Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pewnej mroźnej nocy
Funeris Venatio:
Szarlej czuł, że wewnątrz panuje nieznacznie inne ciśnienie. Im bardziej zbliżał rękę, tym wrażenie było mocniejsze. Jakby za tym obłokiem było coś zupełnie innego niż to pomieszczenie.
- I co? - zapytał Artur.
Szarleǰ:
- Ciekawe... - mruknął pod nosem Szarlej. - Myślę - podjął - że to jest jakieś przejście.
Po tych słowach zaprosił Artura gestem, by sam się przekonał.
Funeris Venatio:
Artur postąpił krok do przodu, stanął obok Szarleja. Przez pewną chwilę przypatrywał się obłokowi, nie wiedząc nawet co z tym wszystkim począć. Wreszcie przekonał sam siebie, że przecież dużo gorzej być nie może i ostrożnie zbliżył dłoń. Wyczuł to samo co mężczyzna obok, nie mając pojęcia jak interpretować to doświadczenie. Mniej więcej wtedy Nora przedreptała między nimi, roztrącając kanclerza i rycerza w ten sposób, że Artur wpadł mocniej w obłok gazu. No i, no cóż, zniknął. Został wessany do środka, w całości, nawet nie zdążył krzyknąć. Mleczna poświata rozpłynęła się w tej samej chwili, zostawiając na powrót gołą ścianę.
Szarleǰ:
Stał z rozdziawionymi ustami przez kilka kolejnych minut. Jego brwi zawędrowały tak wysoko na czoło, jak jeszcze nigdy wcześniej, a w sali unosił się jedynie nieznośny odgłos krótkiego, urywanego posapywania Nory. Doszło do niego, że jeszcze nigdy nie miał takiej ochoty, by uderzyć własne zwierze, a ta myśl z każdą minutą rosła w jego głowie i wzbierała w nim coraz większą falę niebezpiecznych emocji.
Starał się oddychać głęboko. ÂŻe to pomaga, coś tam, że uspokaja. Tak słyszał. Po jakimś czasie udało mu się opanować i pomimo tego całego gniewu i irytacji, płonących w nim żywym ogniem, postanowił, że trzeba przedsięwziąć jakieś kroki. Od razu uznał ten pomysł za śmieszny, bo jedynym możliwym krokiem było oczywiście wejście w któryś z tych, jak sam je nazywał, "pierdolonych obłoczków". Poczekał jeszcze moment, jednak Artur nie pojawił się z powrotem. Oczywiście kanlcerz się tego wcale nie spodziewał, chciał jedynie odłożyć moment wejścia w tajemniczą chmurę, więc tłumaczył się w ten sposób przed Norą, która gapiła się teraz na niego z wywalonym jęzorem i chyba również oczekiwała, że wreszcie gdzieś się ruszą.
W końcu złapał Norę w objęcia, zupełnie tak samo jak wtedy, gdy skakał do dziury i wszedł do obłoku.
//W ten po prawej stronie bliski
Funeris Venatio:
//Przypominam, że cały czas masz jeszcze tę monetę. Podam Ci jej statystyki, to sobie dodasz do eq.
Nazwa: Dziwna ciężka moneta
Opis: Dziwna ciężka moneta. Wyglądała na srebro, ale to nie jest srebro. ÂŚrednicy połowy dużego ludzkiego kciuka, na awersie i rewersie ma wyrytą zakapturzoną postać.
Szarlej w jednej chwili znalazł się w innym miejscu. Nie czuł nic konkretnego, żadnych perturbacji, niespodziewanych skoków ciśnienia czy napięcia - po prostu przeszedł, zniknął i pojawił się gdzieś indziej. Gdzie, to już sprawa godna porządnej dyskusji. Jedni by powiedzieli, że to przybytek wątpliwej rozkoszy, drudzy nazwaliby go po prostu burdelem. Jeszcze inni wskazywaliby na jego praktyczne zastosowanie, temperowanie nastrojów społecznych i dobre źródło informacji wywiadowczych. Znaleźliby się tacy, którzy by bronili go własną piersią, ewentualnie piersią pracownicy. W każdym razie Szarlej znalazł się w zamtuzie. Można to było poznać po skąpo ubranych kobietach w rozpiętych koszulach, z atrybutami na wierzchu, niektóre z gołymi pośladkami, czerwonymi od klapsów i uderzeń. Co rusz ktoś wchodził i wychodził, lecz pojawienie się człowieka z wielkim psem na rękach wywołało małą konsternację. Przycichły rozmowy tych, którzy zajście widzieli.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej