Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pewnej mroźnej nocy
Szarleǰ:
- Nie rozumiem - odparł Szarlej. -O co tu chodzi? - zapytał wprost. Nie miał pojęcia z kim, lub z czym ma do czynienia. - Przejście jest zasypane, jesteśmy na niższym poziomie. Jak mamy stąd wyjść?.
Funeris Venatio:
- Możecie się znowu zgubić - odpowiedział mężczyzna. Uderzył swoją laską o twardy kamień podłoża, aż echo poniosło się po sześciennej komnacie. W czterech rogach pomieszczenia pojawiły się cztery świecące, mamiące i migoczące poświaty. Wyglądały jak obłoki mlecznego światła, wysokości rosłego człowieka, kłębiące się w miejscu. Dziwny jakby gaz próbował na siłę się ze sobą zmieszać, wirując, zakręcając w miejscu. Mężczyzna, jak zauważyli z niesmakiem, zniknął. Tak po prostu.
Szarleǰ:
- Wredne babsko - skwitował, nie zważając na to, że owe "babsko" przed momentem jawiło im się jako podstarzały mężczyzna. W końcu pierwsze wrażenie jest tylko jedno. Przez moment nie ruszał się z miejsca, po chwili jednak podszedł do dziwnego zjawiska, które wywołała wspomniana przez kanclerza, wredna postać, i przyjrzał mu się z bliska, wyciągając dłoń przed siebie, jakby delikatnie, opuszkami palców próbował nakreślić jego kontury.
Funeris Venatio:
Był to gaz, obłok, jakby niematerialna poświata, która nie stawiała oporu przed palcami. Były takie cztery, w każdym rogu pomieszczenia.
//Do której podszedłeś? Jako punkt odniesienia przyjmijmy miejsce na ścianie, dzięki któremu się tutaj znalazłeś. Czyli masz wtedy róg z prawej bliski, z prawej po przeciwległej stronie, z lewej bliski i z lewej po przeciwległej stronie pomieszczenia.
Szarleǰ:
//Podszedłem do tego z prawej po przeciwległej stronie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej