Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Mourtun:
Nazwa wyprawy: "Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Prowadzący wyprawę: Rodred
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Zgoda prowadzącego.
Uczestnicy wyprawy: Mourtun
- Ech, cholera jasna. - rzekł niziołek siedząc w fotelu. Starał się zgłębić tajniki telekinezy lecz nijak mu to nie wychodziło. Po kilku próbach zdenerwował się i dał sobie spokój. W domku było ciepło, ogień przyjemnie bił w twarz z kominka. Spojrzał nań i do głowy wróciły wspomnienia ostatniej nieprzyjemnej sytuacji z zębaczem gdzie poparzył sobie dosyć poważnie łapki. Ogień to mój to najlepszy przyjaciel ale nie zabawka, należy mu się szacunek. - pomyślał. Odrzucił te nieprzyjemne wspomnienia i spojrzał za okno. Z rosnącego obok drzewa delikatnie spadały różnokolorowe liście, powoli, z gracją, wprowadzało to w iście melancholijny nastrój. Mourtun nie wiedzieć czemu, uronił jedną małą łzę. Starł ją rękawem, rękawem który zasłaniał wygojone i profesjonalnie wyratowane przez doktora Zgona ręce. Niziołek na chwilkę zamyślił się i przypomniał sobie o obietnicy złożonej jego leśnej przyjaciółce, driadzie Shani. Była już jesień więc warunek został spełniony. Wstał z wygodnego, miękkiego fotela i ruszył do okna. Patrząc się w dal rozważył wszystkie za i przeciw. Za zwyciężyły. Popakował wszystko co mu było potrzebne, wyszedł z domu, zamknął drzwi na klucz. Błąkał się przez chwile po mieście lecz szczęśliwie natrafił na karawanę prowadzącą do znanej mu wioski przy północnym lesie. Wsiadł, powitał miłego, starszego mężczyzne i ruszyli. On ruszył... Spowrotem... Do Shani...
Rodred:
Jesienny chłodek dawał Ci się we znaki. Otulony płaszczem siedzisz na pace wozu podróżniczego, jednego z miejscowych przewoźników. Podróż pewnie będzie cię trochę kosztować. Siedzisz obok staruszka z długą siwą broda i bez ręki. Ma ze sobą pakunek. Widzisz, że siedzi też tam niziołek młodszy od ciebie. Ma większy od siebie plecak przygotowany na długą podróż i ściska w ręku jakąś księgę. Dużą i nieporęczną. Oprócz tego jest tam zwalisty mauren uzbrojony w bułat. Przy pasie ma dwa noże, parę jakiś metalowych kul, pełno toreb i kieszonek. Do tego jakąś dziwną dużą kuszę na plecach. Jest od ciebie dwa, jak nie trzy razy większy. Twarz zachartowanego w boju wojownika tylko podkreśla całokształt wojownika. Czerwona chusta na głowie, powiewająca na wietrze nadaje mu groźny wygląd.
Mourtun:
Niziołek nawet nie zauważył że na wozie jedzie jeszcze kilka a dokładniej 2 osoby. Zaczytany niziołek oraz wojowniczy mauren. Ten drugi wyglądał groźnie, raczej nie powinno mu się wchodzić w paradę. Sam Mourtun przez chwile milczał by po chwili odezwać się. - Witam. Wy też zmierzacie do wioski pod północnym lasem czy wysiadacie gdzieś wcześniej?
Rodred:
// Zapomniałeś o staruszku.
Mauren spojrzał na ciebie z góry (ciężko by inaczej), kiwnął głową i przyjaźnie na ciebie spojrzał.
Niziołek zdaje się nie usłyszeć pytania, gdyż tylko wertuje strony książki która okazała się być pokaźnym zielnikiem.
- Ja nie. Odezwał się staruszek, spokojnym, przepalonym alkoholem głosem.
- Wysiadam w Kamieniu Milowym. Mojej rodzimej wiosce. Pokiwał głową ze smutkiem.
Mourtun:
//: Nie zapomnialem, mialo byc ze oprocz staruszka sa 2. :P
- Kamien Milowy? Gdzie to jest dokladnie? - rzekł do maurena. Kilka osób wystarczyło by Mourtunowi poprawił się humor. Spojrzał na niziołka i rzekł. - Bracie, widze w twych rękach zielnik, dużo masz okazów? Ciekawe?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej