Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Wartownik Eharus
Canis:
Salazar będąc 20 metrów od kurnika zatrzymał konia i zeskoczył z niego dalej dzierżąc swoją szablę. Spokojnie idąc na przód przyjrzał się ostrzu. Ubrudzone od krwi... krew swobodnie spływała po ostrzu wtapiając się w grawery po obu jego stronach. Kew zalewała podobiznę zwiniętego węża unoszącego wysoko głowę do góry, tak samo jak i kwiat róży wraz z pnącą łodygą biegnącą wzdłuż aż do nasady ostrza. Widok nie był brzydki, co to to nie, wręcz przeciwnie, wypełniony grawer kwią pięknie oddawał barwę kwiatu. Jednak dość było tej wewnętrznej egzaltacji, gdyż było to nieadekwatne do poziomu emocjonalnego tej sytuacji. Dalej idąc przyłożył ostrze do rękawa ścierając krew z ostrza, po czym wsunął broin z powrotem do pochwy przy pasie. Jednocześnie drugą dłonią sięgnął po swój złoty oburęczny kij, zwany laską sędziowską władcy Chatal. Dzierżąc ją oburącz dochodził do trzech kociaków. Zagrodził sobą drogę uciekającym kurczakom, które w panice odskoczyły w bok. Koty widząc zagrożenie przed sobą nie zmieniły trasy biegu i zaatakowały.
Salazar pochylił się do przodu przekierowując jeden koniec kija do tyłu oburęcznym chwytem od spodu. Gdy dwa pierwsze kociaki biegnące w parze zaatakowały równolegle rzucając się na sędziego, ten wykorzystując dźwignię na barku odbił koniec kija i uderzając od dołu godził kijem w nasadę czaszki atakującej z lewej strony bestii. Kość żuchwy zagruchotała i pękła pod naporem siły, a głowa kreshara odrzuciła się w górę do tyłu blokując na karku. Ogłuszona bestia zemdlała w wyniku bólu i uderzenia obuchem.
Salazar wykonując ten manewr kucnął w dół i puszczając broń z uchwytu, sięgnął prawą ręką do łydki i wyrywając z uwięzi srebrny sztylet dobył go.
Bestia była w odległości niespełna 2 metrów, gdy skakała, teraz jej odległość wynosiła nie więcej jak metr. Salazar ze sztyletem w dłoni obrócił go w dłoni kierując ostrze w kierunku przeciwnym do kciuka i delikatnie ze stóp odbił się na plecy.
Wyglądał trochę jak żółw kiwający się na ziemi na skorupie mając kończyny zwrócone do góry, tak też Salazar wylądował na zgiętych plecach. Bestia rzuciła się na niego kierując ostrze ku głowie Salazara. Były jaszczur przemieścił dłoń przed swoje lico kierując ostrze w głowę bestii, która w istocie nadziała się na sztylet. ostrze zatopiło się w jednym z oczodołów zatrzymując tym samym atak bestii, której głowa była już kilkanaście centymetrów od gardła.
Jaszczur prostując się na ziemi i próbując wyczołgać się na plecach spod niej, została analogicznie zaatakowany przez trzeciego kreshara, ten rzucił się, skoczył zza ciała swego pobratymca rzucając do gardła Salazara. nie mając wyjścia jaszczur wyrwał sztylet i biorąc zamach od boku wbił ostrze w gardło bestii i przesunął nim do góry rozcinając gardło, krtań i połowę dolnej szczęki, do momentu kości, która stawiła opór. bestia wylądowała również przygniatając Salazara.
I znowu do prania, cholera... Myślał wyczołgując się spod kolejnego zwierzęcia...
2x Kreshar
Silion aep Mor:
Ostatnie dwa kotki jeszcze były za kurnikiem nie wiedząc co tutaj się stało, Silion nie czekając ruszył w stronę budynku, błyskawicznie przemierzał kolejne metry dzielące go od zabudowania. Gdy był już w odległości 5m zza rogu wypadły ostatnie dwa kreshary goniące dorodną, grubą kure. Mężczyzna trzymał w rękach dwie kusze, wycelował w głowy kotów i pociągnął za spust. Zaskoczone kociaki nie zdążyły zareagować, miały zbyt mało czasu, padły martwe. Silion przeładował obie kusze, schował je po czym dobył noża i zeskoczył z konia. - Salciu, ty krawiec jesteś więc pewnie skóra ci się przyda, pożyczyć ci nóż? Pasuje je oskórować.
0x kreshar (w jednej chwili widoczne są tylko 3, widzicie je biegnące, biegną w równej odległości od siebie, gdy macie przed sobą 4, 4 pozostałe są po drugiej stronie kurnika. Odradzam wam nadmierne bohaterstwo)
Canis:
- Ja je oskóruję, a ty idź zagadaj do gospodarza, jesteśmy nieopodal Atusel, to chyba twoje ziemie, może się z nim dogadasz! Wystarczy mi mój sztylet, ale dzięki. Taa, ja wezmę skóry resztę tobie oddam masz sklep, może kiedyś rzemieślnicy znajdą dobre sposoby do wykorzystania.
Poszukiwacz:
Mężczyzna zniknął z okna i udał się do drzwi. wziął ze sobą świecę i szedł w waszą stronę trzymając w jednej dłoni strzelbę w wersji muszkietu. oświetlając drogę świecą szedł w waszą stronę.
Silion aep Mor:
Ech... Na jaka cholere mi pazury i reszta badziewia? - tak sie zastanowił. - Dobra, zobaczymy. - krasnolud ruszył w stronę mężczyzny z muszkietem, trzymając broń na widoku. - Witam pana. Silion aep Mor, szlachcic tych ziem. Opuść broń, nie mamy złych zamiarów, przejeżdzaliśmy akurat. - nie odkładał noża. - Skąd tu się u licha wzięły te kreshary?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej