Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (7/29) > >>

Canis:
- Huh... - Burknął tylko niosąc czym prędzej znalezione gałązki, aby było co dołożyć do ognia. Przyjął futrzany koc i rozłożył derkę przy ognisku siadając. przyjął kilka sucharów w formie dokładniej czterech i kilka pasów solonego mięsa. Układając na sucharkach i składając je "w kupę" zrobił sobie sucharkowe kanapki z solonym mięsem!

- Tak... smacznego! - Odparł z uśmiechem gryząc sucharki i dalej słuchając Grunaldiego.

Maja widząc plastry mięsa zerwała się z kupki śniegu i pędem co sił w nogach dotarła do Salazara. Ciężko dysząc zaczęła sapać prychać kłaść łapę na nogi próbując wygryźć mu z rak sucharki z mięsem! I znowu się zaczyna... Pomyślał wspominając w głowie jak wiele razy Maya żebrała o każdy nawet najmniejszy okruch jedzenia. Już wiedział, ze póki będzie jadł spokoju miał nie będzie. Spokojnie zagryzał sucharki z mięsem trzymając drugą ręką Maye na odległość, żeby mu czasem nie wydarła z rąk, była nawet do tego zdolna, takie panowało w niej pożądanie jedzenia. Gdy jednak z czterech sucharków została ostatnia połówka kanapki, łamiąc sucharki na mniejsze kawałki i rozdzierając plastry wędzonego mięsa, podał je Maji, by coś też zjadła. Gdy zauważyła, że w rękach nic jej pan nie ma, to jakby nigdy nic położyła się obok i kładąc bokiem do ognia obracała oczkami rozglądając się po osobach w pobliżu. Ah te rozbiegane oczka... Już coś knuje skubana... Pomyślał patrząc na niż z zaciekawieniem, jednak bardzo szybko zrozumiał o co chodzi, pić się chce. Suszone solone mięso jest słone a sól... wysusza. Sucharki też suche! Salazar wziął kubek i podstawił pod garnuszek przekrzywiając go na zawieszeniu, by wlać do kubka. Mając już Trunek wrócił na miejsce i usiadł. Popił dwa-trzy łyki wypłukując tym samym smak soli i suchotę z ust. Gdy zobaczył, że zostało około połowy kubka, postawił przed mają dając jej możliwość napicia się ciepłej wody, by nie musiała zajadać się śniegiem... Liczył, że go nie będą ganić za "rozdawanie" zwierzęciu jedzenia.

- Jak mówisz tak będzie... Tylko tak czasem sprawdźcie czy nie zamarzaliśmy. Mamy swoje chodzące czworonożne gorące piecyki, płaszcze i skorzystamy ze skór, ale różnie to bywa. Mnie mamusia uczyła, ze jak zimno jest, ze skóra się trzęsie to lepiej nie zasypiać bo się człowiek może nie zbudzić...

Evening Antarii:
- He he he, spokojna głowa! Nie damy wam zamarznąć. Najwyzej palce u nóg nieco poodmrażacie!- i Grunaldi zaczął się strasznie śmiać, że jego głos niósł się po lesie, aż Edgar się zbudził.
Zaś Eve zatrzymała kawałek mięsa w drodze do ust, bo przeraziła się tym żartem mężczyzny.
-O niee, nie mam zamiaru niczego sobie odmrażać- rzekła wystraszona.
- Oj, mrozu straszliwego nie ma. My to uznajemy za "chłodno". Kilka stopni na minusie jest, ze trzy, max cztery ha ha. Nie ma powodu do obaw! Tylko dobrze się owińcie tymi futrami a nic wam się nie stanie.
-Mam nadzieję- powiedziała już nieco uspokojona. Pocieszała się tym, że może chociaż Edgar ogrzeje jej nogi, jeśli tylko psisko zdoła się tam zmieścić. Dłonie miała o dziwo ciepłe, a to wszystko dzięki ciepłej wodzie i pożywieniu.
- Może nie była to kolacja w najlepszej Efehidońskiej restauracji, ale północ nie rozpieszcza. Idźcie się wyspać- powiedział Klemens. Pięć godzin snu to i tak dużo w tych warunkach. Zapewne będzie trudno zasnąć, a noc będzie niespokojna, głównie przez te opowieści o potworach... Między skałami niosą się różne odgłosy, góry żyją własnym życiem.
-Miłej warty, panie Grunaldi- powiedziała Eve, a potem poszła przyszykować sobie w miarę wygodne miejsce do spania. Miejsca na wozie istotnie było dużo. Dwie osoby zmieszczą się na nim bez problemów i jeszcze zostanie zapas miejsca. Na taru na przykład!

Canis:
- Lepsza kolacja niż jadam z swojej zatęchłej efehidońskiej ruinie, zapewniam. - Odparł z uśmiechem na twarzy. Ukląkł przed wyłożonym przy ognisku futrze i składając ten futrzany włochaty miękki i przyjemny kocyk, żeby móc go później ładnie rozłożyć na wozie. - Zatem... udanej warty. - Powiedział i udał się w kierunku wozu, a Maya tuż za nim.

Będąc już przy wozie spojrzał na krzątającą się przy nim już Evening.
- No to będziemy mieli noc pod pięknym rozgwieżdżonym niebem i to jeszcze w chłodzie. Dobrze że miękko na futerkach będzie! - Mówił i zaśmiał się, nie wiedząc ja tutaj stresującą sytuację rozwiązać. Jako, że dojrzał dużo miejsca uradował się poniekąd. Maja będzie mogła spokojnie dogrzać, sapać dyszeć chuchać i dmuchać dzięki czemu będzie cieplej!

Rozłożył tym samym futerko, które zabrał wraz ze sobą spod ogniska, rozłożył jeszcze wokół kilka lezących fragmentów futer i koców, by cała podłoga była "w miarę" usłana i kładąc ręce na wozie podsadził się w górę, po czym zapierając rękoma i unosząc swój tyłek przesuwał się dalej, aż nogi nie będą wystawać za wóz. Jak każdy wóz tak i ten miał burty po bokach, zatem wiatr nie będzie tak dokuczliwy i chłód wynikający tylko z temperatury a nie dodatkowo z zimnego wiatru, który tylko potęguje uczucie chłodu. Będąc już na wozie zaczął rozpinać swój kubrak, który to dostał w prezencie. rozpiął piękne mosiężne guziki i zdejmując kubrak poczuł wreszcie tą temperaturę. niby tylko 3 - 4 stopnie a już cierpiał na mrozie, jednak było to jakże celowe. położył się na wznak przykrywając kubrakiem siebie dookoła, tak jakby "kładąc" plecy kubraka na brzuchu. Leżał na wznak i podniósł głowę.Maja już się gramoliła na górę by położyć się z boku.

Zwierzę wskoczyło na wóz i przylgnęło grzbietem do lewej nogi, zaś Saluś usadowił się po prawej stronie wozu, przy samej burcie by jak najmniej miejsca zajmować i oddać Evening go więcej.

- No to... Mam nadzieję, że dotrwamy do północy! - Mówił wpatrując się w ciemniejące niebo doszukując się pierwszych gwiazd, a oczy rozdziawione miał w wielkości jednego denara, czyli ze wielkie o.

Evening Antarii:
Takie łoże na kółkach wyglądało na całkiem wygodne. Było miękko, ciepło i przytulnie- zupełnie jak w domu. Evening nie chciała zdejmować kubraka, gdyż ciepło było jej bardzo potrzebne by w ogóle zasnąć. Owinęła się szalikiem i jeszcze nasunęła go nieco na głowę. Edgar wgramolił się na górę, ale miejsca wiele nie było, musiał dzielić ciasny środek z Mayą.
Dziewczyna też położyła się na plecach, kładąc ręce pod głowę. Z ust obojga leciała para, właściwie z pysków taru też.  Niebo było pełne gwiazd. Był to pewnego rodzaju prezent od matki natury za cały dzień znoszenia jej humorów i innych przeciwności losu. Nagroda. Widok zapierał dech w piersi i sprawiał, że okolica nie była tak ciemna i straszna. W oddali niosło si wycie wilków.
-Jeśli się zbliżą, taru je wyczują- powiedziała Eve przerywając ciszę. -Mogłabym tak leżeć w nieskończoność!- dodała po chwili. -Ale żeby zawsze było tak jak teraz, w tej chwili właśnie... - wstyd się przyznać, że takie widoki wzruszały Eve. Wyobraźnię miała bujną, więc różne niestworzone rzeczy wymyślała sobie w głowie patrząc na gwiazdy. W każdym z punkcików widziała inny wszechświat a także jakby to było móc wznieść się tam wysoko...

Canis:
- Piękne niebo pełne gwiazd... czyste, przejrzyste, niezakłócone miejskim zgiełkiem. Tak, to naprawdę cudowny widok. Każdego dnia od wielu lat patrzę w niebo szukając tam szczęścia, jakoś nie chce przylecieć ani mnie tam zabrać. - Odparł z lekkim uśmiechem. Wtedy dojrzał spadającą gwiazdę, zapewne jaką małą grudę piasku kosmicznego albo coś, ale to zawsze tak trzeba nazywać, ładniej brzmi! - Rzadko kiedy wygląda to tak jak teraz... O zobacz, spadająca gwiazda! Trzeba pomyśleć życzenie, może się spełni! - Powiedział i z uśmiechem zamknął oczy myśląc życzenie. Skończył marzyć i spojrzał ponownie w niebo.

- Tak jest pięknie, niestety, nic co piękne nie trwa wiecznie... ale to co dobre już tak, na szczęście. W hemis będziemy mogli spokojnie niemal całymi dniami doglądać księżyce i gwiazdy, a słońce tylko na kilka godzin czy chwil zakłóci ten widok. - Mówił zastanawiając się nad tym co widzi. ÂŁączył punkciki tworząc w głowie kolejne układy i konstelacje, doglądając gwiazd północy i południa, wschodu i zachodu poznając charakterystyczne, największe, najbliższe. A szczególnie plamy na niebie były zniewalające, gwiezdne szlaki pyłów i asteroid przecinające granatową, wręcz czarną taflę dając dodatkowych doznań. - ÂŻeby móc oglądać takie niebo zawsze, też byłbym szczęśliwy.

Mówił i mówił, lecz w końcu zamilkł, doglądając piękna sytuacji w której się znalazł. chroniony z każdej strony przykryty kubrakiem i leżący na miękkim, włochatym futerku, mógł spokojnie przyglądać się zjawisku nocy, która każdego zniewalała, nie tylko dzieci nocy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej