Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kruków krakanie
Silion aep Mor:
//Opisz mi dokładnie teren wokół mnie, czy moge się gdzieś ukryć itd.
To co się stało nie docierało do krasnoluda, leżał na ziemi zrzucony z konia. Przymroczony, widział mgłę która szybko się rozmywała. Cały obolały leżał na ziemi, było mu duszno. Nie ogarniał też zbytnio sytuacji, słyszał tylko za sobą stukot kopyt. Nie ważac na ból w okolicy żeber, gdy przeciwnik już był jakieś 3 sekundy drogi od niego, przeturlał się najszybciej jak mógł w bok schodząc z drogi rozpędzonemu jeźdźcy. Co jak co ale takie uderzenie mogło się skończyć śmiercią a tego mężczyzna nie planował. Tak więc gdy już się przeturlał na bezpieczną odległość, schodząc tym samym z drogi wroga, gdy ten go minął z buzdyganem w prawej ręce (odturlałem się tak że jestem po stronie lewej ręki wroga, czyli że nie walnie mnie bronia) sięgnął po leżącą obok załadowaną kusze. Z trudem lecz stosunkowo szybko stanął na obolałych nogach. Obraz był już w miare jasny i klarowny, dyszał, obserwując jeźdźca by w odpowiednim momencie odskoczyć w bok i zastrzelić wojownika, szukał także jakiejś kryjówki.
//Naprawde, nic innego niż turlanie nie da się zrobić w tej sytuacji. Mam nadzieje że nie chcesz mnie jednak uśmiercić.
Funeris Venatio:
Trakt wokół Siliona nie wyróżniał się niczym szczególnym wobec innych traktów, które można było spotkać w okolicy. Na przestrzał biegł gościniec, ujeżdżony, udeptany, mogący pomieścić mijające się dwie wozy, bądź kilku konnych z oddziału jadących strzemię w strzemię. Dalej, na prawo i lewo od drogi, minimalnie niżej jej poziomu, dwadzieścia, może trzydzieści centymetrów, znajdowała się polana. Rosły tam krzaki, trawa, pokrzywy, łopian, oset, pojedyncze drzewa. Gdzieś tam w oddali majaczył niewielki lasek, w odległości kilku kilometrów znajdował się też pewnie jakiś strumień. ÂŻadnych ludzkich osad, szałasów, zabudowań. Pustka.
Konny nacierający na Silion nie przestrzelił, nie pognał dalej, gdyż nie tak chciał zrobić. W końcu, jakby nie patrzeć, biegnący koń raczej sam z siebie nie nadepnie na nic, gdyż może złamać sobie pęciny, a to w prostej linii oznacza jego śmierć. Dlatego podkłusowawszy, jeździec zmusił swojego rączego karego ogiera, by ten przednimi kopytami zleciał na krasnoluda. Ten jednak w porę się odtoczył, gdyż tylko na tyle pozwalały mu odniesione obrażenia. Ból uderzył go z niezwykłą siła, odebrał zdolność postrzegania, na powrót zamroczył. Silion wstał na nogi i ujrzał przed sobą koński brzuch. Jeździec z racji tego, że nie musiał pokonywać siły bezwładności pędzącego wierzchowca, szybko nim wykręcił, szturchnął ostrogami i naparł ponownie. Krasnolud miał go przed sobą, jakieś pięć metrów. Musiał podjąć szybką akcję. Miał w ręku kuszę, więc nie był bezbronny. Ale koński brzuch przysłaniał mu już całe pole widzenia.
Silion aep Mor:
Zemsta... Tylko tego teraz pragnę... Odwdzięcze ci się tym samym gnoju. - takie oto myśli przeleciały przez głowe krasnoluda. Sytuacja była bardzo poważna, ostatnią szanse trzeba było wykorzystać jak należy. Trzeba uratować swój tyłek, pokonać bandyte i wrócić do ciepłego domu. No, wpierw do szpitala by go poskładali ale teraz to nie ważne. 5m przed nim był i pędził ten czarny oprawca, nie można było czekać, uniósł kuszę w góre celując w łeb konia, zajęło mu to może z 1,5-2 sekundy. Wycelował, wróg już był w odległości 3m. Wcisnął spust i szybko odskoczył w bok, jak najdalej się dało przy zachowaniu równowagi, lądując na ugiętych nogach by zejść z drogi konia. Bełt poszybował przed siebie i przebił się przez głowe konia niczym przez kostke masła. Uszkodził mózg co wystarczyło by koń zmarł. Krasnolud można rzec że w ostatniej chwili odskoczył na ubocze z drogi bo trafione bełtem w czaszke zwierze po kilku metrach nagle runęło martwe przed siebie na ziemie, zrzucając z siodła zdezorientowanego bandziora. Silion na nic nie czekał. Podbiegł do leżącego na brzuchu faceta pokonując tą niewielką, dzielącą ich odległość 3m, w biegu biorąc do wolnej ręki nóż ze szkła Ilusmirskiego (tylko w jednej ręce mam kusze więc do drugiej biore "Mroźny oddech", nóż - szkło Ilusmirskie). Zanim czarny zdążył podnieść swe zakute w stal, (częściowo krępującą ruchy) cielsko z ziemi a leżał wyciągnięty jak długi, z rękami wyciągniętymi przed siebie, krasnolud jedną nogą stanął na ramieniu faceta by ten go nie walnął trzymaną w tej ręce bronią, drugą nogą przycisnął jego głowę bokiem do ziemi i z oporem przebijając się przez hełm, zatopił ostrze noża w czaszce wroga. Oczywiście wbijał obok swej stopy, nie chciał się zranić. Bandyta nie miał szans tego przeżyć, no poprostu nie miał szans. Zresztą, nawet jak miał szanse to Silion nie chciał mu takowej dać. Odbiegł od potencjalnego trupa jednocześnie cichutko zawołał swego konia po imieniu. Zawiesił kusze u pasa, nóż na korpus. Podniósł z ziemi drugą kusze i z ogromnym trudem wgramolił się na swego ogiera. Krasnolud oddalił się od wroga na bezpieczną odległość tak około 15m, przeładował kusze i dla pewności strzelił jeszcze z niej w głowe wroga, nigdy się nie ma pewności czy się wroga zabiło. Postanowił uciekać. Widząc do której bramy pokierowali się bandyci on pognał traktem do drugiej bramy, tej od strony morza. Bynajmniej do innej bramy niż ci bandziorzy. Podczas jazdy ładował kusze, najpierw jedną, później drugą, lecz tylko jedną na raz trzymał w ręku. Podczas jazdy, po załadowaniu wyjął z juków konia dużą miksture leczniczą i wypił. Może, pomoże na krwotok. - pomyślał i w drodze do bezpiecznego miasta zaczął obserwować okolice mając nadzieje że nie natknie się na więcej łotrów. Wiedział że musi pokonać około godzinę drogi a obolałe żebra dawały znać gdy tylko koń podskakiwał na kamienistym, pokrytym śniegiem trakcie. Nie miał innego wyjścia jak tylko zachować czujność i modlić się do Zartata by ten miał go dzisiaj pod opieką, by kruk mógł cały i prawie zdrowy wrócić do domu.
//Tracę z juków konia: 1xMikstura leczenia ran (0,5l)
//Tak dla ścisłości, strzelił po czym odskoczył od razu, koń był jeszcze dobre ok. 1,5m od niego. :)
//Tak więc może skończymy jak uciekne do Atusel? W tym stanie nie jestem zdolny walczyć i nie chce bardziej ryzykować... Najwyżej podsumujesz mnie z tego co do tej pory napisałem.
Funeris Venatio:
//Celowałeś 1,5-2 sekundy, sam to sprecyzowałeś. Galopujący koń, średnio, pokonuje 7-9 m/s. Nie odpełzłeś od niego na 20 metrów, Silionie. On był "kilka" metrów od Ciebie.
Silion zestrzelił konia pod jeźdźcem, jednak nie dał rady już uskoczyć. Bełt przebił czaszkę zwierzęcia, uszkodził jego centralny układ nerwowy i w jednej chwili doprowadził do śmierci. Nogi załamały się pod wierzchowcem w chwili, gdy ten uderzał w krasnoluda. Krępy i krzepki Kruk dostał w pierś nadpięstkami i końską piersią, runął znowu jak długi uderzony niby taranem. Siliona aż obróciło, wywinął w powietrzu pełen piruet i grzmotnął o zbierający się na gościńcu śnieg. Już niemalże cały biały, twardy jak skała, zaczął czerwienić się od krasnoludzkiej krwi. Cała głowa eksplodowała bólem, nadal krwawiła, a jedno oko zaszło mgłą, momentalnie puchnąc i przysłaniając zakres widzenia. Minęło kilka dobrych sekund nim Silion poruszył się i otworzył drugie oko. Ujrzał martwego konia, a pod nim przygniecionego i unieruchomionego jeźdźca, który stękał i złorzeczył, klnąc przy tym niemiłosiernie. W oczywisty sposób nie mógł się uwolnić, koński brzuch zmiażdżył mu nogę, rozerwał przy okazji arterie i doprowadzał do wykrwawienia. Nieszczęśnikowi pozostały może ze dwie minuty życia.
//Twoje rany: posiadasz średnią ranę ciętą na głowie, z tyłu tejże, do tego średnie stłuczenie na żebrach, do tego niektóre żebra są złamane.
Twoja akcja nie została niestety doprowadzona do końca, nie jedziesz więc w stronę Atusel. Ale tak przy okazji: o jakich ty bramach mówiłeś? Widziałeś, że do jakiej bramy oni jechali? I która to jest ta druga brama?
Silion aep Mor:
Nie no, to był najgorszy dzień w jego życiu, cały poobijany, potłuczony, spuchnięty i nawet ze złamaniami. Zaplanowana w głowie akcja nie powiodła się, konik był zbyt szybki. Krasnolud zdążył go tylko zastrzelić lecz swojego tyłka już nie obronił. Zakręcił w powietrzu piruet by uderzyć głową w twardy niczym skała lód. Krew pociekła, oczy spuchły. Kilka sekund leżał widząc ciemność lecz w końcu, po wielu trudach udało się przejrzeć na oczy. Spojrzał zamglonym wzrokiem na to co się stało i szczerze mówiąc ucieszył się w duchu bo wiedział że ten osobnik już mu nie zrobi krzywdy. Bandzior wykrwawiał się przywalony cielskiem jego własnego wierzchowca. Karzełek wstał z ziemi i podszedł do swego konia. Wyjął z juków miksture leczenia ran i wypił. Pustą butelke wrzucił do juku. Ten eliksir zaraz powinien załagodzić krwawienie z rany na głowie oraz stłuczenie. Wziął z ziemi swe kusze. Wskoczył na konia i zaczął ładować jedną z nich w tym samym czasie mówiąc do bandziora. - Kim wy do cholery jesteście i dlaczego uciekacie lub raczej dlaczego się gonicie? Czego szukacie na tych ziemiach? Mów przynajmniej szybciej umrzesz.... - rzekł, wysłuchał ewentualnej odpowiedzi i skończył ładować jedną z kusz. Pozostała jeszcze jedna. Szczerze mówiąc to te informacje nie były mu potrzebne bo on teraz chciał tylko pojechać do szpitala w Atusel a potem do domciu. Wyjątkowy pech sprzyjał dziś temu krasnoludowi.
//Trace: 1xMikstura leczenia ran (0,5l) (pozostaje: 1xMikstura leczenia ran (0,5l))
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej