Tereny Valfden > Dział Wypraw
Próba Siły #11 - Osgar
Funeris Venatio:
- Ach, tak, wybacz. Zapomniałem, że zamknąłem na klucz... - powiedział, mitygująco machając rękoma. Przeszukał kieszenie, odnalazł klucz i włożył go w zamek. Mechanizm nieco skrzypnął, ale ogólnie poszło gładko.
- Ten tego, zapraszam na salony - uśmiechnął się, wskazując ręką w stronę bramy.
Osgar:
Gdy tylko wrota stanęły dla niego otworem, Osgar przełknąwszy jeszcze nerwowo ślinę, wkroczył na teren cmentarza. Przypomniał sobie, że lepiej w takich sytuacjach mieć wyciągnięty miecz. Przerażało go nie samo niebezpieczeństwo związane z walką, ale fakt że jego przeciwnik już jest martwy. Sądząc po braku mięsa, martwy od dłuższego czasu. Na razie nie wiedział nawet czego szukać. Posuwał się do przodu bardzo powoli, rozglądając się uważnie dookoła siebie. Od czasu do czasu spoglądał również pod nogi. Kto wie, czy te bestie nie są na tyle sprytne aby udawać martwego trupa?
Funeris Venatio:
Cmentarz jaki jest każdy widzi, a ten konkretny nie różnił się niczym szczególnym od wszystkich innych cmentarzy, jakie przyszło człowiekowi oglądać. Długie rzędy wkopanych w ziemię płyt nagrobnych, jakichś krzyży, ołtarzyków, wianków i lampek. Na środku stał jakiś ni to cokół, ni to monument. Ogrodzony był kamiennym murkiem wysokim na nieco ponad metr.
Osgar:
Osgar kontynuował oględziny cmentarza. Na razie nie widział nigdzie kościotrupa, jednak był pewien, że musi on gdzieś tutaj być. No bo chyba ten grabarz nie robił sobie z niego jaj. Jeżeli tak, to mu się udało. Mężczyzna miał wielką ochotę zawrócić, jednak wiedział, że ma zadanie do wykonania... W związku z tym, zaczął dalej patrolować cmentarz.
Funeris Venatio:
Osgar nie zmienił kierunku marszu, więc szedł cały czas przed siebie, do przodu, z uporem godnym wyższej sprawy. Po kilkudziesięciu sekundach znalazł się w pobliżu tego monumentu, który znajdował się w centrum. Wysoki na jakieś cztery metry, okrągły, ze średnicą przekraczającą wzrost przeciętnego krasnoluda. Gładko ociosany, bez żadnych ozdób czy ornamentów. Od murku do menhiru znajdował się wybrukowany placyk, wyłożony kamienną kostką. Dwa obiekty oddalone były od siebie o jakiś sześć metrów. Na początku nie było nic słychać, lecz po chwili do uszu człowieka doszło chrzęszczenie dobiegające zza monumentu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej