Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Berta zawiodła. Gdzie jest Dimitr?
Rodred:
// Jasne. Pytaj kiedy chcesz. Nawet jeśli w poście miało by być tylko pytanie. Jeszcze się nie przyzwyczaiłem, że grasz i zapominam o tej wyprawie >.<
Wtem niski głos odezwał się lekko poirytowany.
- Dobra Filemonie. I tak nie wieżę by on był wstanie przeżyć tego stwora.
- No ale jak wytłumaczysz te skarby, artefakty i materiały które on przywiózł? Odezwał się tamten.
- Idź już, muszę przeliczyć te monety w końcu i idę coś zjeść. Już naprawdę zirytowany niski głos zakończył rozmowę.
- Tak jest kapitanie... Słyszysz szybkie kroki w twoim kierunku.
Mohamed Khaled:
Usłyszał, że ktoś nadchodził. I to szybko. Czyli, że albo ktoś jest mały i truchta jak pojebany, albo stawia naprawdę szybkie kroki. Odsunął się od drzwi na odległość czterech kroków, stąpając oczywiście szybko, ale cicho. Tak, by nie zdradzić swej obecności..
Na coś jednak przydały się te wszystkie lata nauki u Kruków. W końcu mógł uznać się za zabójcę, o którym nikt nie słyszał... I nikt go nie widział...
Stanął w pozycji nasłuchującej, a gdy już był pewien, że osoba po drugiej stronie zaraz chwyci za klamkę, zaczął iść z powrotem do drzwi. Teraz już spokojnie, bez pośpiechu. Ot, w sprawach prywatnych postanowił odwiedzić zarządcę.
Rodred:
Drzwi otworzyły się z hukiem i wyszedł z nich niewysoki mężczyzna o mocnej budowie. Jest silnie opalony i co tu dużo mówić mocno owłosiony. Krzaczasta broda wąsy i brwi przykrywają większość jego twarzy czyniąc ją tym samym nieodgadnioną co do emocji. A to wszystko rude. Ubrany jest w prostą białą koszulę z wyszytym napisem BOSMAN. Spojrzał na ciebie obojętnie wymianął cie i ruszył w dół. Jakoś nie pasował ci jego głos do jego wyglądu.
Drzwi do kapitanatu stoją otworem.
Słyszysz cały czas brzęk monet.
Mohamed Khaled:
Obrócił jeszcze głowę za niskim jegomościem, gdy ten już schodził po schodach. Coś mu nie pasowało, miał jakieś dziwne... przeczucie. Jakby to wszystko było tylko jakimś wielkim konszaktem pomiędzy Dimitrijem, a starymi przyjaciółmi. Mus to mus jednak, podjął się zlecenia i doprowadzi go do końca, choćby było nazbyt banalne.
Zobaczył, że drzwi są otwarte. Poprawił więc katanę na plecach, spiął mocniej pasek od kuszy, przeczesał bełty w kołczanie i z uśmiechem na twarzy zapukał do drzwi.
Rodred:
Gdy się zbliżyłeś twoim oczom ukazało się pomieszczenie kapitanatu. Jest ono bardzo proste. Całe wykonane z drewna, na ścianie wisi koło sterowe opisane "Szczupak". ÂŚrodek pomieszczenia zajmuje rozległe dębowe biurko za którym siedzi kapitan. Za nim są różnej wielkości szafki wszystkie pozamykane na klucz. W koncie po prawej stoi manekin ubrany w długi, niebieski, kapitański surdut i tricorn. Przed nim stoją wysokie buty. W koncie po lewej jest spory stojak z różnego rodzaju uzbrojeniem i amunicją. Począwszy od broni dystansowej czyli pistoletów i kończąc na dużym mieczu typowo europejskim. Po lewej stronie drzwi znajduje się lipowe biurko, za którym siedzi kobieta coś notując. Na biurku kapitana po za stertą monet znajduje się duża księga zapięta dwoma łańcuchami. Kapitan trzymając fajkę w ustach uniósł na ciebie wzrok gdy zapukałeś. Przyjrzał się twojemu wyposażeniu.
- Przyszedłeś mnie zabić? Odparł ironicznie.
- No mówże czemuś przyszedł. Widzisz, że jestem zajęty. Powiedział spuszczając wzrok na monety i kontynuując liczenie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej