Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kruków krakanie
Silion aep Mor:
Nazwa wyprawy: Kruków krakanie
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Zasady do uczestnictwa w wyprawie: bycie Silionem
Uczestnicy wyprawy: Silion aep Mor
Mężczyzna jechał przed siebie północnymi drogami prowadzącymi od Atusel. Droga trwała już z godzine, było kilka godzin po południu, słońce słabo świeciło, śnieg sypał w twarz. Hemis całą parą jak to mówią. Zimny wiatr smagał jeźdźca i konia poganiając ich by przypadkiem nie zechcieli przysnąć. Wciągnął żeśkie powietrze w płuca i pogonił wierzchowca.
Funeris Venatio:
ÂŚnieg wcale tak mocno nie dawał, jak się Silionowi z pierwszej chwili wydawało. Fakt, prószył drobnymi płatkami, lepił się do drogi i do podróżującego, ale nie utrudniał w znacznym stopniu podróży. Ziemia była zmrożona, trawa i krzaki jeszcze się gdzieniegdzie zieleniły, chociaż powolutku zaczynały pokrywać się białym kożuszkiem. Gęste chmury zasnuwały niebo, ciągnęły od strony Atusel, jakby z południowego-wschodu. Obecność morza o kilkanaście kilometrów na wschód dawało jeszcze o sobie znać. Silion już od jakiegoś czasu nie minął żadnego wędrowca, więc zdziwił się, gdy z naprzeciwka usłyszał tętent kopyt i ujrzał kilku cwałujących jeźdźców. Gnali ile pozwalały im wierzchowce, nie szczędzili koni ni samych siebie. Byli co prawda dopiero na granicy rozróżniania wszelkich szczegółów, lecz dało się na pewno pomiarkować, że odziani byli na czerwono i było ich czterech. W rękach dzierżyli jakieś przedmioty, możliwe że broń.
Silion aep Mor:
Mężczyzna podziwiał zimowe widoki. Biała od śniegu, zmrożona ziemia pięknie komponowała się z częściowo zasłoniętym wielkimi chmurami niebem. Ponadto ta biel miała swoje ukryte piękno, ktoś kto część życia spędził w górach potrafił to docenić. Koń gnał przed siebie rytmicznie uderzając kopytami o podłoże. Gnali pewnie, podróż przebiegała spokojnie do czasu. Na horyzoncie zjawiły się kontury jakichś postaci, z pewnością byli to jeźdźcy którzy zmierzali w stronę krasnoluda. Pytanie, tylko w jakim celu. Kształty były rozmazane a śnieg złośliwie pruszący z ukosu w oczy nie ułatwiał dostrzegania szczegółów. - Spokojnie mój drogi towarzyszu. - poklepał konia po szyi. Zwolnił troszkę by zdjąć z pleców topór. Położył go na koniu przed sobą i przytrzymywał jedną ręką by nie spadł mu. Drugą ręką trzymał lejce. Pogonił konia przed siebie by dojrzeć więcej, jednocześnie zachowując czujność. Odziani w czerwień jeźdźcy, z czymś na kształt broni w rękach. Kłusownicy, bandyci czy inne badziewie?
Funeris Venatio:
Gnanie konia w czymś szybszym niż stęp było ryzykowane na śliskiej od śniegu powierzchni. Jeźdźcy zbliżali się szybko, rośli w oczach i już po chwili Silion dostrzegł, że tak naprawdę było ich tylko trzech, a jednym koniem był luzak, gnający razem z grupą przed siebie, nie szczędzący niczego. Trójka miała wzniesione miecze, popędzali nimi swoje wierzchowce, okładając je po zadach i starając się wycisnąć jeszcze ostatnie krople siły. Konie toczyły już pianę z pysków, a jeźdźcy toczyli krew. Ich czerwone tuniki tak naprawdę nie były czerwone, tylko ubrudzone krwią. Trudno było określić czy cała należała do nich, ale na pewno jakaś część, gdyż w kulbakach nie trzymali się mimo wszytko zbyt pewnie. Jeden, ten najbardziej z prawej strony Siliona, leciał wyraźnie, zataczając się nieco na swoją lewą. Gdzieś tam z tyłu, nieco dalej niż oni sami, zza zakrętu, wypadło kilku następnych. Gnali razem z nimi, albo za nimi. W tej chwili trudno było określić. Silion znajdował się już kilkaset metrów od nich, może sześćset, może siedemset. Tych pierwszych widział już wyraźnie, dopadną do niego za kilkanaście sekund, może minimalnie dłużej.
Silion aep Mor:
Jechał przed siebie nie przyspieszając zbytnio gdyż takie zachowanie mogłoby sprawić że koń wpadnie w poślizg co raczej było nie porządane w tej chwili. Samotny krasnoludzki jeździec gnał "na łebka", prosto na grupę wściekłych, okrutnych jeźdźców. Tak więc to co dojrzał wkurzyło go nieźle, był krukiem a nie obrońcą zwierząt z konkordatu lecz mimo tego miał swoje uczucia i przekonania. Nie mógł się godzić na takie traktowanie zwierząt, co to, to nie. Zblizał się do nich. Ogółem oni byli ohydni, cali upaprani krwią, tnąc konie mieczami po zadach poganiali je przed siebie, zero sumienia. ÂŻeby was tak ktoś pogonił albo żebyście tak wpadli w poślizg... Zaraz sobie pogadamy, lub nie.
Trzech jeźdźców z czwartym, pustym koniem uciekali przed inną bandą lub poprostu ich wyprzedzali. No kto wie o co tutaj chodzi. Odłożył topór na plecy i załadowal jedną kusze, później drugą, obie jednoręczne. Postanowił zajechać im droge. Skręcił koniem w bok i zatrzymał się w poprzek traktu. - Co tutaj się odwala na moich ziemiach? Zatrzymać się i gadać bo wytłuke jak psy. - krzyknął mierząc w mężczyzn z kusz.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej