Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pewnej mroźnej nocy

<< < (9/25) > >>

Szarleǰ:
Szarlej obejrzał dokładnie przedmiot i postanowił zabrać go ze sobą. Po krótkiej analizie wreszcie udało mu się połączyć fakty i zarządził, by wraz z Arturem wrócili się do piedestału znajdującego się w prawej odnodze, tej, z której przyszli tutaj przed momentem. Miał zamiar zdobyć drugi stożek. Czuł w głębi duszy, że tak trzeba.

Funeris Venatio:
Szarlej z Arturem spędzili nad piedestałem nie dłużej niż minutę. Odwrócili się więc i poczęli iść w drugą stronę, z powrotem, do pierwszego znalezionego stożka. W tamtej jednak chwili Nora szczeknęła, coś z lewej plusnęło w wodę, a za nimi zachrzęściło się poważnie.

Szarleǰ:
Pomimo, że nie było to dla niego wielkim zaskoczeniem, poczuł na karku lodowaty dreszcz. Wolna ręka automatycznie sięgnęła za plecy i zwinnym, wyuczonym ruchem uwolniła zawieszony na nich kij. Ten ze świstem zatoczył w powietrzu koło, lub dwa, aż w końcu zatrzymał się w miejscu, unieruchomiony w dłoni kanclerza. Wykonując ten egzotyczny taniec z drewnianą partnerką Szarlej zdążył się odwrócić w stronę piedestału, przyjmując oczywiście postawę bojową. Wszystko trwało nie więcej niż dwie, może trzy sekundy. W istocie nie wiedział co ujrzy, bo choć miał pewne podejrzenia, to jego reakcja była raczej bezwarunkowa - ot, taki odruch, czasami ratujący życie.

Funeris Venatio:
Kamienny piedestał powoli i sukcesywnie zapadał się w ziemię. Chrzęst ocierających się o siebie kamieni roznosił się nieznośnie okrutnym echem wśród w jaskini. Kawałek po kawałku znikał wewnątrz przygotowanego pod niego wgłębienia. Kości pozostały nieruchome, żadna z nich nie podniosła się, nie uczyniła najmniejszego ruchu. ÂŻaden szkielet nie powstał z martwych, nie rzucił się na Kanclerza i rycerza zakonnego. Mniej więcej w chwili gdy podest zniknął całkowicie, Nora zaczęła ujadać. Nie było to nawet zwykłe szczekanie, ona po prostu ujadała. Wyła niemiłosiernie, rozdzierała z całej siły swe psie gardło, lecz dwójka ludzi nie mogła dostrzec dokładnie tego, co tam się działo.
Wtem porządny wstrząs targnął jaskinią, zachwiał podróżnikami wśród ruin. Od strony piedestału grunt zaczął się systematycznie obniżać, jakby zapadał się w sobie. Wyglądało to tak, jakby pod spodem, pod warstwą ziemi i wyłożonej tysiące lat temu kostki brukowej nie było nic. Wolna przestrzeń podparta jakimś stelażem, który ktoś teraz zniszczył, więc cały grunt zaczął się zapadać. Kawałek po kawałku, systematycznie, robiąc dziury sięgające nawet dwóch metrów. Najpierw spadł podest, gruchnął o ziemię w dole. Następnie zaczęły się sypać wszystkie kości, spadając z gruchotem na dół. Za sekundę zarwie się ziemia pod nogami Szarleja i Artura, który już cofał się w nieco panicznym, nieco niezrozumiałym kroku.

Szarleǰ:
W tej samej sekundzie, w której Szarlej zorientował się co tak w ogóle dokoła nich się dzieje rzucił się do ucieczki. Biegł w stronę wyjścia, wydawało mu się bowiem to jedyną słuszną opcją. Nie zastanawiał się, nie analizował, po prostu biegł na złamanie karku, by tylko nie zapaść się pod ziemię i nie zostać pogrzebanym żywcem w jakichś parszywych, zapomnianych przed wiekami ruinach. Nora również zerwała się gwałtownie i wielkimi susami biegła do wyjścia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej