Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
"Róbmy driadom dzieci!" czyli Mourtun wraca do Shani.
Mourtun:
- Normalnie sprawia się jak zwykła noga tylko że nie mam w niej czucia, w tej roślinnej części. Pozwolisz że to zakryje. - opuścił nogawke. Uważał że zbyt dużo osób nie musi o tym wiedzieć. - Ta noga to taka moja osobista tajemnica, niech ona zostanie między nami. - uśmiechnął się do kobiety. - Bandyci... Fakt, można natrafić na mocnych zakapiorów lecz zwykle są to chuderlaki z mosiężnym mieczem i sztyletem przy pasie... - podrapał się po głowie.- Ci dwaj tutaj byli swoistym ewenementem. - rzekł spokojnie.
Rodred:
- O ile to byli zwykli bandyci. Pokiwała głową niepewna.
Mourtun:
- Bandyci czy nie. Porywacze napewno. Zastanawia mnie dlaczego oni porwali tego dziadka. Pamiętasz jak mówiłaś nie dawno o gladiatorach? Zapewne tam zawlekli maurena ale na cholere im dziadek...? A no tak. Jako tłumacz. Ciekawe co z nimi. - spojrzał na blat w którym przy pomocy paznokcia żłobił małą, podłóżną kreske. Skup się, nie pójdziesz ich szukać. To nie twoja sprawa. Ty idziesz do Shani... Swoją drogą, ciekawe jak cie przyjmie i czy o tobie nie zapomniała. - dodał w myślach. W duchu miał nadzieje że trochę towarzystwa wreszcie wróci do karczmy. Chodźby ta druga kelnerka z niziołkiem którzy najprawdopodobniej udali się na schadzkę i coś długo ich nie ma.
Rodred:
Przed karczmą usłyszałeś rozmowę.
- Nie wiesz? W końcu to ty ich im sprzedałeś. Przewruciła oczami i popatrzyła na ciebie z niesmakiem.
- Chyba, że nawet ich o to nie spytałeś. Rzuciła ci niemiłe spojrzenie.
- Po co się w ogóle o nich troszczysz? Zrobiłeś co zrobiłeś, a teraz się zastanawiasz co z nimi?
Mourtun:
- Taa... "Sprzedałem" - tutaj zrobił powietrzny cudzysłów. - Powiem to juz któryś raz. Nie miałem z tego hajsu i nie chcieli mi powiedzieć na co im on. Zresztą, niektóre błędy da się naprawić. Przepraszam na chwile. - zerwał sie ze stołka. - Wiesz, przed karczmą któś rozmawia a ja musze sobie pilnować bo jakby coś przyjechało to żeby nie pojechali beze mnie. - dodał szybko. Uchylił drzwi od karczmy i przez szpare w tychże drzwiach nasłuchiwał rozmowy jednocześnie patrząc kto z kim mówi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej