Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pewnej mroźnej nocy
Szarleǰ:
Szarlej wytężał wzrok, z początku dostrzegając jedynie rozmyte kontury istoty wyłaniającej się z ciemności. Stukot i zgrzyt dobiegający jego uszu szybko uświadomił go z czym tak naprawdę ma do czynienia. Był to szkielet, jak się chwilę później okazało, ku jego wielkiemu zaskoczeniu - szkielet dracona. W dracońskim tunelu! Chwilę później z cienia wyłonił się kolejny, tym razem z drugiej strony.
Nie zważając jednak na to kuriozalne zestawienie, ponownie złapał w rękę kij. Obuch powinien się dobrze sprawdzić w starciu z chodzącą stertą kości. Zręcznym ruchem dłoni obrócił kij kilka razy, wywijając nim młynki dokoła siebie, co wyglądało dość spektakularnie, a jednocześnie tworzyło niemal idealną obronę. W rzeczywistości nie potrafił machać nim tak, jak mu się żywnie podobało - była to jedynie jedna, wyuczona sekwencja, powtarzana wielokrotnie, tak, by kij nie zatrzymywał się nawet na moment. Równocześnie kanclerz zbliżał się do przeciwnika, powoli, krok po kroku, starając się wywalczyć pozycję, która pozwoli mu przejąć inicjatywę. Dracon również pokracznie kroczył w jego kierunku. Nie sprawiał wrażenie nadto trudnego przeciwnika, jednakże był dość duży - a to dawało powód ku temu, by zachować ostrożność i nie działać pochopnie.
Po kilku dłużących się chwilach w końcu szkielet znalazł się w zasięgu broni Szarleja. Gdy rozchodzi się o walkę kijem, który bądź co bądź ma stosunkowo duży zasięg, często stanowiło to zatem swoisty punk zapalny, sygnał do rozpoczęcia walki. Był to moment, w którym Szarlej bez problemu mógł dosięgnąć Dracona, natomiast ten nie był w stanie wyprowadzić ataku z takiej odległości.
Kij jeszcze raz zatańczył ze świstem nad głową kanclerza, kręcąc się i raz po raz zmieniając kierunek lub kąt, by wreszcie jeden z końców wystrzelił niczym bicz, dosięgając dracona. Cios wymierzony był w czaszkę, która jak podejrzewał Szarlej trzymała tę kupę kości przy życiu. Szkielet okazał się jednak bardziej zwinny, niż można było przypuszczać. Zdążył zasłonić się skrzydłem i uniknąć dekapitacji. Mimo, że drewno pogruchotało kilka kości bestii, nie zrobiło to na niej większego wrażenia i natychmiast wyprowadziła kontrę, uderzając szponem na wysokości klatki piersiowej kanclerza. W ostatniej chwili udało mu się uskoczyć przed ciosem. Niestety nie zdołał utrzymać równowagi i upadł tyłkiem na ziemię. Dracon przymierzał się by zakończyć walkę, zbliżał się już do leżącego by wyprowadzić kończący cios, jednakże Szarlej nie pokazał jeszcze wszystkiego.
- Aresh! - krzyknął.
Nagle spod ziemi wyrosły magiczne stalagmity, dokładnie pod nogami dracona, łamiąc niektóre kości, co sprawiło, że stał się jeszcze bardziej pokraczny i unieruchamiło go na kilka chwil. W czasie, gdy ten desperacko próbował oswobodzić się z potrzasku, Szarlej zdążył wstać i ponownie złapać kij. Nie trwało dłużej niż kilka sekund, a broń ponownie gruchnęła w kości, tym razem na wysokości barku dracona. Szarlej wykorzystał energię wprowadzonego w ruch kija, jak i pełną siłę swoich mięśni, dzięki czemu w akompaniamencie głuchego stukotu połamał kilka kości włącznie z dracońskim kręgosłupem i ostatecznie pozbawił przeciwnika życia, oddzielając czaszkę od reszty ciała i posyłając ją gdzieś dalej, niczym urodzony baseballista - cokolwiek to znaczy.
Funeris Venatio:
Szarlej nie został nawet draśnięty, a szkielet runął bezwładnie na posadzkę z hukiem osuwających się kości. Przez cały czas światło pochodni migotało i rzucało niespokojne cienie utrudniające walkę, lecz tym razem się udało. W najbliższej okolicy Kanclerza było na tyle jasno, że mógł walczyć bez przeszkód. W momencie gdy obalił swojego przeciwnika dostrzegł, że Artur również pokonał jeden szkielet. Nora stała między nimi, nasłuchując i niespokojnie wodząc uszami. Nie szczekała jednak, więc można było założyć, że nic się nie zbliżało.
- Jakiś plan, panie Kanclerzu? Przez rumowisko trudno się będzie przebić.
Szarleǰ:
Szarlej otrzepał się po zakończonej walcei zawiesił broń na plecach. W odpowiedzi na pytanie rycerza uniósł brew, jakby nie był pewien, czy jest on do końca poważny. A może po prostu wciąż był zdezorientowany po ostatnich wydarzeniach i jeszcze nie wszystko do niego docierało. Po chwili zastanowienia wzruszył jedynie ramionami.
- Zbadajmy tę jaskinię lepiej. Kto wie, co jeszcze tutaj znajdziemy - postanowił.
Był świadom tego, że lada moment pochodnia może zgasnąć, miał jednak nadzieję, że bogowie mu sprzyjają i zdąży opuścić to miejsce i nie zostanie skazany na wieczną tułaczkę w ciemnościach.
Funeris Venatio:
Chodzili więc w kółko, oglądając wszystko wokół. Nora nie była podejrzliwa, nie wyłapywała żadnych ruchów czy niepokojących dźwięków. Dwa zapadliska w miejscu piedestałów wyglądały dosyć zwyczajnie. Masa gruzu, ziemi, przysypanych pojedynczych kości. Artur zwrócił uwagę Szarleja, że jeden szkielet nadal był ruchliwy, lecz przysypany zwałami ziemi nie potrafił się wydostać spod rumowiska. Artur podważył jedną z kostek brukowych na krańcu niewielkiego urwiska, wymierzył i szczęśliwie zgruchotał czaszkę szkieletowi. Na końcu podeszli wspólnie do miejsca, gdzie wcześniej, gdy była tutaj jeszcze woda, Szarlej stracił grunt i nie czuł pod stopami niczego. Grunt wyraźnie obniżał się w tę stronę, a kończył się owalnym otworem o szerokości trzech metrów, długości może dwóch. Wewnątrz było ciemno, a pochodnia nie rozświetlała już przestrzeni wokół nich tak dobrze jak jeszcze dwadzieścia minut temu.
- Bardzo mocno nie chcę tam skakać... - powiedział Artur, patrząc w czarną czeluść, której nie rozjaśniało światło łuczywa. Mimo wszystko zastanawiał się co by było, gdyby jednak musiał zaryzykować.
Szarleǰ:
Szarlej zadumał się na moment, oparł ręce na biodrach i wziął głęboki oddech. Po chwili zastanowienia zaczął rozglądać po ziemi, w poszukiwaniu kamyczka, który pozwolił by mu określić głębokość owej dziury. Miał nieodparte wrażenie, że jedyną możliwą opcją, by wyjść z tej sytuacji jest wskoczenie do niej właśnie. Nie chciał jednak tego robić uprzednio nie sprawdzając, czy w ogóle jest szansa, żeby to przeżyć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej