Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Rodred:
- Idź piechotą jak ci tak spieszno. Powiedział ironicznie woźnica.
Już po chwili tabliczka była gotowa. Niziołek zadowolony poszedł do karczmy, a woźnica korzystając ze słonka usiadł sobie pod ścianom i uciął drzemkę.
Mourtun:
- Nie będe jak ostatni cham. Poczekam tutaj z wami. Te lasy są bardzo niebezpieczne. - nabrał mocy, usiadł obok woźnicy, położył sobie sztylet na kolanach i czekał.
Rodred:
Tak w ogóle to widzisz, że jest następny dzień. Godzina jedenasta. Siedziałeś tak z godzinę, chyba nawet się zdrzemnąłeś. Gdy się budzisz widzisz, że nie masz sztyletu na nogach. Widzisz, że trzyma go woźnica i ogląda go ze wszystkich stron.
Mourtun:
Niziołek wstał i rozejrzał się, dojrzał że jego sztylet leży w rękach woźnicy. Mała sztuczka dłońmi która przeniosła wzrok mężczyzny na dłonie niziołka po czym szybkim ruchem zabrał mu tą broń. Przypiął ją spowrotem do pasa. - Uważaj. Ostre. - rozejrzał się wokół i wozu wciąż nie było. - To jak? Ciśniemy z buta czy masz może jakiś pomysł? A może ten mały ma jakiś pomysł?
Rodred:
Woźnica nie zauważył, że coś tam machasz rękami, ale i tak szybkim ruchem wyjąłeś mu go z rąk.
- Nie wiem. Ja tam czekam. Mam czas. Skomentował tylko woźnica.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej