Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pewnej mroźnej nocy

<< < (11/25) > >>

Szarleǰ:
Kanclerzowi udało się po raz kolejny umknąć przed zapadającym się gruntem. Właściwie jak do tej pory wszystko szło jak z płatka, choć tak naprawdę wiedział, że najlepsza część imprezy wciąż jest dopiero przed nimi.
- Arturze, co myślisz o tym, by wsadzić te stożki do piedestału znajdującego się w wodzie? - Zapytał rycerza, bo choć do tej pory starał się sam podejmować decyzje, to tym razem wolał się wesprzeć radą. Było to w istocie dość ryzykowne posunięcie, gdyż nie wiedział czego mogą się spodziewać, gdy zrobią coś zupełnie odwrotnego niż do tej pory. Dodatkowo trzeba było zdać sobie sprawę, że w jeziorze coś było, prawdopodobnie coś, czego powinni się obowiać. Mimo to wydawało się to jedynym sensownym rozwiązaniem.

Funeris Venatio:
- Myślę że... - zaczął, lecz zaraz skurczył się w sobie i o mało nie upuścił pochodni. Tunel za nimi. Ten, którym tutaj przyszli, idąc z górnych warstw i poziomów tych ruin, docierając do tej jaskini z jeziorkiem, on się po prostu zawalił. Gruchnął lawiną kamieni i ziemi, zapadł się, pochłonął przejście. Jedyne przejście, które na razie znali. Nora przypadła do nogi swojego pana, obszczekała porządnie rumowisko, następnie nagle odwróciła się, cofnęła o dwa kroki i zaczęła równie zapalczywie szczekać w stronę jeziorka.
- Chyba nieważne co myślę. Teraz raczej nie pozostało nam wiele opcji - odpowiedział, strzepując kurz z twarzy i przyglądając się zagrzebanemu tunelowi, do którego po chwili podszedł, gdy uspokoił się po pierwszym szoku.

Szarleǰ:
- No tak - zgodził się kiwając głową. - Rzeczywiście Arturze. Dobrze Cię mieć ze sobą - pochwalił rycerza. Z tonu jego głosu można było wyczytać ogromną wiarę i chęć duchowego wsparcia kompana oraz zaszczutej Nory. Jednak ktoś, kto znał się na ludziach trochę lepiej, na pewno wyczytałby również totalną rezygnację.

Szarlej nie mówił już nic wiecęj. Dzierżąc w dłoniach te dwa parszywe ustrojstwa wszedł do wody. Mógł liczyć jedynie na swoje szczęście - i właściwie to rzeczywiście głównie na nie liczył. Najpierw zanurzył stopy, potem idąc głębiej woda przykryła go do pasa. Sukcesywnie z każdym krokiem poziom wody podnosił się, aż w końcu znad niewzburzonej tafli wystawała jedynie głowa kanclerza. Było zimno, drgające wargi lekko mu zsiniały, a lodowata toń, w której był zmuszony się zanurzyć krępowała jego ruchy i wywoływała nieprzyjemne skurcze mięśni. Nie dawał jednak za wygraną i brnął do przodu, kierując się w stronę zatopionego piedestału.

Funeris Venatio:
- Minąłeś go, panie Kanclerzu. On był bardziej na płyciźnie, woda sięgała nam przecież do pasów - powiedział Artur, szukając piedestału z pochodnią w ręku. Odnalazł go wreszcie i czekał na Szarleja, aż ten do niego dołączy, podążając za światłem.

Szarleǰ:
Skinął jedynie głową i podszedł do Artura. Gdy odnalazł piedestał nie zwlekał już więcej. Wymacał ręką wyżłobione w nim dziury, przystawił doń zdobyczne (!!) stożki i wetknął oba równocześnie. Ciekawe co się wydarzy...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej