Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Mourtun:
- No cóż. Bynajmniej dziękuje. - uśmiechnął się krzywo i wyprostował. Nie siedziało się zbyt wygodnie. Postanowił jednak jakoś przetrwać tą podróż. Siedział nieruchomo, na jakiś czas odleciał w kraine marzeń więc siedział taki pół-świadomy. Po jakimś czasie, godzinie może dłużej ocknął się i rozejrzał. - Jak leci? - spytał woźnicy.
Rodred:
Widzisz, że woźnica opiera się głową o drzwi i śpi co jakiś czas podrygując na wybojach. Widzisz, że strażnik również śpi opierając się głową o ścianę. Cały czas trzyma nóż.
Mourtun:
Niziołek oparł się o ścianę za sobą, odetchnął głęboko i przymknął oczy. Nie starał się zasnąć, poprostu doprowadził się do stanu czuwania. Oczy miał otwarte lecz nie mrugał, chyba nie. Poprostu odsunął zmysły na bok. Był w stanie głebokiej koncentracji. No i podróż trwała tak w spokoju. Narazie.
Rodred:
Jechaliście długo. Nie wiesz, która godzina bo nie widzisz słońca. Jesteś głodny i zmęczony. Chyba zdrzemnąłeś się kilka razy. Wtem wóz stanął a woźnica z zewnątrz zawołał.
- Tu zatrzymamy się na nocleg.
Strażnik otworzył drzwi i wreszcie wciągnąłeś świeże powietrze. Jest noc. Strażnik was wyprowadził a potem więźniów. Jednego orka, dwóch ludzi i elfa. Stoicie na polance niedaleko drogi otoczeni drzewami. Jeździec zabrał się za rozpalanie ogniska. Więźniowie są skuci na kostkach i nadgarstkach oraz ze sobą. Są również zakneblowani.
Mourtun:
Niziołek przeciągnął się i usiadł przy rozpalanym przez jeźdźca ognisku. Troche mu burczało w brzuchu ale nie odważy się zapuszczać nocą w te lasy. Wiedział co go tam czeka. - Co to za jedni? - wskazał na więźniów. - Rano ruszamy tak? O której planujecie zajechać na miejsce? - zagadał do kogokolwiek z załogi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej