Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pewnej mroźnej nocy

<< < (5/25) > >>

Szarleǰ:
Szarlej nie był pewien, czy postępuje mądrze. Jednakże zaszedł już za daleko, by wycofać się w tym momencie. Przede wszystkim zżerała go ciekawość.
- Chyba trzeba będzie popływać - rzucił do Artura. - Tobie może być ciężko. Popilnuj mi pleców - dodał widząc jego nietęgą minę, w końcu pływanie w pełnej zboi może być trochę problematyczne. Po chwili wskoczył do wody. Chciał sprawdzić przede wszystkim, czy jest tutaj przejście do dalszej części tunelu, czy na tej jaskini się on kończy. Ponadto postanowił zanurkować, gdyż miał wrażenie, że dno będzie pełne niespodzianek. Nora została na brzegu razem z Arturem.

Funeris Venatio:
Przy czym owe jezioro przez dobre kilkadziesiąt metrów nie było głębsze niż półtorej metra, więc na dobrą sprawę Szarlej mógł brnąć, nie musiał płynąć, chociaż zapewne było to wygodniejsze rozwiązanie. Im dalej jednak płynął/szedł, tym mniej światła do niego docierało z pochodni trzymanej przez Artura. Kanclerz przebył jakieś siedemdziesiąt, może osiemdziesiąt metrów, gdy dopiero stracił grunt pod nogami. I stracił go raczej gwałtownie i niespodziewanie. Kilka chwil później, gdy odzyskał rezon, coś chlusnęło za nim, robiąc kilka wyczuwalnych fal na wodzie, a następnie coś musnęło go po łydkach.

Szarleǰ:
Gdy poczuł ten zły dotyk tajemniczego, podwodnego żyjątka przeszył go dreszcz. Wciąż miał jednak nadzieję, że to może tylko jakaś bogu ducha winna rybka. Tak, czy siak skonstatował, że najlepiej będzie odzyskać grunt pod nogami. Wgramolił się więc czym prędzej na płyciznę, po której jeszcze przed chwilą szedł. Szybko się zorientował, że pakowanie się tutaj samemu nie było dobrym pomysłem. Dobył miecza i dał znak Arturowi by zbliżył się z pochodnią, bo rzeczywiście potrzebował trochę więcej światła. Najprawdopodobniej nie byli tutaj sami, lepszym rozwiązaniem było zatem trzymanie się blisko siebie. Sam również cofnął się kilka kroków w kierunku rycerza, by szybciej pokonać dzielący ich dystans.

Funeris Venatio:
Pochodnia zaczęła się przybliżać. Artur nie był paladynem, nie został obdarzony przez Zartata darem magii, nie mógł więc niestety przywołać magicznej kuli światła, która wspomogłaby ich znacznie bardziej, niż w przypadku pojedynczej pochodni. W miarę zbliżania się rycerza, niezidentyfikowane coś ponownie otarło się o nogę Szarleja, tym razem znacznie mocniej i bardziej żywiołowo. Kanclerz poczuł, że owe coś jest raczej sporawe, mięsiste i relatywnie twarde, chociaż niekoniecznie sztywne. Wreszcie Artur dotarł do Szarleja i zapytał, co też ten odkrył.

Szarleǰ:
- Coś tu... pływa - szepnął niepewnym tonem. Nie miał zielonego pojęcia czego się spodziewać, jednak intuicja podpowiadała, że nie jest to coś, z czego obecności mogliby się cieszyć. Rozważał nawet przez chwilę, czy nie lepiej byłoby wrócić do wyjścia i zlecić zbadanie tych tuneli komuś innemu, uznał jednak, że na tym etapie byłoby to bezsensowne. Mimo to zdawał sobie sprawę, że sterczenie w wodzie nie przyniesie im nic dobrego.

Dłoń zaciśnięta na rękojeści spociła się, a on sam zaczął się trochę denerwować. Było zimno, a on stał po pas w wodzie, mając świadomość, że lada moment podwodne coś może go zaatakować, a on nie będzie się w stanie nawet obronić. To nie to samo, co walka na ubitym gruncie, twarzą w twarz z przeciwnikiem. Krótki urywany oddech wydobywał się z jego piersi tworząc widoczne obłoczki pary, a każdy, nawet najmniejszy ruch, odgłos, bądź słowo odbijało się echem, tworząc w jaskini bardzo nieprzyjemną, złowrogą atmosferę.

Niemniej, kanclerz nie zatracił umiejętności zimnej kalkulacji. Teraz, mając lepsze światło mógł rozejrzeć się po wnętrzu jaskini. Zaczął się zatem gorączkowo rozglądać w nadziei, że może wcześniej coś przeoczył, coś mu umknęło. Liczył, że może uda mu się dostrzec jakąś okrężną drogę, która nie kazałaby się im moczyć w podziemnym jeziorze, które jak zdążył się przekonać, stanowiło dla nich potencjalne zagrożenie - a zagrożeń lepiej unikać. Wodził więc wzrokiem dokoła, starając się dostrzec cokolwiek, co mogłoby się okazać pomocne. Jednocześnie powoli wycofywał się w stronę brzegu, dając znak Arturowi, by zrobił podobnie. Fakt, że rycerz mógł uznać to za akt niezdecydowania, co po części było prawdą. Jednakże wiedział, że jeśli to jeszcze w ogóle możliwe, to lepiej byłoby uniknąć starcia z tym czymś w jego naturalnym środowisku.

Wciąż pokładał również wiarę w Norze, która wciąż cierpliwie czekała przy brzegu. A nuż coś wywęszy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej