Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Rodred:
Mauren żwawo zabrał się do gestykulacji. Staruszek tłumaczył na bieżąco.
- Co ty? Nie wiesz, że one porywają dzieci by przemieniać je w te potwory? Nie wiesz, że strzelają do bezdomnych, którzy chcą się schronić pod drzewem? To na nic nie czułe wariatki. Myślą, że bronią, życia i natury, z drugiej strony zabijając. Strażnik miejski wpuści bezbronnego by ten się mógł schronić za murem. Nakarmi go i pomoże. One są zimne jak śmierć. I śmierć tylko niosą! Krótka przerwa. Staruszek wziął głęboki oddech i kontynuował.
- Zresztą po co w ogóle z tobą gadam. I tak zastosuje się do zaleceń drużyny o ile mnie przygarną.
Zrobił długą przerwę zastanawiając się nad czymś i smutniejąc. Zaczął znowu gestykulować.
- Kobiety mi nie trzeba. Od dawna już nie czuję nic po za zemstą. Popatrzył na ciebie gniewnie i z zaciętością. Jednak jego twarz przepełniał ból wspomnień.
Mourtun:
Niziołek pokręcił głową z niedowierzaniem. Ten człowiek tak mało wie, tyle nie rozumie... Tyle nie rozumie... ÂŻyje stereotypami, bajaniami które stare, znużone życiem babcie opowiadają przy kominku swym wnukom. Porywają dzieci? Nie możliwe, po co? Przecież driady normalnie rodzą dzieci. Jak to było? Driady powstałe z drzew i driady narodzone. Innych sobie nie przypominał... Ten mauren, to zacięty dureń, widać że wbić mu do głowy coś nowego nie będzie łatwe, on jest zaślepiony, zaślepiony żądzą mordu, zemsty, który nigdy, niczego nie rozwiązuje, zemsty, która zawsze prowadzi tylko do zaostrzenia konfliktu, która przynosi jeszcze większą śmierć i zniszczenie. Ten mauren albo się zmieni albo zostanie zamordowany... Tak, zamordowany, własnoręcznie przez niego, niziołka Mourtuna z dalekich krain, adepta magii ognia, przyjaciela driady...
Spojrzał na maurena z dozą litości i wciąż nie mógł uwierzyć. On wiedział że driady nie są takie jak on mówi, Shani była inna, była miła,wesoła i radosna. - Wiesz co? Jak tak na ciebie patrzę, to mi się ciebie żal robi wiesz? - zadał pytanie, nie oczekując na nie odpowiedzi. - Powiem ci tylko tyle, banda z tego miasta, ta która znam i chyba mnie raczej chętnie nie chce widzieć choć moge się mylić, trzyma z lasem i jego mieszkańcami, więc jeśli myślisz że sobie pomordujesz to się grubo, naprawdę grubo mylisz. - powiedział głosem tak chłodnym że aż włosy na rękach mu się zjeżyły a reszta załogi wozu spojrzała na niego dziwnie. - Lepiej przemyśl sobie swoje życie i otwórz oczy, jesteś tak cholernie zaślepiony żądzą zemsty, zemsty która przysłoniła ci zdrowy rozsądek. Myślisz że to co powiedziałeś jest prawda? Jedyną i nienaruszona? To muszę cię zawieść, to tylko stare opowieści, bajanie starych kobiet które nie mają związku z prawdą. Driady... One tylko bronią swego domu... Bronią tego w co wierzą i tego gdzie mieszkają, las jest ich domem. Czy gdyby tobie ktoś wparował z buciorami do domu i zaczął się panoszyć to byś patrzyl? Albo wy, patrzylibyście sie? Wydaje ci się że twoja idea jest świetna i że przyświeca jej wyższy cel a tak naprawdę nie jest warta więcej niż brud pod paznokciem. Nie wiem co uczyniły ci driady lecz napewno nie zrobiłyby tego bez powodu a już napewno nie wydarzyłoby się to gdyby nie naruszono ich spokoju. - delikatnie rozstrojony tym że niektórzy nie potrafią sami dojrzeć swego błędu, niziołek ponownie zapatrzył się w dal.
I tak patrząc sobie w bezkresną dal gościńca pomyślał jeszcze o kilku sprawach. - Powiedz no, po co zaciągasz się do grupy? Jedziemy do uroczego miasta, może byś jednak spróbował szczęścia w miłości co? Chyba nie chcesz być starym kawalerem? A zakładając że kiedyś miałeś kobietę i ją straciłeś powiem ci tyle. Nie warto się zadręczać, życie mamy tylko jedno, nie warto snuć długich, żmudnych planów, najważniejsze jest cieszyć się tym co mamy tu i teraz, spójrz na tą pogodę, interesujące Atunus się zapowiada. Cieszy mnie to co widzę, te spadające liście itd. Mówie ci chłopie, znajdź sobie kobietę. - rzekł z lekka wesoło, chciał zmienić temat by nie pożreć się zaraz z maurenem. Nie bał się go, fakt był od niego dwa razy wyższy ale się go nie bał ponieważ on jest zaślepiony zemstą i nie myśli racjonalnie ale dość miał rozważań, wolał myśleć o Shani i o Rinie, głównie jednak o Shani, Rina go zraniła odrzucając uczucie niziołka.
Rodred:
- Po pierwsze: nie jestem, żądny zemsty na diadach. Po drugie: Tłumaczył dalej staruszek.
- Jeżeli to co mówisz jest prawdą, to przekonamy się na miejscu. Niestety z jego gestów ciężko ci było odczytać ton z jakim to "mówił"
Odezwał się staruszek już nie tłumacząc. - Ta twoja przyjaciółka to driada. Stwierdził fakt i pokiwał głową.
Potem znów tłumaczył maurena.
- Nie nadaję się do zakładania sobie rodziny i dobrze o tym wiem. Skomentował twój wywód o kobietach.
// Akurat zaślepiony zemstą wojownik to to czego powinieneś się bać :D
Mourtun:
//: Ech... A miało być tak miło ;[ Widzę że szykuje się kolejna mega zabójcza fabuła. Ech... Aż nawet nie wiem co o tym wszystkim już sądzić... ;[
Dobra, już sam nie wiem co o tym wszystkim sądzić. Znów będę musiał się z kimś użerać, znów będą walki, kłótnie, uciekanie, moje błędy... Dlaczego taki pozornie prosty wyjazd w odwiedzinach do Shani, od razu musi zamieniać się w wyścig z czasem i maurenem... Już i tak za dużo powiedziałem, czuję że teraz oni będą mnie śledzić aż do niej... Dlaczego? Dlaczego, ja się zawsze muszę ładować w tarapaty, ładować siebie i moich bliskich? Ech... Chyba nigdy tego nie zrozumiem. Głupi mężczyzna, przejrzał mnie, muszę dalej blefować, choćby to było i śmieszne... - zamyślony patrzył gdzieś w dal, bał się nie tyle o swoje życie co o życie jego przyjaciółki.
Spojrzał na staruszka, bo z maurenem już nie miał ochoty "gadać", po prostu nie rozumiał tego człowieka, nie mógł pojąć jego logiki, co tylko pogarszało sprawę, psuło całą jego wyprawę. Niziołek podejrzewał że to właśnie on zepsuje cały sielankowy nastrój jego wyjazdu, a dlaczego? Bo tak sobie ubzdurał, bo on musi mordować driady. - Jeszcze nie słyszałem nigdy by ktokolwiek nazwał elfkę driadą. Jesteś pierwszy. - rzekł lekko znudzonym głosem. - Co do driad to mam poprostu rozległą wiedzę, można by rzec że wielopokoleniową, przekazywaną z ojca na syna i tak dalej... - dodał po chwili.
Rodred:
// Aleś ty pesymistyczny. Nic dziwnego, że twoje wyprawy też są pesymistyczne. To ile sobie dopowiadasz jest niewyobrażalne. <ignorant> A zresztą mówiłem, że będzie ciężko <fajka>
Staruszek pokiwał tylko głową nie wierząc w ani jedno twoje słowo.
- Ta. Jasne.
//13:58
Jeszcze chwilę jechaliście w ciszy. Rozpadało się na dobre. Zimny, jesienny deszcz przemókł was do suchej nitki. Wtem dojechaliście do malutkiej wioski. Nic wielkiego. Dom wielorodzinny, chlew, mała stajnia i karczma. Drogą już płynęło błoto. Aż ciepło ci się zrobiło na myśli o ciepłym kominku i misce dobrej strawy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej