Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pewnej mroźnej nocy
Szarleǰ:
--- Cytuj ---Nazwa wyprawy: Pewnej mroźnej nocy
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Zasady do uczestnictwa w wyprawie: bycie Szarleǰem
Uczestnicy wyprawy: Szareǰ
--- Koniec cytatu ---
Szarlej czuł, że tego wieczora wydarzy się coś ciekawego. Dokończył zatem papierkową robotę w swoim biurze w pałacu i udał się do domu na podgrodziu. Nora przywitała go radośnie merdając ogonem i ocierając się o jego nogi, jak miała w zwyczaju.
- Chodźmy na spacer - zaproponował, po czym otworzył drzwi, by zwierzę mogło pobiegać na świeżym powietrzu. Sam również zabrał niezbędne rzeczy i wyszedł z domu.
[member=25821]Funeris Venatio[/member]
Funeris Venatio:
Noc faktycznie była mroźna. Temperatura spadła wyraźnie poniżej zera stopni, chociaż nie trzaskał siarczysty mróz, jak to było w zwyczaju nieco dalej na północ kraju. Bezchmurne niebo odsłaniało mnóstwo gwiazd, tylko palące się powszechnie pochodnie, kaganki i koksowniki strażników mąciły ten cudowny kosmiczny spektakl. To co było widać na niebie wyraźnie, to dwa odległe dyski na niebie, przedstawiające jakieś inne i niezbadane światy, które draconi nazywali galaktykami. Jedna, Andromeda, jaśniała po zachodniej stronie, mieniąc się światłem, połyskując, mamiąc niczym przynęta. Nieco bardziej po prawej stronie Kanclerza jaśniała druga galaktyka, zwana przez draconów nieco zabawnie i trywialnie, Droga Mleczna.
Tymczasem zmrożona ziemia dawała świetne oparcie butom, człek nie zapadał się w lepkiej mazi, jaka czasem się na ulicach tworzyła, i mógł spokojnie ruszyć na spacer. Szarlej wyszedł z podgrodzia, ruszył w stronę dzielnicy handlowej, która przylegała do mieszkalnej obywatelskiej. ÂŁadne, schludne kamieniczki, rozłożyste stragany i wreszcie majestatyczna waga miejska. Bogata, niesamowita, budząca zazdrość innych miast. Wokół niej kręciło się kilku zakutych w stal ludzi, debatujących nad czymś żywo, gestykulujących, niecierpliwych.
Szarleǰ:
Spacer mijał przyjemnie. Pogoda była wręcz idealna, bo pomimo, że chłód raz po raz kąsał kanclerza po twarzy, to nie można było narzekać na niesprzyjające warunki atmosferyczne w postaci wiatru, czy opadów śniegu. Niebo było bezchmurne, dzięki czemu można było zapomnieć o bożym świecie i podziwiać gwieździsty bezkres. Korzystał więc z tej okazji, gdyż o tej porze roku nieczęsto można było cieszyć się tak przyjemną pogodą. Norze również najwyraźniej się to podobało, biegała bowiem wte i wewte, nie wiedząc do czego jeszcze wetknąć swój mokry nos, jednak nie oddalała się od kanclarza na więcej niż kilka metrów.
W końcu opuścili podgrodzie, a przed nimi rozciągała się zadbana dzielnica handlowa i wreszcie waga miejska, przed którą zebrał się intrygujący tłumek skazańców. Wyglądało na to, że na kogoś czekają. Z racji, że pora była już dosyć późna, Szarlej postanowił sprawdzić o co chodzi i podszedł trochę bliżej w nadziei, że może uda mu się usłyszeć co nieco z tej żywej rozmowy. Taki był już wścibski, może nawet bardziej niż Nora, która teraz uwiązana na niewidzialnej smyczy badała teren wokół pobliskich straganów w poszukiwaniu co lepszych kąsków, porzuconych przez kupców lub klientów minionego dnia.
Funeris Venatio:
Mężczyźni okazali się rycerzami Bractwa ÂŚwitu, debatujący nad tym, jak zachować się w jakiejś sytuacji, którą żywo omawiali. Rozprawiali głównie nad tym, czy ich kompetencje są na tyle duże, by móc samemu zbadać jakąś konkretną, bliżej nieznaną sprawę, czy należy zawiadamiać kogoś z aparatu państwowego, jakiegoś urzędnika czy kogoś zarządzającego drogami i prowincjami. Ujrzeli i usłyszeli nadchodzącą postać, więc stanęli równo i w szyku, kładąc dłonie na rękojeściach mieczów.
- Stać! - powiedział spokojnie, lecz stanowczo.
Szarleǰ:
Szarlej aż przetarł oczy ze zdumienia, nie mogąc uwierzyć, że był w stanie pomylić rycerzy ze skazańcami. Cóż zmęczenie wyraźnie dawało się we znaki i odbijało na zdrowiu, więc może stąd te niezrozumiałe zaburzenia percepcji. Tak czy siak wykonał polecenie.
- O co chodzi Panowie? - zapytał.
Nora natomiast zainteresowana zaistniałą sytuacją oderwała się od dotychczasowego zajęcia, niepostrzeżenie przyczłapała do nogi kanclerza i zdyszana usiadła na tylnych łapach, wywalając jęzor na zewnątrz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej