Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Rodred:
Wskoczyłeś przez tylne drzwi i zobaczyłeś, że więźniarka jest dwu przedziałowa. Jeden przedział pozamykany i zakratowany dla więźniów, a drugi ten, w którym jesteście jest dla strażników. Siedzicie na ławeczce obok siebie, a przy przeciwległej ścianie siedzi strażnik. Jest to rosły mężczyzna bez jednego oka. Nie kwapił się nawet, żeby je zasłonić opaską. Krzywo się do was uśmiechnął. Prawdopodobnie temu, że głęboka blizna przecina mu usta i ciężko, żeby uśmiechał się inaczej. Ubrany jest w pełny, czarny skórzany pancerz oprócz hełmu. W ręku trzyma duży, brzydki zakrzywiony nóż. Idealny do walki w takim ścisku. Zamknął za wami drzwi na klucz, który następnie wsadził sobie do kieszeni.
Mourtun:
//Naprawde bardzo zacne opisy postaci. :)
Mężczyzna siedział sobie obok woźnicy i starał się nie myśleć o tym jakie negatywne emocje w nim budzi ów strażnik. To był kawał chłopa która zapewno poradziłby sobie z nie jedną osobą.
//Skoro okna są pozabijane to wewnątrz musi być ciemno, nie?
Rodred:
Po zamknięciu drzwi w środku zrobiło się ciemno. Jedynym źródłem światła było małe zakratowane okienko w drzwiach przez które weszliście.
Strażnik w przerwach od zabawy nożem spoglądał na was wesoło i się krzywo uśmiechał.
Siedzicie w ciszy i podróż się dłuży.
Mourtun:
Niziołek uśmiechnął się i pogodnym głosem zagadał do strażnika. - Dobry panie, ile ta podróż będzie trwała?
Rodred:
Wzruszył ramionami.
- Bo ja wiem? Jedziemy już długo, a nie znam trasy na pamięć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej