Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Berta zawiodła. Gdzie jest Dimitr?

<< < (8/10) > >>

Mohamed Khaled:
- Szukam informacji. O statku. Nieznany, być może po raz pierwszy przybył do tego portu. Ma czarne żagle, dokładnie takie same jak to, co naprawia pan na dole... - spojrzał na sekretarkę, później na kapitana. - To naprawdę ważna sprawa.
Uśmiechnął się na wzmiankę o swojej profesji, o czym jednak kapitan nie mógł wiedzieć. No ale cóż, faktem było to, że w pełnym uzbrojeniu wyglądał groźnie. No, nie tylko wyglądał.

Rodred:
Kapitan nie podnosząc wzroku znad monet powiedział tylko znudzonym głosem.
- Nie było tu takiego statku.  Wreszcie skończył liczyć i powkładał monety do dużego kufra który zamknął na klucz. Następnie zawiesił na tobie znudzone spojrzenie, które aż krzyczało. "I tak ci nic nie powiem."

Mohamed Khaled:
I właśnie w takich sytuacjach Kruk zadawał sobie pytanie... Czy warto powiedzieć prawdę? Czy warto ujawnić swój pierwotny cel działania? Ale czy wtedy nie będzie... komplikacji w postaci różnych pytań i podejrzeń co do profesji? Jeszcze nigdy nie wyjawił swojej tożsamości, ani pobudek nim kierujących. Będąc Krukiem, elitarnym zabójcą na usługach swoich przełożonych, maszyną do cichych zabójstw wiedział, że igra z ogniem. Bawił się w niebezpieczną grę, która mogła zaowocować stratą wielu istnień. Albo jego samego. Za każdym jednak razem wyzbywał się wszelakich odruchów uczuciowych, które towarzyszyły mu do momentu wstąpienia do Bractwa. Idealny zabójca nie ma uczuć, nie żałuje i nie tęskni...
- Dziękuje w takim razie - odparł na odpowiedź kapitana, ukłonił się delikatnie i skierował do drzwi.
Stwierdził, że musi zasięgnąć języka u ludzi z portu. Kapitan, nawet jeśli coś wiedział i tak niczego nie powie. Należał do takich ludzi, którzy nie wsypują. No cóż, to i może utrudniło mu zadanie. Musiał się jednak z takimi wypadkami pogodzić. Co by nie zrobił i tak dostanie w dupę.

Mohamed Khaled:
I właśnie w takich sytuacjach Kruk zadawał sobie pytanie... Czy warto powiedzieć prawdę? Czy warto ujawnić swój pierwotny cel działania? Ale czy wtedy nie będzie... komplikacji w postaci różnych pytań i podejrzeń co do profesji? Jeszcze nigdy nie wyjawił swojej tożsamości, ani pobudek nim kierujących. Będąc Krukiem, elitarnym zabójcą na usługach swoich przełożonych, maszyną do cichych zabójstw wiedział, że igra z ogniem. Bawił się w niebezpieczną grę, która mogła zaowocować stratą wielu istnień. Albo jego samego. Za każdym jednak razem wyzbywał się wszelakich odruchów uczuciowych, które towarzyszyły mu do momentu wstąpienia do Bractwa. Idealny zabójca nie ma uczuć, nie żałuje i nie tęskni...
- Dziękuje w takim razie - odparł na odpowiedź kapitana, ukłonił się delikatnie i skierował do drzwi.
Stwierdził, że musi zasięgnąć języka u ludzi z portu. Kapitan, nawet jeśli coś wiedział i tak niczego nie powie. Należał do takich ludzi, którzy nie wsypują. No cóż, to i może utrudniło mu zadanie. Musiał się jednak z takimi wypadkami pogodzić. Co by nie zrobił i tak dostanie w dupę.

Rodred:
// Czemu się nie przypominasz. :P

Wyszedłeś z powrotem na ulicę. Roi się już ona od cywilów jak i strażników starających się utrzymać ład i porządek.
Ludność podzieliła się na 3 grupy. Pierwsza będąca najgłębiej w mieście przechadzała się spokojnie nie będąc zainteresowana. Druga to wcześniej opisany tłum. Trzecia to biedacy i żebracy siedzący na pomostach i nic nie robiący, albo starający się złowić jakąś rybę na obiad. Ci ostatni byli najmniej liczni.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej