Tereny Valfden > Dział Wypraw
Odem Mortis. Niebezpieczeństwo na plaży.
Canis:
Przemierzaliście uliczkę konno racząc się widokami szeregowo budowanych drewnianych domostw. Nie były jakieś nadzwyczajne, niewielkie piętrowe domy wykonane głównie z drewna i kamieni, których dostarczały wyręby i miejscowy kamieniołom. Dotarliście do bramy gdzie przywitało was z uśmiechem na twarzy dwóch strażników odzianych w specyficzny strój. były to barwy bieli i czerwieni. całe odzienie było pionowo przedzielone, w lewej biała barwa, z prawej zaś krwista czerwień. Powitali was skinieniem reki i okrzykiem - Za Chatal! - po czym pozwolili wam jechać dalej. tuż za bramą dostrzegliście rozpościerający się szlak przez dżunglę, zapewne na jego krańcu miała być owa wspominana plaża "Odem Mortis".
Kenshin:
Czarny ork jechał cały czas przed siebie bujając się lekko, bo z taką wagą mógłby już leżeć na ziemi gdyby zrobił to mocniej. W międzyczasie rozejrzał się nieco po dzielnicy mieszkalnej, która do wyjątkowych nie należała a jednak i tak wyglądała lepiej do obskurnego podgrodzia w stolicy, ale przynajmniej król nie bierze podatków za zamieszkanie w jednych z tych chatek! Dlatego tak sobie podróżując rozmyślał nad codziennością udając pana poważnego i zastawiającego się nad losami świata, dopóki jego spojrzenie nie przykuło para strażników ubrana w dopasowany strój, którzy w tej chwili pilnowali bramy. Czerwień i biel, to nie może być przypadek i muszą one coś oznaczać, ale nie miał kogo zapytać, gdyż strażnicy przywitali nowych po swojemu to Kenshin próbował się jakoś wybronić z tej sytuacji i odpowiedział tak samo jak oni. - Za Chatal! - po czym zrobił kamienną twarz, bo nie wiedział jak powinien zareagować i ruszył dalej prościutko za bramę. Pasterz stworzenia już wiedział, że dobrze trafił i był gotów zmierzyć się z dżunglą. W oddali słyszał odgłosy natury i mógł prawie poczuć się jak w lesie, swoim lesie blisko siedziby konkordatu. Miał tutaj nadzieję spotkać twory jakich normalnie nie mógłby zastać na Valfden. Dlatego z uśmiechem smagnął konia, który ruszył natychmiast do przodu, aby zbadać niezbadane!
Canis:
Po chwili zza gąszczu dzungli wyłoniła się Plaża Odem Mortisp.
Plaża usytuowana na zachód od miasta Hessein, w zatoce zwanej również Odem Mortis. Jest to miejsce, które słynie z mnogiej ilości wraków statków, to miejsce nazywa się też cmentarzyskiem, gdyż mało który statek był w stanie dopłynąć w to miejsce. Pierwszym, któremu udało się poprawnie wpłynąć na plażę, była Fregata "Krwawy Graal", należąca do głowy rodu Trevant z Valfden. Na temat plaży można powiedzieć tyle, że nie jest to piasek, znany z klasycznych plaż, tutaj, do samego morza rozpościera się bujna zieleń i porosty, które widać również na pochłoniętych mchem i dzikimi leśnymi tworami wrakach. Ile wraków? setki i tysiące, gdyby spojrzeć w daleką przeszłość tego regionu. Zachowane jest jednak kilkadziesiąt, które przetrwały do naszych czasów. Czai się tutaj mnóstwo istot nieumarłych, duchy piratów, szkielety, zombie i widma, są niemal codziennością i rzeczą całkowicie normalną i często spotykaną.
Waaszą uwagę przykuł jednak najblizej was osadzony wrak, Wrak "Nautiliusa"
Jest to największy statek spośród wraków i najprawdopodobniej najstarszy. Zachował się w najgorszym stanie, dziura w kadłubie, cały statek obrośnięty mchem i porostami, ledwo trzyma się w całości.
Wokół okrętu znajdują się cztery rozszarpane ludzkie ciała. Dobiega was odgłos fal rozbijanych o burty wraków i naturalny szym morza, nic specjalnego... Czy aby na pewno?
Kenshin:
Ork jadąc przez gęstą dżunglę rozglądał się dookoła nasłuchując dzikiej natury zanim ludzie wytną te lasy w cholerę budując swoje nadmorskie wille! Kenshin nie czuł się tutaj zbyt swojsko, ale już nie mógł się wycofać mimowolnie czuł, że coś go pcha w stronę statku i samej plaży. Zwłaszcza, że czując już świeży powiew morskiego wiatru oraz szumu fal smagnął konia drugi raz, by ten przyspieszył. W końcu dojechał i rozejrzał się dookoła podziwiając to, co ujrzał!
- Dzika plaża! Pięknie tutaj, nie ma co. Wykrzyknął radośnie a przyglądając się uważniej zwrócił uwagę na zwłoki, które zostały prawdopodobnie rozszarpane, przez lwy morskie. Ten widok trochę ostudził jego entuzjazm do tego stopnia, że postanowił przyjrzeć się temu wszystkiemu ze znacznie lepszej perspektywy. Dlatego zszedł z konia i przywiązał go do jednej z palm usadawiając swojego rumaka w cieniu w międzyczasie pomodlił się do Ventepi, ale w myślach. Pani sprawdź, by dusze tych nieszczęśników zaznały ukojenia. Proszę Cię, by mogli towarzyszyć Tobie na polowaniach po bezkres czasu. Kończąc schylił głowę a następnie wyjął butelkę wody, którą szybko odkręcił i wlał trochę jej zawartości do pyska zwierzęcia. Koń może i nie narzekał na trud przejażdżki, ale dbanie o swoje zwierzęta było priorytetem a w ramach podziękowania zwierzę kiwnęło głową i zamaszyście zarzuciło ogonem. Ork uśmiechnął się na tą wieść i już wiedział, że teraz nadeszła jego kolej do zwiedzania plaży. W tym celu wyciągnął łuk z sajdaka oraz jedną z żelaznych strzał, którą miał umieszczoną w kołczanie. Pasterz stworzenia niepewnie stawiał swoje pierwsze kroki bacznie obserwując, bo tutaj wszytko było dzikie i jeszcze mu nieznajome nawet sam wrak statku wydawał się dla niego dość specyficzny, a będąc w Mrocznym Pakcie dowiedział się wiele o zjawach, duchach, szkieletach oraz innych potworach, które uwielbiają takie miejsca na swoje leża! Nawet to, że był dzień nie sprawiło, że czuł się lepiej w tym miejscu. Jednak robiąc kolejne kroki po miękkim piasku postanowił to szybko zakończyć i podejść bliżej do zwłok bacznie przyglądając się tafli wody!!
Canis:
Podszedł bliżej zwłok i nagle... nic się nie stało. Dojrzał rozszarpane ciała ludzkie, niemal do połowy obżarte. ciała były w pobliżu dziury, która była częściowo zanużona w wodzie, jednak w dziurze mrok jak w ... u maurena.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej