawało się, że poza ową sukienką nie ma na sobie absolutnie nic. Jej zgrabne łydki bujały się na krzesełku, wisząc w powietrzu. Nieduże, lecz wyraźnie zarysowane piersi odznaczały się pod materiałem, a twarz - cokolwiek ładna i przyjemna, uśmiechała się wesoło. Wściekle niebieskie oczy i blond włosy spadające na plecy budziły sympatię. Jasna cera tej najpewniej osiemnasto-, może dziewiętnastoletniej dziewczyny sprawiała wrażenie, jakby pokryta była aksamitem czy jedwabiem i posypana drobinkami srebra. Nora w jednej chwili zmieniła nastawienie, z radością podeszła do dziewczyny i poddała się pieszczotom, dając się podrapać za uchem.
- Jak się wabi? - spytała.

Szarleǰ:
- Nora - odparł Szarlej, wiercąc jej wzrokiem dziurę w klatce piersiowej. Po chwili się opamiętał i uniósł wzrok nieco wyżej, równając je z przeszywającym spojrzeniem jej "wściekle niebieskich" oczu.
- Kim jesteś? - dodał po chwili, nie mogąc pojąć jakim sposobem znalazł się tutaj ktoś jeszcze. Nie był nawet pewien, czy dziewczyna istniała naprawdę, czy była tylko złudzeniem.

Funeris Venatio:
- Nora, ładne imię - powiedziała dziewczyna. Taru nie zdradzało żadnych oznak tego, że spotkanie z tą postacią mogłoby być w jakikolwiek sposób niebezpieczne. Młoda kobieta miała czarujący uśmiech, którym obdarzała to zwierzę, to mężczyzn stojących kilka metrów od niej.
- Kim jestem? - zadała pytanie. Wydawało się, że nie zrobiła tego w formie powtórzenia słów Szarleja, tylko raczej kierowała to do samej siebie, nie będąc pewną odpowiedzi. - To proste pytanie, chociaż zbyt skomplikowane zarazem. Jestem tą, którą znacie, ale nie poznaliście i nie poznacie mnie nigdy. Co robicie w tym miejscu, drodzy panowie? Czyżbyście się zgubili?

Szarleǰ:
Szarlej przygarbił się lekko z nietęgą miną, taksując dziewczynę wzrokiem wyrażającym głębokie niedowierzanie. Pomimo jej nienagannej aparycji i wyuzdanego stroju, jego podziw i zafascynowanie szybko przerodziły się w mieszaninę zdecydowanie bardziej negatywnych uczuć. Jaja sobie robi, przemknęło mu przez myśl w pierwszej chwili. W tym samym momencie na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu, który szybko rozpłynął się w jakimś innym, zagadkowym grymasie, którego znaczenie znał chyba tylko sam kanclerz. Zdał sobie bowiem sprawę, że ilekroć miał do czynienia z kobietami, zawsze potrafiły go wpędzić w ten sam rodzaj zakłopotania i irytacji, który poczuł w tym momencie.
-Cóż... - podjął niepewnie, nie wiedząc jak ugryźć temat. - Po części tak. Mogłabyś nam zatem pomóc się stąd wydostać, droga Pani?

Funeris Venatio:
- Jaka tam Pani - powiedział gruby, męski głos za nimi. Artur z Szarlejem mimowolnie odwrócili się i ujrzeli siwawego mężczyznę dobiegającego sześćdziesiątki. Niezbyt wysoki, o twarzy i budowie typowo ludzkiej, z wyraźnie zarysowanym brzuszkiem starszego człowieka. Siwizna obejmowała jego niedbały, kilkudniowy zarost i rzadkie włosy na głowie. Ubranie miał schludne, eleganckie, złożone z płaskich ciżemek, prostych czarnych spodni, białej koszuli i kaftana, który opinał jego górną część ciała. Opierał się o stylizowaną laskę z drewna o jakimś miękkim, gumowatym końcu. Nora szybko podbiegła do nogi Szarleja, jako że kobieta która ją zabawiała się ulotniła. Psina z zaciekawieniem patrzyła się na postać przed dwójką wędrowców.
- A wydostać możecie się tak, jak tutaj znaleźliście - dodał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej