Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pewnej mroźnej nocy
Funeris Venatio:
Nie wydarzyło się nic. Absolutnie.
Szarleǰ:
Poczekał minutę, lub dwie i nic. Cisza, tylko wszechobecna, irytująca cisza. Przez myśl przepłynęło milion czarnych myśli, niektóre zahaczały o śmierć głodową, inne kończyły się w żołądku krwiożerczej ryby. W końcu z tej ponurej zadumy wyrwało go chrząknięcie Artura, a może to było parskanie Nory. Tak, czy siak podrapał się jedynie po głowie i machinalnie złapał za oba stożki i wyciągnął je. Następnie wsadził jeden, a potem drugi, pojedynczo. Może trzeba jakoś inaczej, kombinował, choć było to działanie raczej paniczne i przypadkowe, niźli zorganizowane i zaplanowane.
Funeris Venatio:
Artur nie parsknął. Sam bardzo mocno i zawzięcie zastanawiał się nad tym, co mogą z tym faktem poradzić. Dobrze wiedział, że pochodnia chwycona w jego dłoń nie będzie palić się wiecznie i prędzej czy później zostaną sami w ciemnościach. A nawet nie sami, gdyż coś tutaj było. Coś, co nie pokazywało się przez chwilę, nie wynurzało się spod tafli wody, a przynajmniej nie niepokoiło ich bezpośrednio. Już miał coś powiedzieć, wtrącić jakąś uwagę, zacząć może burzę mózgów, gdy Szarlej wyjął dwa stożki z otworów. Poczuli, że coś gdzieś zgrzytnęło, poniosło się nieznaczną, lecz widoczną falą. Po krótkiej chwili zwrócili uwagę, że piedestał, który dotychczas znajdował się kilka centymetrów pod taflą jeziora, teraz powoli wynurza się spod niego. Najpierw powoli, jakby ospale, potem nieco szybciej, chociaż nadal spokojnie. Systematycznie i z uporem poziom wody obniżał się jakby ktoś odczopował beczkę, z której sączy się piwo.
Szarleǰ:
Na twarzy kanclerza pojawił się radosny uśmiech, którym podzielił się z rycerzem. Nora również radośnie zaszczekała.
- Tak żem czuł - pochwalił się, po czym uniósł palec ku górze, jakby o czymś sobie przypomniał. Nie trzeba było długo czekać by wpadł na to, co w rzeczywistości go gnębiło. Wtedy złapał za broń i począł rozglądać się dokoła. Wszak jeśli woda opadnie, to coś żyjące w wodzie będzie musiało wyjść na światło dzienne - lub przynajmniej to pochodniane - i stanąć z nimi twarzą w twarz. Nie wiadomo przecież jaka będzie jego reakcja.
Funeris Venatio:
Woda obniżała się. Sięgała pasa, potem połowy ud, kolan, zjeżdżała po piszczelach i wreszcie zniknęła za kostkami. Szarlej z Arturem byli przemoczeni, chociaż nie tak mocno zziębnięci, jakby mogło się wydawać. W jaskini było relatywnie ciepło. Powszechnie wiadomo, że im głębiej pod ziemie się schodzi, tym bardziej temperatura wzrasta. A tutaj nie wiał wiatr, nie padał śnieg ani grad. Dlatego było w miarę znośnie. Tak, nadal nieco nieprzyjemnie, ale do wytrzymania.
A potwór się nie wyłaniał. W okręgu o promieniu tych już tylko siedmiu metrów od nich nie działo się absolutnie nic nadzwyczajnego. Odpływająca woda ukazała, że teren nieznacznie obniża się w stronę przeciwległą do zasypanego wejścia, jak zresztą sam Szarlej wcześnieł zauważył, w pewnym momencie tracąc grunt pod nogami. Artur rozglądał się niecierpliwie, wodził wzrokiem wokół nich. Również dobył broni, w ręku trzymał stalowy miecz ze szkocką głowicą i skośnym jelcem, o szerokim ostrzu, idealnym do cięcia. Postąpił kilka kroków w prawo, potem w lewo, cały czas nie oddalając się zbytnio od Szarleja, którego miał chronić.
Nora obróciła się w stronę miejsca, gdzie stał wcześniej jeden z zapadniętych teraz piedestałów. Na początku nadstawiała tylko uszy, ale po chwili zaczęła w tamto miejsce szczekać. Nie minęło wiele czasu, gdy coś się stamtąd wyłoniło. Wysokie, niemalże dwumetrowe, szerokie na następne trzy metry. Bez ciała, bez skóry, organów i mięśni. Szkielet. Szkielet dracona, który kroczył z wolna w stronę Szarleja. Z podziwu godnym uporem stawiał nogę za nogą, uderzając coraz głośniej swoimi kościanymi stopami o twardy kamień. Artur zbliżył się do Szarleja, zabezpieczył jego prawą flankę, lecz zaraz obrócił się w stronę drugiego piedestału, skąd nadchodził następny.
//2xszkielet dracona, 5 metrów od Ciebie. Jeden podchodzi bardziej od lewej, drugi od prawej (Artur zwiąże go walką). Nora stoi przy was.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej