Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Berta zawiodła. Gdzie jest Dimitr?
Mohamed Khaled:
Nazwa wyprawy: Berta zawiodła. Gdzie jest Dimitr?
Prowadzący wyprawę: Rodred
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Chęć zlecenia u Dimitriego; zgoda Mohameda.
Uczestnicy wyprawy: Mohamed
//Chętnych zapraszam, w kupie raźniej jak to mówią.
Kruka zdziwił fakt, że zleceniodawcy nie było. Fakt, nigdy tu nie był. Ale takie osoby wybywają tylko w określonych porach, chapnąć coś na ciepło, tudzież napić się. Każdy może być spragniony, ot co!
Na ławeczce go nie było, ale może był w środku? Głos Bogów szeptał tam coś, że go nie ma. A jeśli był? Może leżał martwy, bez głowy i nerki? Albo żywy, ale bez narządu rozrodczego? Tego Kruk nie wiedział. Dlatego też, raźnym krokiem ruszył w stronę domostwa(?) by poszukać właściciela, albo - jeśli został porwany, zabity albo zgwałcony - potencjalnych śladów.
Rodred:
Otworzyłeś drzwi karczmy. Ogarnął cię zapach rumu i dymu tytoniowego. Widzisz, że jest pełna marynarzy. Niedawno musiał przypłynąć jakiś okręt bo nie kojarzysz twarzy. Barman i kelnerki są bardzo zabiegani. Grube ściany i małe, wysoko umiejscowione okna nadają mroczny klimat całemu obiektowi. Za to towarzystwo jest bardzo wesołe. Nigdzie jednak nie widzisz Dimitra.
Mohamed Khaled:
Karczmarz, jak i kelnerki zabiegane były bardzo, ale to bardzo mocno. Krukowi od razu przyszło na myśl, że przypłynął okręt. I to chyba jakiś ważny, skoro z taką dokładnością obsługiwano gości. Marynarka Królewska? A może jacyś goście z delegacji? Prawdę mówiąc, nie wiedział i raczej nie starał się dowiedzieć. Nadal szukał Dimitria, którego - jak na wskroś - nie dojrzał w budynku. Co to oznaczało dla naszego bohatera? Znów będzie musiał przemierzać pół wyspy by odnaleźć kogoś, kto i tak pewnie poszedł się wysikać.
- Em, przepraszam - zaczepił karczmarza - widział pan może takiego wielkiego człowieka? Dimitri się nazywał.
Rodred:
- Dimitri? Karczmarz przystanął.
- Z pewnością jest przed karczmą jak zawsze. Powiedział.
- Przepraszam pana. Dodał wymijając cię i wracając do gości.
Mohamed Khaled:
To się dowiedział. Naprawdę. Bardzo dużo i bardzo szczegółowo. Na ławce, tam gdzie zawsze. W tym problem, że jego tam nie było!
Rozejrzał się po karczmie, szukając wzrokiem osób, które mogły coś na temat człowieka wiedzieć. Ktoś na pewno coś wiedział. Choćby skrawek informacji. Czy ktoś go odwiedział, ktoś podejrzany? A może sam sobie coś zrobił? Wiele pytań, odpowiedzi brak.
Raz jeszcze rozejrzał się po karczmie, szukając wzrokiem kogoś podejrzanego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej