Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.

<< < (9/51) > >>

Mourtun:
//: No wiesz, po ostatniej wyprawie co nie zrobie, co nie powiem, wiem ze ty to możliwie wykorzystasz przeciw mnie. Wiec staram sie uwazac i jak tak patrze to widze ze juz popelnilem jeden duzy blad.  :(
//Nie rob z tego kolejnej wyprawy takiej jak tamta, mialo byc milo i przyjemnie  ;[ ;)

No i dotarli do wioski, nawet nie wiedział co to za wioska bynajmniej tam mógł się trochę osuszyć by móc kontynuować swą podróż. Nie miał czasu ani ochoty na rozmowy i poznawanie nowych osób, ta dwójka już dosyć uprzykszyła mu życie a minęło zaledwie kilka godzin. Zeskoczył z wozu i mając reszte załogi gdzieś ruszył do karczmy.

Rodred:
// Wykorzystam by rozwinąć fabułę a nie przeciwko tobie ;)
// Pomyślałem, żeby dzielić wyprawę na rozdziały. Jest się łatwiej w niej później odnaleźć.

1. Przydrożna karczma.

Stare, spróchniałe drzwi lekko otworzyły się pod naciskiem. Zaraz za tobą do środka weszła reszta towarzystwa.
Karczma była urządzona, aż do bólu tradycyjnie. Duże palenisko pośrodku i stoły porozrzucane naokoło. Na ścianach wiszą trofea myśliwskie. Wszystko ogarnięte jest zapachem dymu. Od dawna przydało by się tu wywietrzyć. Prosta lada znajduje się przy krótszym boku prostokąta, a zaraz za nią zaplecze. W karczmie nie ma nikogo po za dwoma podróżnikami ubranymi w kowbojskim stylu, dwoma kelnerkami, które aktualnie rozmawiają przy palenisku i karczmarzem, który układa pasjansa. Nie bardzo przeją się waszym wejściem. Kelnerki za to zwróciły się w waszą stronę i zamilkły. Głównie spojrzenia koncentrował na sobie mauren.

Mourtun:
//: W takim razie wyprawa nie będzie epicka gdyż nie chce żeby Shani się coś stało ;[ Nie marzy mi się znów ginąć i robić z siebie ofiary  ;)

Niziołek zostawił drzwi otwarte by ten dławiący zapach dymu chociaż trochę się stąd wydostał. Nienawidził tego zapachu, a zwłaszcza gdy jest to zapach tytoniu, tego nie cierpiał. Na szczęście nie był to tytoń. Usiadł sobie gdzieś przy stoliczku i czekając na obsługę zamyślił się jak to w Atunus miał w zwyczaju. Ta pora roku zawsze doprowadzała go do takiego melancholijnego stanu.

Rodred:
// Jak tam chcesz. To, że nie będziesz grał epicko nie znaczy, że Shani nic się nie stanie.

Wchodziłeś pierwszy więc jako ostatni wchodzący staruszek zamknął za sobą drzwi. Obsługa coś się nie zjawiała. Widzisz, że jedna z kelnerek ci się przygląda. Niska, szczupła dziewczyna, człowiek o czarnych jak noc oczach i włosach przygląda Ci się z miłym uśmiechem. Widzisz, że wymienia jakieś półsłówka z koleżanką, która teraz też zwróciła na ciebie uwagę. Reszta kompani podeszła do lady coś sobie zamówić. Tylko niziołek siadł przy palenisku i zaczął przeglądać zielnik.

Mourtun:
//: Czy mi się wydaje czy to było wyzwanie?   <ignorant> <huh>
//: Jak masz mi zamiar znów robić na złość to może od razu sobie odpuśćmy...

Rozejrzał się po karczmie i widział że każdy się na niego gapi. O co im chodzi? - pomyślał. Spojrzał na swoją nogę, nogawki miał opuszczone więc nic nie było widać. Wstał od stolika i podszedł do szynkwasu. - Piwo i parę kromek chleba. - rzucił w stronę karczmarza. - Co się tak gapicie? Coś nie tak? - zapytał gapiów z lekką dozą gniewu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej