Tereny Valfden > Dział Wypraw

Basen północny

<< < (23/29) > >>

Canis:
Ech te kobiety... Pomyślał cicho stojąc dalej oparty o parapet. Skrzyżował ręce na piersi i uwalniając jedną dłoń zrobił parę machnięć dłonią wskazując by mówiła dalej. Kazała mu być cicho i nic nie mówić, jeszcze mu bronią groziła i przykładała do gardła... Do czego to dochodzi w dzisiejszych czasach. A języka migowego nie znał, więc co miał poczynić? No nic nie mógł. Tak więc poddał się woli rozmówczyni, chociaż brak morowego powietrza był bardo okrutny dla jego światopoglądowej wizji miejsca :( . Czekał więc aż zechce wyjaśnić o co chodzi i w końcu może łaskawie pozwoli mu się odezwać...

Licho:
- Dobra, widzę że wreszcie zrozumiałeś. Mów cicho, szeptem, i tylko wtedy gdy naprawdę będziesz musiał- szeptała dalej. Po czym dopadła do szafy która stała pod ścianą. Otwierała wszystkie szuflady po kolei, grzebiąc w szpargałach. - Szukam.... szukam czegoś. Coś, co pomoże mi stąd uciec. Wy jesteście tu nowi, nie widziałam was wcześniej. Przybyliście tu zatem "legalną" drogą- mamrotała ni to do siebie ni do Salazara. - Zapoznaliście się już z gościnnością Grunaldiego? Cha, cha! Co za chuj- mówiła dalej. - O, patrz jakie ładne! Chcesz? ÂŁap!- i nie odwracając się do niego wcale rzuciła mu kulę, kryształową, większą od dłoni, którą znalazła gdzieś na dnie szuflady. Była nieco zakurzona.
Sama jednak nie znalazła tego czego szukała. - Szlag by to! Niech go zaraza z tym pieprzonym pałacykiem- zakasała rękawy czarnego płaszcza.

// Otrzymujesz


Nazwa: Kula północy
Opis: Kula ma średnicę 10 centymetrów. Wytworzona ze szkła, w środku wypełniona gęstą przezroczystą cieczą. W środku znajduje się model górskich szczytów i wzburzonego morza, na którym kołysze się zniszczony żaglowiec. Kula jest magiczna: w sprzyjających okolicznościach żaglowiec zaczyna swój bój z ogromnymi falami, które zalewają pokład. Zaczyna też prószyć śnieg. Po chwili wszystko znów zastyga w bezruchu.

Canis:
- No przybyliśmy legalną droga i taką samą zamierzamy odjechać... A ty jak tutaj trafiłaś? Jesteś tu więziona? - Zapytał szeptem patrząc na kulę i położył ją na stole koło kubraczka. - Jak potrzebujesz się wydostać to wiesz zawsze jest okno, związać pościele, prześcieradła i fru w dół jak Roszpunka po swoich włosach... Albo możemy ci wyprowadzić jutro tak jak sami wyjdziemy drzwiami frontowymi...- mówił szeptem jeszcze nie do końca rozumiejąc o co się rozchodzi! Cała sytuacja była niecodzienna i jakże ciekawa.

Licho:
- Więziona? Już nie. Muszę tylko wrócić po resztę dziewczyn. Te babska mnie zamęczą, ale szkoda by było, by się zmarnowały, bo całkiem ładne są, ale co ja tam mogę wiedzieć- wyrecytowała marszcząc swój mały nosek. - Wiem, że nie robię dobrego wrażenia- powiedziała. - Ale jako że już się spotkaliśmy i nie możemy się "odspotkać", dlatego muszę ostrzec ciebie i tą dziewczynę co śpi obok... No właśnie czemu ona śpi obok a nie w twoim łóżku!? Faceci w dzisiejszych czasach są dziwni!- prychnęła. - ...że za dokładnie czterdzieści dwie minuty rozpęta się tu piekło, dlatego jeśli nie chcecie zginąć to radzę wam uciec stąd, a najlepiej trzymać się blisko mnie, a nawet mi pomóc, gdyż wtedy pójdzie mi to szybciej i sprawniej- tłumaczyła trajkocząc przy tym jak najęta. - Masz może pożyczyć sztylet? Szczegóły wyjaśnię po drodze!

Canis:
- Jak w moim łóżku, dostaliśmy osobne pokoje, musiała odpocząć i jak to tak w moim łóżku no wiesz... Przecież nie powiem kobiecie chodź śpij w moim łóżku, skoro swój pokój dostała... Mi tak nie wypada... - Szeptał ze smutną minką  ;[ . Mówił kucając i sięgając do łydki, gdzie zamocowany na skórzanych pasach był srebrny sztylet, wyjął go swobodnie, odpiął i podał trzymając kciukiem i palcami za ostrze, podając rękojeść.

- Weź go sobie, wiele krwi przelał... I co ja mam jej powiedzieć, słuchaj przyszła do mnie taka jedna jedna nieznajoma i ostrzegła, ze za 42 minuty będzie gorąco i że mamy uciekać? Przecież mnie wyśmieje i powie że mam urojenia! A się wyleczyłem z głosów w mojej głowie... Musisz iść i to powiedzieć jej... - mówił zestrachany i podekscytowany. - A ja bardzo chętnie przeleję trochę cudzej krwi... - mówił przewracając oczami.  <ignorant>.

Maya podniosła głowę zbudzona głośniejszym gadaniem i spojrzała na dziewczynę marszczącą nosek, też spróbowała zmarszczyć swój ale gorzej jej to wychodziło, ale pobudzona tylko przyglądała się rozmowie dalej leząc z uniesioną głową.

- Dobra chodźmy do Eve... miło mi Salazar jestem. - Mówił po podaniu sztyletu idąc do drzwi, gdzie wyjrzał na korytarz i nie widząc nikogo wyszedł i skierował kroki w bok, do pokoju, gdzie poszła Eve i zapukał do drzwi.

- Psssssst pssssst! - za psyczał parę razy chcąc zbudzić mieszkankę pokoju a nie chciał wtargnąć od tak bez ostrzeżenia, całe 42 minuty były do akcji nieznanej dziewczyny...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej