Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (8/29) > >>

Evening Antarii:
-Gdy już zostanę obdarzona skrzydłami wzlecę tak wysoko, jak tylko się da, by choć na chwilę znaleźć się bliżej tych gwiazd- westchnęła. -To potężna siła, aż trudno uwierzyć że to wszystko jest w ciągłym ruchu- a potem szybko zacisnęła powieki gdyż marzenie było wyjątkowe i ważne. I gdyby jego spełnienie zależało od tej gwiazdy... Eve musiałaby cały swój los powierzyć właśnie jej. -Ciekawe gdzie spadła- powiedziała całkiem serio.

Canis:
- I moje marzenie się spełniło. - Powiedział z uśmiechem patrząc na Eve zamykającą oczy, po czym z powrotem spojrzał na gwiazdy. Westchnął głęboko i mówił dalej. - Kiedyś słyszałem piękne bajki o tym, czym są te "świecące" punkty na niebie. Kolega mówił, że to świetliki, przyklejone do "tego granatowego czegoś" miał na myśli jakąś płachtę wokół ograniczającą świat... Ojciec z kolei mówił, że tam na niebie patrzą na nas przodkowie wielkich królów i wodzów, którzy w każdej chwili w nocy, czekają by pomóc utrapionym w ich trudach. Zaś włóczęga mówił, że to zawieszone w przestrzeni kule gazowe, które świecą dzięki tym gazom. I niestety ten ostatni miał najwięcej racji w tym co mówił... - Coś czuł, ze taką pogadanką uśpi Eve, ale no niestety nie umiał inaczej opowiadać tylko tak zdeczka nudnie! - Jednak w każdej z tych bajek jest odrobina prawdy, gdzieś tam są wodzowie i królowie, gdzieś tam jest każda dusza zmarłego... które mogą być dla nas inspiracją w chwili refleksji... - Właściwie to tylko my się ruszamy, niebo się nie rusza... znaczy gdy spojrzysz na te gwiazdy, one co noc w tej samej godzinie są w tym samym miejscu i ułożeniu... to my się obracamy, ale one raczej nie zmieniają położenia, a przynajmniej nie tak byśmy zauważali... ja nie zauważam przynajmniej o! - Ale pytanie gdzie spadła zbiła go z tropu. - Prawdopodobnie nigdzie. Drobina materii kosmicznej spaliła się w powietrzu i rozsypała w drobiny... gdyby było to coś dużego, przecinającego nasze powietrze słyszeliśmy byśmy wielki huk... Jednak marzenia się spełniają, moje już się spełniło... Właśnie! Jakie miałaś marzenie? jakie wypowiedziałaś? - Zapytał z ciekawości, jednak szybko oprzytomniał. - Jeżeli nie chcesz nie mów... Niektórzy mówią, że to pecha przynosi... Może lepiej nie zapeszać. - dodał z uśmiechem dalej doglądając gwiazd.

Evening Antarii:
-Królowie i wodzowie, którzy pomagają nam w trudach życia? Phi, to dopiero bajeczka! Gdyby "przeszkadzali" prędzej bym uwierzyła. Kula gazowe brzmią dziwnie... Przecież gaz leci zawsze do góry i niknie gdzieś w powietrzu. Jak niby utrzymać taki gaz razem? Bez sensu- komentowała te wszystkie teorie. -ÂŚwietliki wydają się najbardziej prawdopodobne! Albo to mieszkanie bogów, żeby wszystko mieli pod kontrolą i doglądali ziemi, choć i tak słabo im to wychodzi- dodała jeszcze. -Mnie opowiadano o miejscu gdzie ziemia styka się z niebem, a słońce wpada tam do wody by wynurzyć się o poranku. I tak jest od początków świata. Jednak nikt nigdy jeszcze tam nie dotarł. Dziwne, prawda- uśmiechnęła się. -Jak to spaliła się!?- Eve wielce zdumiona uniosła jedną brew.-Założę się że spadła w Ardenos! Na którąś z plaż. Gwiazdy płoną cały czas, niemożliwe żeby ktoś mógł spalić gwiazdę...- tłumaczyła  wielce oburzona. -Marzenia ci nie powiem! Masz rację, to przynosi pecha.

Canis:
- No... ale gwiazdy nie spadają... To była tylko jakaś asteroida, pył, kamień kosmiczny, który przebił się blisko naszej planety i zaczął płonąć w obliczu naszej atmosfery... - Mówił lekko zmieszany. - Te wszystkie gwiazdy na niebie to swoiste bańki wypełnione energią, właśnie tym "gazem", który w odpowiedniej ilości, odpowiednio ściśnięty świeci a dzieje się to dlatego, że tam, w tej bezkresnej granatowej przestrzeni jest inna atmosfera niż tu. Tam wśród tych milionów gwiazd są takie planety jak nasz Marant, podobnej, ale też innej wielkości. Ten Panteon Bogów, gdzie są kaplice naszych bogów, niegdyś służył do podróży w odległe zakątki galaktyki, do przemierzania innych światów poprzez lot w tej przestrzeni o tam... Gdyby przyjrzeć się niebu, dojrzysz, że wszystkie gwiazdy stoją nieruchomo, zaś my się obracamy, tak jak i księżyce się obracają i na dodatek krążą po dziwnej trasie po tej przestrzeni, ale same gwiazdy w galaktykach to się nie ruszają od tak... Znaczy pewnie i ruszają, ale tego to nie widzi się za bardzo... Ja przynajmniej nie widzę, może ten dracon by więcej mógł powiedzieć... - Mówił lekko zszokowany, ale uśmiechnięty i radosny. - Nie wiem czy słyszałaś kiedyś o innym wymiarze... albo o Trinrilecie... do którego portal tak swoją drogą leży w prastarych chramie na twoich ziemiach. Te portale do tych miejsc własnie przenoszą w pobliże tych innych gwiazd, tam tętni życie draconów, trinriletańczyków i innych, których jeszcze nie poznaliśmy. słońce to taka sama gwiazda jak te wszystkie które widzimy tu i teraz... tylko, że jest znacznie bliżej i tez stoi nie ruchomo w  stosunku do tych o gwiazd tam, bo my też widzimy tylko skrawek tej przestrzeni a ona i tak biegnie dalej do innych gwiazd, które są byt drobne, byśmy je mogli dojrzeć naszymi oczyma... A nasza planeta to nie jest talerz... a wielka kula, która krąży wokół słońca na dodatek obracając się jeszcze wokół niczym baletnica. wody opływają ziemie i nigdzie słońce nie upada w taflę wody... - Mówił z zasmuconą miną, że psuje tak przyjemne domniemywania. - Gwiazdy nie spadają... i nie płoną wiecznie. Niektóre gwiazdy znikają, wypalają się i giną, zaś inne wybuchają. To co my widzimy na niebie i nazywamy spadającymi gwiazdami to tylko meteoryty, komety, czy drobiny materii, które spalają się w pobliżu naszej planety... oczywiście gdzieś lądują ale nie takie jak widzimy je w czasie lotu...

- Jednak to wszystko nie zmienia tego jak jest pięknie i jak można marzyć o tym co tam jest... Wiele razy wyobrażałem sobie światy pełne zabawnych futrzanych stworzonek hasających to tu i tam, inne zaś pełne krwiożerczych i morderczych istnień, kolejne zaś z ludźmi takimi jak my, którzy również co noc spoglądają w tę otchłań i być może spoglądamy na te same gwiazdy ale siebie nie dostrzegamy....

Evening Antarii:
Eve przysłuchiwała się naukowemu wywodowi, który dość jej się podobał, choć brzmiał tak nieprawdopodobnie. Przynajmniej dla niej. Salazar sprawiał wrażenie, że dobrze zna temat a kosmos nie ma dla niego tajemnic. Nie dość, że opowieści z jej dzieciństwa uznał za wyssane z palca, to mówił o tym wszystkim, o gwiazdach jak słońce, że one wcale nie spadają, jakby to było najoczywistszą oczywistością na świecie.
-To bardzo mądre, co mówisz- podsumowała. Nie wiedziała co jeszcze powiedzieć, na razie musiała to do siebie przyjąć że spadające gwiazdy to zwykłe płonące w powietrzu odłamki. A to, że Marant nie jest "jak talerz" kompletnie dziewczynę zszokowało. -Ale że Marant jest kulą!?... Dziwne.
Lecz Evening coraz bardziej czuła zmęczenie dzisiejszym dniem. Ziewnęła przeciągle przykładając dłoń do ust.-Myślę, że Marant z kosmosu wyglądałby pięknie...- chciała jeszcze dodać "dobranoc", ale nie zdążyła. Oczy były zbyt ciężkie, a uczucie senności zbyt silne. Edgar położył łeb na jej nogach przykrytych grubą warstwą futer, a swoje dupsko wcisnął gdzieś tam obok Mai. Psiko spało, lecz snem czujnym, zwierzęcym. Mieli czas do północy by nabrać sił...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej